Tadeusz Boruta – twórca realistycznych aktów z symbolicznym _przekazem

Tadeusz Boruta – twórca realistycznych aktów z symbolicznym _przekazem

Tadeusz Boruta czerpie inspiracje ze sztuki sakralnej, nie zawsze jednak maluje on obrazy stricte religijne. Motywy religijne stanowią dla artysty zwykle tylko punkt wyjścia do rozważań o kondycji współczesnego człowieka i jego relacji z Bogiem.
Tadeusz Boruta urodził się w 1957 roku w Krakowie. W 1979 roku rozpoczął studia w krakowskiej ASP, gdzie poznawał tajniki malarskiego rzemiosła. Jako student kształcił się w pracowni Stanisława Rodzińskiego i Zbyluta Grzywacza, a cztery lata od momentu przekroczenia progu uczelni otrzymał dyplom z wyróżnieniem. Wiedza z zakresu malarstwa nie zaspokoiła ambicji Tadeusza Boruty, dlatego też jeszcze w 1980 roku rozpoczął on naukę w Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie (studia filozoficzne ukończył w 1984 roku). Od tego czasu artysta zajmuje się nie tylko malowaniem obrazów, ale również rysunkiem, rzeźbą oraz pisaniem artykułów związanych ze sztuką. Jego teksty były publikowane w „Znaku” oraz „Tygodniku Powszechnym”, wydano je także w tomie zatytułowanym „Sztuka patrzenia”. Tadeusz Boruta próbował też swoich sił w roli pedagoga – w latach 1998-2004 artysta wykładał w Europejskiej Akademii Sztuki w Warszawie.
Malarz od zawsze brał udział w licznych wystawach swoich prac, których część prezentował swego czasu razem z dziełami Grzegorza Bednarskiego. Współpracował on z Aldoną Mickiewicz, z którą namalował cykl obrazów ołtarzowych dla włoskiego klasztoru benedyktynek Monte San Savino. Tadeusz Boruta wykonał także polichromie dla kilku polskich kościołów. Za swoją działalność otrzymał on wiele nagród, z których największą było zwycięstwo I Krajowego Biennale Młodych „Droga i prawda” w 1985 roku.
Na twórczość Tadeusza Boruty nie mają wpływu zmieniające się nurty lub tendencje w sztuce. Już od wielu lat artystę interesuje kondycja współczesnego człowieka, którą ukazuje on zwykle poprzez męskie akty, przepełnione subtelnymi odniesieniami do religii. Bardzo charakterystyczny dla obrazów Tadeusza Boruty jest realistyczny modelunek przedstawianych postaci, które ukazane są w samotności („Ecce homo”) lub skupiskach ludzi (np. „Pentecoste III” oraz „Walka aniołów”). Na swoich obrazach artysta unika różnorodności kolorystycznej i stosuje raczej oszczędną paletę barwną. W jego dziełach dominują więc czerwienie, brązy, biele oraz wszechobecny, łososiowy odcień ludzkiego ciała. Prezentowane przez niego postaci rzadko kiedy ukazują całe piękno swojej anatomii, jak to ma miejsce w przypadku pochylonego nad cyrklem „Architectusa”. Zazwyczaj bohaterowie obrazów Boruty kulą się i zasłaniają lub zastygają niepewnie z obawą w oczach. Taką właśnie pozę przybiera postać z obrazu „Ecce homo”. Dzieło to przedstawia nagą sylwetkę młodego mężczyzny, który przysiadł zaniepokojony i w bezradnym geście położył ręce na kolanach. Jego przestraszone oczy patrzą prosto na nas, odwracając się tym samym od szerokiej płaszczyzny komunistycznego bloku, widocznego zza okna. Pomazane, pełne pęknięć szyby są być może jedynym oknem na świat dla tego mężczyzny, jednak rzeczywistość jest na tyle ponura i nieciekawa, że nie przykuwa wzroku postaci. Oprócz szarobłękitnego skrawka nieba nie widać nic, co mogłoby kojarzyć się ze światem przyrody. Nie ma tu żadnych drzew, ptaków, ani nawet kwiatów na parapecie – mężczyzna jest uwięziony w betonowej samotni swojego bloku.
Innym, równie interesującym dziełem Tadeusza Boruty jest „Zmierzch” z cyklu „Eden”. Obraz przedstawia dwoje nagich ludzi, którzy przykucnęli w sczerniałej trawie i ze spuszczonymi głowami próbują zakryć swoje ciała. Delikatne, białe plamy postaci są całkowicie bezbronne, gdy niepewnie próbują się ukryć w miejscu, gdzie brakuje jakiejkolwiek kryjówki. Nadchodzi już zmierzch, a wszystko wskazuje na to, że bohaterowie obrazu nie mają gdzie się udać i przez całą noc będą trwać w niezwykłej przestrzeni wymarłej łąki, która ciągnie się aż do czarnych chmur pełznących po niebie. Tytuł cyklu wskazuje na konotacje biblijne – postacie są więc parą pierwszych ludzi, którzy właśnie zostali wygnani z raju. Adam i Ewa zgrzeszyli, w wyniku czego narazili się na gniew Boga i doświadczyli nieznanego im dotąd uczucia wstydu. Opis ten pasuje do scenki przedstawionej na obrazie Boruty, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że artysta podmienił sylwetki biblijnych postaci na współczesnych nam ludzi. W ten sposób tytułowy „Eden” zyskuje dodatkowe znaczenie – nie jest już wyłącznie rajskim ogrodem lecz raczej ogólnym symbolem czegoś, co zostało utracone. Wydaje się, że tematem tego obrazu jest nostalgia po uczuciu, które wygasło. Przygnębieni ludzie rozpaczają nad zburzeniem relacji, która kiedyś ich łączyła lub – jak chcą niektórzy – tęsknią za obecnością Boga, od którego się odwrócili i obawiają się jego gniewu. Akty Tadeusza Boruty mają bowiem to do siebie, że nie narzucają religijnej interpretacji, lecz stwarzają możliwości odczytania obrazów na wiele różnych sposobów.
Nina Kinitz 23 czerwca 2009