Maurizio Cattelan w Guggenheim Museum

Maurizio Cattelan w Guggenheim Museum

Na ekspozycji zatytułowanej „Maurizio Cattelan: All” (Maurizio Cattelan: Wszystko) włoski artysta raz podziwiany, to znów piętnowany za obrazoburczość, zgromadził 128 swoich prac będących owocem ok. dwóch dekad twórczości. Są one wypożyczone od kolekcjonerów sztuki. Jak zapewnił rzeźbiarz, tylko jeden procent z nich stanowią reprodukcje.

„Uważany jednocześnie za prowokatora, dowcipnisia, i tragicznego poetę naszych czasów, Maurizio Cattelan wykreował jedne z najbardziej niezapomnianych wizerunków w ostatnich dokonaniach sztuki współczesnej” – piszą organizatorzy ekspozycji. Podkreślają, że jego intrygujące, werystyczne rzeźby ujawniają sprzeczności współczesnego społeczeństwa.

Przygotowanie projektu, a następnie zamontowanie prac w muzeum pochłonęło cztery miesiące. Swoich rzeźb i instalacji, itp. artysta nie umieścił w salach wystawowych, lecz zawiesił, poczynając od sufitu, w sześciopiętrowej rotundzie muzeum.

„Nie ma innego sposobu, aby zrobić show i okazać szacunek w gmachowi.(…) Myślę, że odwiedzający będą mogli dodać wiele do tego, co widzą…” – wyjaśniał Cattelan. Wystawie towarzyszą opisy prezentowanych eksponatów oraz komentarze wideo kluczowych współpracowników artysty.

Rozmieszczając swe prace rzeźbiarz nie zachował chronologii. Niektórzy krytycy porównują jego ekspozycję do mobilnego bałaganu, plątaniny kabli, czy też rozwieszonego prania.

Uwagę recenzentów przykuły znane na świecie rzeźby, w tym pokazywana niegdyś w warszawskiej Zachęcie „La nona ora” (Dziewiąta godzina) ukazująca wykonaną z wosku postać Jana Pawła II przygniecionego meteorytem, co miało symbolizować papieża powalonego pod ciężarem trosk. Znalazła się tam także rzeźba klęczącego, pogrążonego jakby w modłach Hitlera.

Wystawa pokazuje znane i anonimowe postacie. Jest tam m.in. rzeźba prezydenta Johna Kennedy’ego w trumnie, jak też starej kobiety wyzierającej z lodówki. Menażeria Cattelana obejmuje natomiast szkielet psa na orientalnym dywanie trzymającego gazetę w pysku, kilkunastometrowy szkielet kota, naturalnej wielkości słonia-dziecko przywdzianego w strój Ku Klux Klanu itp.

„Ponieważ Cattelan większość swych prac stworzył z myślą o konkretnych sytuacjach, brak im historycznego i architektonicznego kontekstu nadającego im początkowo znaczenie” – ocenił „New York Times”.

Chociaż sam artysta niejednokrotnie zapewniał w wywiadach, że nie uważa się za prowokatora, także w Nowym Jorku nie uniknął etykietki skandalisty.

„Włoski dowcipniś i prowokator ponownie pokazuje wielki, środkowy palec dosłownie i w przenośni…” – skwitował ekspozycję krytyk agencji Bloomberga. Uznał sztukę Cattelana za banalną. Wytykał też, że jest nieszczera i obraźliwa.

Cattelan urodził się w 1960 roku w Padwie, gdzie też spędził młodość. Pochodzi z ubogiej rodziny. Zanim zajął się sztuką imał się manualnych prac. Zapowiedział, że wystawa nowojorska będzie jego ostatnią. Ma zaś kontynuować takie projekty, jak surrealistyczny magazyn „Toilet Paper”, który założył z włoskim fotografikiem Pierpaolo Ferrarim.

Ekspozycja w Guggenheim Museum będzie czynna do 22 stycznia.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)

ad/ jra/