Tam był Raj. Historia Brzeżani wsi Raj

Tam był Raj. Historia Brzeżani wsi Raj

TU BYŁ RAJ – mówi Krzysia, przewodniczka i pokazuje na obdrapane mury wyłaniające się spośród bujnych drzew. Mało kto pamięta, że gigantyczna czarna sosna o rozłożystej koronie nosi imię cara Piotra Wielkiego, że pod rozłożystym dębem odpoczywał węgierski książę Franciszek Rakoczy,
a po starannie wypielęgnowanych alejkach spacerował król polski August Mocny. Bo w rozpadającym się pałacyku we wsi Raj dziś wypoczywają chore dzieci, a jego mury podziwiają dziś już chyba tylko polscy turyści.

O Raju rozmawiać nie można nie znając pobliskich Brzeżan, na początek więc słów kilka o mieście, w którym urodził się Marszałek Rydz-Śmigły, w którym stał majestatyczny zamek, a dziś na całą Ukrainę słynna jest tutejsza huta szkła.

Szwajcaria Podola

Brzeżany, niewielkie miasteczko położone 86 km na południowy wschód od Lwowa należało do najbardziej efektownie usytuowanych miejscowości przedwojennych Kresów Wschodnich II Rzeczpospolitej. Nie bez powodu jego okolice nazywa się Szwajcarią Podola. „Przyroda rozsiała na obszarze powiatu brzeżańskiego (szczególnie w bliskości miasta), przeciętego wstęgą Złotej Lipy, w dolinach falistej ziemi liczne stawów kryształy, jakby pozostałość wielkiego morza po szybkiej wód ucieczce, otoczyła je pasmem sporych pagórków, bujnymi okrytych lasami, pokryła cały powiat soczysta traw zielenią, ogrodami, sadami lub runią dorodnych zbóż. Z zieleni lasów wyłaniają się dwory, cerkiewki, leśniczówki, osady; do każdego stawu, do każdej rzeczółki tuli się wioska dostatnio zabudowana” – pisał Józef Czarnecki.

Pierwsze wzmianki o tak pięknie położonym mieście pojawiły się już w 1375 roku. Wówczas była to niewielka wieś, która trafiła w ręce rodu Sieniawskich. Sieniawcy dbali o swoje włości, a ich starania zostały nagrodzone nadaniem Brzeżanom w roku 1530 przez króla Zygmunta Starego praw miejskich. Postarał się o to Mikołaj Sieniawski, późniejszy wojewoda ruski i hetman wielki koronny.
Miasto będące siedzibą potężnego rodu nie mogło się obyć bez zamku. Bez chwili wahania Mikołaj zlecił budowę potężnej twierdzy. Zachwycająca budowla stanęła w 1554 roku pomiędzy ramionami Złotej Lipy. Nie było łatwo. Grząski teren musiano umacniać drewnianymi palami, ale się trud się opłacił. Powstała jedna z największych budowli tego typu na terenie Rusi, a nawet całej ówczesnej Rzeczpospolitej. I najbardziej trwała. Zamek obronił się przed dwukrotnym najazdem kozackim (w 1648 i 1655 roku). Nie zdobyli go Turcy, a próbowali trzykrotnie (w 1649, 1667 i 1672 roku). Niestety, zniszczył czas. Zanim jednak to nastąpiło w XVIII w. Brzeżany przeżywały swój złoty czas. Na zamku gościły znakomitości całego świata: król August II (w 1698 i 1711 roku), książę Węgierski Franciszek Rakoczy (1703), kozacki hetman Iwan Mazepa (1705) i car Rosji Piotr I (1707 i 1711).
To w Brzeżanach urodził się Aleksander Bruckner, wybitny polski językoznawca, kulturoznawca i historyk i Edward Rydz-Śmigły, późniejszy marszałek Polski.

Raj brzeżański w ruinie
W 1720 roku zmarł ostatni z rodu Sieniawskich, Adam Mikołaj. Jego dobra w spadku otrzymała córka Zofia zamężna z Augustem Aleksandrem Czartoryskim. Brzeżany przeszły w ręce tej znakomitej rodziny, która jednak nie dbała specjalnie o swoje włości. Książę August chętnie pozbył się Brzeżan ofiarowując je w posagu swojej córki, dzięki czemu ziemie stały się własnością Lubomirskich, a później Potockich, przy których pozostały przez kolejne sto lat. Po rozbiorach Brzeżany znalazły się w rękach Austriaków, którzy powoli ale systematycznie rozbierali zamek. Choć formalnie posiadłość należała do Potockich, austriackie władze zamieniły imponująca budowlę w koszary, a następnie w browar.

