Opowieść o władzy — Faraon Jerzego Kawalerowicza

Opowieść o władzy — Faraon Jerzego Kawalerowicza

1962 roku Jerzy Kawalerowicz nie był artystą nieznanym. Miał za sobą realizację Celulozy i Pod gwiazdą frygijską, słynnny Prawdziwy koniec wielkiej wojny i zauważony przez krytykę Pociąg, a przede wszystkim wybitną i nagrodzoną w Cannes Matkę Joannę od Aniołów A jednak za dość odważną trzeba uznać decyzję o przeniesieniu na ekran jednej z najważniejszych powieści Bolesława Prusa, Faraona. Była to chwila, w której Szkołę Polską uznano już za nurt zamknięty i nowa produkcja była niejako zawieszona w ideowej próżni.

Przedsiewzięcie było ambitne. Literacki pierwzowzór zawiera się w dwóch potężnych tomach, w których poza kameralnymi scenami rozmów, równie ważne są sceny monumetnalne i zbiorowe, jak bitwa z Libijczykami i zaćmienie słońca. Ekipa pracowała przez trzy lata w różnych — nierzadko ekstremalnych warunkach. Zasadnicza większość zdjęć na pustyni nakręcona została w Uzbekistanie, niektóre sceny powstały w Egipcie (mało jednak dogodnym ze względu na tłumy turystów), część zaś plenerów zagrały pustynia Błędowska i jezioro Kirsajty. Powstał film monumentalny — 144 minuty — a jednocześnie poważny i ambitny, stawiający sobie za cel nie widowisko, a refleksję. A działo się to w czasach, gdy na ekranach tryumfowała Elizabeth Taylor jako Kleopatra, otoczona kochankami, lub Charlton Heston w roli Ben Hura, świeżo nawróconego chrześcijanina, rozbijającego się rydwanami po Rzymie.

Scenariusz Faraona napisał Kawalerowicz wspólnie z Tadeuszem Konwickim, z którym pracował już z powodzeniem przy Matce Joannie…. Autorzy pozwolili sobie na ingerencje w oryginał Prusa. Konwicki napisał, że [Faraon] nie jest to powieść w pełnym znaczneiu tego słowa historyczna, jest to przede wszystkim wnikliwa analiza systemu władzy. Zgodnie z tą refleksją, Konwicki i Kawalerowicz nie poświęcają wcale uwagi wątkom obyczajowym. Koncentrują się wyłącznie na konflikcie dwójki głównych bohaterów: Ramzesa i Herhora. Co ważne zwłaszcza w kontekście świeżych, w momencie premiery, wspomnień po Polskiej Szkole Filmowej, historia nie jest tu, jak pisze Iwona Kurz, żywiołem pożerającym jednostkę. Bohaterowie Kawalerowicza nie są ofiarami historii, lecz podmiotami na pewnej scenie, na której rozgrywa się dramat władzy. Kurz pisze też, że dla Kawalerowicza literatura, przeczytana uważnie, z szcunkiem dla słowa, była raczej źródłem, czasem pretekstem. Nie dziwią więc zmiany w rozłożeniu akcentów, jakie poczynili autorzy scenariusza.

Kawalerowicz, można powiedzieć, reinterpretuje powieść. Patrzy z innej strony. Nie jest, tak jak Prus, całym sercem po stronie ambitnego, niedoświadczonego księcia, który zmagać się musi jednocześnie z dojrzewaniem i obejmowaniem władzy. Ramzes jest nie pozbawiony szlachetnych porywów, jednak władza go przytłacza; brak doświadczenia nie pozwala na rozsądny osąd. Bezmyslność, obojętność wobec innych, nawet najbliższych (Sara!) uniemożliwiają prowadzenie mądrej polityki. Konflikt z kapłanami Ramzes przegrywa nie z powodu zaćmienia słońca, ale właśnie z powodu swoich wad. W roli Ramzesa wystąpił stawiający wtedy przed kamerą pierwsze kroki, Jerzy Zelnik. Aleksander Jackiewicz pisze, że ma w sobie coś z lwiątka (…) kanciastość, powrywczość.

Jednak Ramzes dojrzewa. Początkowo chce być największym władcą, prowadzić zwycięskie wojny, zostawić po sobie coś tak imponujacego jak piramida Cheopsa. Potem zmienia zdanie. Gdy uświadamia sobie nadchodzący upadek imperium, rozpaczliwie pragnie do niego nie dopuścić — dla dobra państwa i ludu. Ale kiedy wreszcie zaczyna zachowywać się jak polityk, jest już za późno.

