Remedium na zimową monotonię, czyli o tym jak odnaleźćkwiaty pośród śniegu. 

Remedium na zimową monotonię, czyli o tym jak odnaleźćkwiaty pośród śniegu. 


Gdy wszechobecny
od kilku miesięcy śnieg sprawia, że znużone bielą oczy nie dostrzegają nic interesującego
w monotonnym krajobrazie, to znak, że najwyższy już czas by wzbogacić swe zmysły
o nowe kolory i aromaty. W jaki sposób? Odpowiedzi jest kilka – można wyjechać
na egzotyczną wycieczkę, spędzić kilka godzin w palmiarni lub…udać się na
spacer po poznańskich Jeżycach.

Już samo przebywanie w
otoczeniu pięknie zdobionych secesyjnych kamieniczek dostarcza wielu nowych
doznań, lecz aby w pełni odreagować przedłużającą się zimę warto rozpocząć
wędrówkę od Rynku Jeżyckiego. Jedno z najczęściej odwiedzanych targowisk latem
przyciąga przechodniów zapachem świeżych truskawek, jagód i soczystych malin, a
także kusi oczy apetycznymi piramidami z warzyw, owoców i aromatycznych ziół. Zimą
ze straganów znikają bujne jarzyny oraz inne plony, a ich miejsce zajmują
wyrabiane przez góralki oscypki oraz ciepła odzież. Przechodnie nadal mogą jednak
sycić swoje zmysły feerią barw i intensywną kompozycją zapachów, dochodzących z
długiego rzędu kwiaciarni. Wśród egzotycznych storczyków i roztaczających aurę
wysublimowanej elegancji róż dostrzec już można kolorowe główki pierwiosnków,
smukłe kielichy krokusów oraz drobne słoneczka żonkili. Tutaj wiosna zaczyna
się najszybciej, a radości z oglądania kolorowych kwiatów nie są w stanie
zakłócić nawet wysokie hałdy śniegu, które otaczają targowisko.

Po nasyceniu zmysłów wielością barwnych kształtów można już opuścić
Rynek Jeżycki i ruszyć ruchliwą ulicą Kraszewskiego w poszukiwaniu nowych
doznań. Wystarczy przejść się kawałek wzdłuż torów tramwajowych i skręcić w
ulicę Szamarzewskiego, by zostawić za sobą miejski rozgardiasz i móc delektować
się ponadczasowym pięknem architektonicznego zabytku.

Oto
przed nami wyrasta wysoka wieża z zegarem, nad którym góruje spiczasta
sygnaturka zakończona krzyżem. Pod nią widać neogotycką bryłę
dziewiętnastowiecznego kościoła Podwyższenia Krzyża Świętego. Świątynia ta
została wzniesiona według projektu Ottona Hirta w 1894 roku. Jedenaście lat
później skromny, jednonawowy budynek zyskał charakterystyczną wieżę z zegarem.

Pomimo upływu czasu wnętrze kościoła nie uległo znaczącym
zmianom. Pod drewnianą wieszarową więźbą dachową ciągną się podłużne balkony
wewnętrzne, które przechodzą w emporę, na której mieszczą się zabytkowe organy.
Ołtarz główny kryje w sobie pochodzący z dziewiętnastego wieku krucyfiks oraz
rzeźbę klęczącej u stóp Chrystusa Marii. Istnieją także dwa ołtarze boczne, w
których umieszczono otoczone aniołami wizerunki Matki Boskiej Nieustającej
Pomocy i Matki Boskiej Ostrobramskiej oraz figury św. Józefa, Jezusa i św.
Tadeusza Judy.

Mroki ascetycznej świątyni rozjaśniają
zaprojektowane przez Wacława Tarnowskiego witraże. Umieszczone poniżej linii
wewnętrznych balkonów okna wypełniają pary niewielkich kompozycji kolorowych
szkiełek, które układają się na kształt splątanych ze sobą kwiatów. Górną część
kościoła oświetlają nieco większe witraże, a każdy z nich odznacza się innym
symbolem wypełniającym środkową część kompozycji. Kolorowe szkiełka układają
się w owalne kształty, w których ukryte są m.in. wizerunki baranka
symbolizującego zmartwychwstanie Jezusa, ryb – najwcześniejszego znaku
Chrystusa oraz oko wpisane w trójkąt (emblemat Trójcy Świętej).

Niedaleko prostokątnego prezbiterium umieszczono największe witraże,
które przedstawiają sylwetki czterech ewangelistów. Ich powierzchnia nie tylko
rozprasza mroki nieco posępnego wnętrza, ale również przyciąga wzrok wielością
barw, zmieniających się w zależności od pory dnia oraz kąta padania promieni
słonecznych. Kompozycje złożone z szybek mienią się kolorami i zachęcają do
przyglądania się ledwo uchwytnym refleksom świetlnym, igrającym wesoło na
brzegach niewielkich płaszczyzn. Wystarczy chwila świetlnej terapii, by jednolita
płachta leżącego na zewnątrz śniegu przemieniła się w miliony błyszczących w
słońcu kryształków.

Przy wyjściu z kruchty żegna nas
rozeta wypełniona witrażem przedstawiającym Zbawiciela Świata. W przeciwieństwie
do pozostałych witraży ten jest bardziej jednolity, gdyż budują go większe
płaszczyzny barwne. W centralnej części widzimy tradycyjne przedstawienie
Jezusa, który w prawej ręce trzyma jabłko królewskie, będące atrybutem władcy,
a lewą błogosławi wiernych opuszczających bramy świątyni. Wokół jego
przepełnionej spokojem twarzy wiją się kwiaty – symbole niewinności i boskiego
błogosławieństwa, a także radości będącej zapowiedzią spotkania w raju.

Po wyjściu z kościoła warto zwrócić uwagę na popiersie
Augustyna Szamarzewskiego dłuta Władysława Saletisa – współczesnego malarza i
rzeźbiarza, absolwenta poznańskiej Akademii Sztuk Pięknych. Rzeźba ta
upamiętnia postać jednego z najwybitniejszych przedstawicieli pracy organicznej
z obszaru wielkopolskiego. Patron jeżyckiej ulicy znacząco wpłynął na rozwój
polskiej gospodarki w okresie zaboru pruskiego poprzez organizowanie
spółdzielczych kas kredytowo-oszczędnościowych dla rzemieślników i rolników.

Nina Kinitz 23 lutego 2010