„Zostałyć drzewa, zdroje i głazy, gdzie czasem słowik zakwili; Wiszą szlachetnych mężów obrazy, I smutna pamięć, że byli” – pisał w wierszu „Raj brzeżański. Do księcia Adama Czartoryskiego” Franciszek Dionizy Kniazin. Jeszcze przed pierwszym rozbiorem zamek brzeżański szczycił się znakomitą biblioteką i kolekcją obrazów, które Czartoryscy systematycznie wywozili do Puław, Łańcuta i Wilanowie. Patrząc z dzisiejszej perspektywy, może to i lepiej, dzięki temu przetrwały późniejsze wojenne zawieruchy. Nie przetrwał jednak sam zamek. Takie wspomnienia przywiózł w 2005 roku Stanisław S. Nicaj i zanotował w swojej książce „Wyprawy na Kresy”: „ To, co widzieliśmy we wrześniu 2005 roku, kręcąc film dokumentalny o Brzeżanach, wydaje się już szczytem upadku. Prawie na naszych oczach zawaliła się piękna kopuła w kaplicy zamkowej. Spotkaliśmy tu studentów krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, którzy pod kierunkiem niezmordowanego dr Janusza Smazy, ryzykując utratę zdrowia, prowadzili wewnątrz walącej się kaplicy inwentaryzację. Obraz, który zarejestrowaliśmy na kamerze filmowej jest porażający. Po nagrobkach Sieniawskich nie ma śladu. Prawie wszystkie kolumny są rozbite, a zdobne niegdyś tynki i płaskorzeźby zerwane do gołej cegły. W miejscach, gdzie były porównywalne z wawelskimi nagrobki Sieniawskich, na obdartych ścianach pełno wulgarnych napisów. Dziedziniec zamkowy okalają ruiny, z których szabruje się nawet cegłę”. Dziś jest już trochę lepiej. Dzięki pomocy miasta Kluczborka, bardzo pomału wspaniałe ruiny wracają do swojej dawnej świetności.

Od Adama i Ewy
Choć Kniazin nazwał Brzeżany „rajem” prawdziwy raj był gdzie indziej – 2,5 km na południowy zachód od brzeżańskiego zamku. Leży tu wieś Raj. W XVII wieku w przepięknej okolicy otoczonej majestatycznymi lasami rodzina Sieniawskich zbudowała nieduży pałacyk myśliwski. Długo zastanawiano się nad nazwą tego miejsca, aż do dnia, kiedy na polowanie przyjechała tu młoda para tuż po ślubie. Był to książę Adam Sieniawski wraz ze swoją świeżo poślubioną małżonką – Ewą.
– Ty jesteś Adam, ja jestem Ewa, a to miejsce jest tak piękne jak raj – zawyrokowała świeżo upieczona pani Sieniawska. Nazwa przyległa już na wieki, do tego stopnia, że niewielka wieś, jaka otaczała pałacyk na przedwojennych mapach widniała właśnie jako Raj.
Kolejna z właścicielek Raju, Elżbieta z Lubomirskich Sieniawska, niewiasta tyleż światowa co i gospodarna stworzyła tu w drugiej połowie XVIII w. rzadkiej urody romantyczny park. Pełno tu było dorodnych drzew, spacerowych alejek, urokliwych mostków i fontann (do dziś stoi tu, uschnięty już co prawda, dorodny dąb nazwany imieniem Bohdana Chmielnickiego). Drogę z Raju do Brzeżan kazała zaś obsadzić lipami (niestety wycięto je w latach 70. XX w.). Na obu jej końcach postawiono żelazne bramy, a klucze do nich mieli jedynie gospodarze zamku w Brzeżanach i pałacyku w Raju. Mieszkańcy wsi musieli do miasta dostawać się naokoło, pokonując wiele kilometrów przez pola (do publicznego użytku droga została oddana dopiero przez Austriaków).

Zakład z carem

Skromna leśniczówka szybko zamieniła się w okazały pałac, ale nie utraciła swojej funkcji. Okoliczne lasy roiły się od zwierzyny, to z Raju wychodziły więc polowania. Stały się one sławne na całą Rzeczpospolitą, a nawet przekroczyły jej granice.

Do wsi Raj zjechał razu pewnego car Rosji Piotr Wielki. Gospodarz, Adam Sieniawski, mężczyzna słusznych rozmiarów, zapalony myśliwy i człowiek dowcipny, zapytał gościa, czy dla cara Rosji są rzeczy niemożliwe.
– To co człowiek może swą siłą i umysłem wykonać, jestem w stanie uczynić bez wysiłku odpowiedział monarcha.
– A czy w takim razie car mógłby przejechać z zamku w Brzeżanach tu, do odległego o pięć kilometrów Raju saniami zaprzężonymi w czwórkę koni? – zapytał Sieniawski, a był upalny lipcowy wieczór.