Antagonistą Ramzesa jest kapłan Herhor (Piotr Pawłowski). Wyniosły, powściągliwy, przenikliwy. Posiada wiedzę i doświadczenie. Ma więc wszystkie te cechy, których pozbawiony jest Ramzes. Jednocześnie, również i dla niego, jak dla Ramzesa, władza pozostaje największą namiętnością i celem. Wyrachowanie i rząd dusz ludu egipskiego, ale również inteligencja i rozwaga — zapewniają mu zwycięstwo.

Poza Zelnikiem i Pawłowskim, w pamięć zapadają Emir Buczacki jako Tetmozis, Edward Rączkowski (kupiec fenicki, Dagon) i Wiesława Mazurkiewicz w roli Niktoris, królowej i matki Ramzesa. Jackiewicz pisze, że film jest bardzo aktorski, ale nieteatralny. Dialogi są liczne, dopracowane, aktorstwo nazywa Janicki wystylizowanym

Należy też zwórcić uwagę na zdjęcia. Jerzy Wójcik nie pozwala sobie na przyjemność fotografowania zapewne zapierających dech w piersiach krajobrazów. Kadry wypełnia pył, piasek, żołcie i brązy, błękity i zielenie wydają się wyblakłe od słońca. Kolorystyka podkreśla surowosć klimatu — surowosć historii. Iwona Kurz pisze, że wciskający się wszędzie piasek i obraz pustyni podkreślały samotność młodego władcy.

Co ciekawe, film niemal pozbawiony jest muzyki. W przeciwieństwie do wielkich widowisk historycznych, w których bombastyczna muzyka ilustruje bitwy i i zaznacza wzruszenia, Kawalerowicz zdecydował się na drastyczne ograniczenie tego aspektu. Na ekranie wybrzmiewają jedynie pieśni (autorstwa Adama Walacińskiego) — hymny, których echo odbija się od pustych ścian, pokrytych hieroglifami i rozpoczliwe psalmy, wypłakiwane przez Sarę. Za to ważny jest dźwięk — szuranie bosych stóp, odgłos kroków wśród Labiryntu, szepty Kamy.

Stanisław Janicki napisał, że efektu pracy Kawalerowicza nie sposób nie podziwiać, ale nie może [on] wywoływać silniejszych wzruszeń. Zauważa to też Iwona Kurz: Odbiór jego dzieła (…) nastręczał krytykom kłopotów. (…) „Rzemieślnik”, (jakby nie artysta), filmy „piękne, ale chłodne” — te określenia sugerowału szacunek, ale też wycofanie. Wydaje się jednak, że to, co podziwiamy, także może dostarczć wzruszeń, a o chłód na pewno Kawalerowicza bym nie oskarżała. W swoim zdystansowanym podejściu, jest raczej romantykiem, który stara się udawać cynika, niczym Humphrey Boggart w Casablance. Mimo pozornego oddalenia, wbrew pozorom, można doszukać się czułości w sposobie, w jaki traktuje swoich bohaterów — Ramzesa, ale i Herhora, siostrę Joannę i księdza Suryna.

Film, przyjęty z mieszanymi uczuciami w Polsce, wywołał entusjastyczne reakcje za granicą. Amerykańska Akademia Filmowa przyznała Kawalerowiczowi nominację do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny. Kawalerowicz przegrał wtedy z Lelouchem i jego melodramtem, sympatycznym, ale w gruncie rzeczy prostym i na pewno nie wybitnym, Mężczyzna i kobieta. Decyzja Akademii była zresztą zaskoczeniem.

Kawalerowicz, który skoczył w 1962 roku na głęboką wodę, do śmierci w 2007 roku lubił wyzwania, niestety podejmowane również wtedy, gdy nie powinno się ich podejmować. Jego ostatnim filmem było Quo vadis, z budżetem 18 mln dolarów i krytycznymi recenzjami.
Filmpolski — 2 lipca 2008
Aleksander Jackiewicz, Moja filmoteka. Kino polskie, Warszawa, 1983
Stanisław Janicki, Film polski od a do z, Warszawa, 1971
Kino, nr. 2, 2008
Małgorzata Kurowska 2008.07.30