– Nie, tego nawet car Rosji nie jest w stanie dokonać, bo nie ma tak silnych koni.
– Pójdę o zakład, że ja to jestem w stanie uczynić – stwierdził z pełnym przekonaniem magnat. I zaraz zwołał służbę, której kazał w nocy całą drogę od zamku do Raju wyłożyć słomą, a ją wysypać cukrem. I sanie zaprzężone w czwórkę koni przywiozły Sieniawskiego wraz z carem od zamku pod czarną sosnę. O co poszedł zakład, kronikarze milczą…

Cholera w Raju

W 1709 roku pałacyk zniszczyły oddziały Stanisława Śmigielskiego, stronnika Stanisława Leszczyńskiego. Wkrótce go jednak odbudowano, zwłaszcza, że po pierwszym rozbiorze Polski, po zajęciu zamku w Brzeżanach przez austriackie wojska na koszary, przeprowadziła się tu rodzina Potockich. Dzisiejszy wygląd pałacu pochodzi z II połowy XIX w. Gruntowna przebudowa została dokonana w 1830 roku przez Aleksandra Potockiego. Projekt stworzył Jan Rudzki Wężyk. Dawny zameczek zamienił się w klasycystyczną budowlę. Wnętrza były dziełem znanego włoskiego architekta Leonarda Marconi. Potoccy mieszkali tu do 1934 roku, do śmierci ostatniego właściciela hr. Jakuba Potockiego.
Nieszczęścia nie omijały i Raju. W 1831 roku wieś opanowała cholera. Jej pierwszą ofiarą był Mikołaj Baran, jeden z najbogatszych mieszkańców Raju i… jego pies. Pewnego dnia ukochany pupilek zniknął w lesie na parę godziny, gdy wrócił pan był tak szczęśliwy, że nie mógł przestać wyściskiwać psa. Następnego dnia sytuacja się powtórzyła. Tym razem jednak pies wrócił z ludzką ręką w pysku. Mikołaj szybko zrozumiał, że w lesie zaraził się cholerą. Wiedział, że to bezlitosna choroba, która nie oszczędza nikogo i szybko się rozprzestrzenia. Gdy jego żona wychodziła na taras z obiadem postanowił wyznać jej straszną prawdę i poprosić, aby się do niego nie zbliżała. Parę dni później zmarł. Epidemia cholery pochłonęła wiele ofiar. Ubrani na biało sanitariusze nie nadążali z chowaniem zmarłych. A trzeba była w tym celu przygotowywać specjalne doły wysypane wapnem, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się zarazy.
Po tej tragedii wieś się jednak podniosła i rozwijała szczęśliwie aż do wojny. W 1880 roku mieszkało tu 592 osób, w 1900 już 676, a w 1939 roku 820.

Z Raju do raju

Raju nie ominęły obie wojny. W trakcie pierwszej wojny światowej w pałacyku znajdował się skład austriackiej amunicji i… piwnica pełna wspaniałych alkoholi. Ponoć sam cesarz Franciszek Józef w tutejszym parku przyjmował przysięgę od swoich żołnierzy. Gdy front przesunął się tak, że do Raju wkroczyły wojska rosyjskie, żołnierze bardziej niż składem amunicji zainteresowali się winami, likierami i wódką. Legenda mówi, że był to jedyny przypadek kradzieży w Raju podczas I wojny światowej…
Druga wojna światowa obeszła się z Rajem i jego mieszkańcami dużo bardziej brutalnie. Brzeżany, jak i cała przedwojenna Rzeczpospolita było miastem wielonarodowościowym, w pokoju żyli tu Polacy, Ukraińcy, Ormianie i Żydzi. Tych ostatnich nie ominął tutaj Holocaust. W 1940 roku hitlerowcy wywieźli większość Żydów i Ormian z Brzeżan do Raju i tam bestialsko rozstrzelali w pobliżu fabryki cegły. Dziś po tamtym miejscu nie ma już śladu. Zniszczeniu uległ też przepiękny pałacyk.
W 1952 roku odbudowano go jednak, niestety, upraszczając bryłę (m.in. usunięto ośmioboczny belweder i ozdobne zwieńczenia elewacji). Stał się siedzibą różnych instytucji, m.in. był letnią rezydencją grekokatolickich biskupów zborowskich.

Obcość, że aż serce boli
Jednym z tych, którzy pamiętają tamte okrutne czasy jest Shimon Redlich. Po wybuchu bomby na jednej z brzeżańskich ulic uciekł wraz matką do Raju, gdzie ukrywał się przez cztery lata. Kilkanaście lat temu postanowił wrócić do miejsca swojego dzieciństwa, opisać swoich sąsiadów i tych, którzy go ukrywali. Wydał książkę „Razem i osobno. Polacy, Żydzi i Ukraińcy w Brzeżanach, 1919-1945”. Gdy się ją czyta, nie trudno zauważyć, że dzisiejsze Brzeżany i Raj to zupełnie inne miejsca, obce – nam Polakom. Jak pisze Redlich: „Od tej obcości aż boli serce”. Widocznie nie dane jest nam zaznać raju na Ziemi…

Paulina Sygnatowicz, 8.09.2009

źródła:

Grzegorz Rąkowski, „Przewdonik po Ukrainie Zachodniej, Podole”, Pruszków 2006
Stanisław S. Nicieji, „Wyprawy na Kresy” [w:] “Indeks. Pismo Uniwersytetu Opolskiego”, styczeń-marzec 2006
„Village of Ray”, http://www.personal.ceu.hu/students/97/Roman_Zakharii/rai.html