Rzecz o Władysławie Hasiorze – czyli o polskich sztandarach

Rzecz o Władysławie Hasiorze – czyli o polskich sztandarach

Władysław Hasior to polski rzeźbiarz, malarz i scenograf urodzony w 1928 roku w Nowym Sączu. Ukończył Państwowe Liceum Technik Plastycznym w Zakopanem pod kierunkiem Antoniego Kenara, gdzie pracował głównie w drzewie. Następnie studiował pod kierunkiem profesora Mariana Wnuka na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, gdzie już rzeźbił z gliny i gipsu. Hasior wymykał się ku mniej akademickim środkom.  W roku 1957 wziął udział w Ogólnopolskiej Wystawie Architektury Wnętrz w Warszawie oraz w XI Triennale w Mediolanie. Rozpoczął również pracę pedagogiczną w swoim liceum w Zakopanem, u boku swojego nauczyciela, Antoniego Kenara. W 1958 roku ukończył studia na warszawskiej ASP dyplomem: ceramiczne “Stacje Męki Pańskiej” dla fary w Nowym Sączu. Rok później zrealizował pomnik w Zakopanem “Ratownikom górskim”, wziął udział w wystawie “Użyteczność sztuki” oraz otrzymał stypendium francuskiego Ministerstwa Kultury, po czym studiował w pracowni rzeźbiarza Ossipa Zadkine”a w Paryżu i odbył cykl podróży artystycznych, podczas których odwiedził RFN, Belgię, Holandię i Włochy.

Podczas pobytu we Francji artysta w swoim pamiętniku zanotował: “Dziś cały dzień jestem w Luwrze – oglądam impresjonistów. Ich obrazy na tle współczesnego Paryża są jedynym dumnym dokumentem heroicznej walki o nową wizję malarską, której do dzisiaj Paryż, jako tygiel wartości artystycznych, nie potrafił zastąpić nowym zjawiskiem”. Kolejne notatki wskazują na zachwyt muzeami, w których artysta miał możliwość kopiowania dzieł wielkich mistrzów. Jednakże kilka miesięcy później pojawia się notatka: “Paryż już mnie męczy. Mam już dość przyglądania się piekielnej wrzawie, jaką się tutaj organizuje wokół handlu przedmiotami niesłusznie nazywanymi dziełami sztuki.”

Od roku 1957 artysta zaczął odchodzić od rzeźby w znaczeniu tradycyjnym, aby z najrozmaitszych przedmiotów konstruować najbardziej udziwnione postacie wyrażające różne abstrakcyjne stany, uczucia i idee. W tych asamblażach, które bywały zbiorem drutów, patyków, piór, ułamków luster, kawałków sprzętów, artysta przekroczył granice dadaistycznej zabawy i “klasycznego” pop-artu. W tym okresie, kiedy Hasior rozpoczął eksperyment z materiałem rzeźbiarskim, w środowisku rzeźbiarzy, przez fakt wykorzystywania techniki montażu przedmiotu, uznano go za wariata.

W 1959 roku w Zakopanym powstał Pomnik ku czci Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Jest to tradycyjny obelisk, który został pokryty rzeźbami. Natomiast już późniejsza jego rzeźba pomnikowa, Pomnik ku czci Partyzantów rozstrzelanych przez hitlerowców w Kuźnicach z 1964 roku jest sylwetą z poszarpanych kawałków blachy, która umieszczona na szerokim płaskim obelisku przypomina mitologicznego Prometeusza przykutego do skały.
Jednakże przełamującym schematy pomnikiem był Pomnik ku czci poległych w walce o utrwalenie władzy ludowej na Podhalu. Powstał on w 1966 roku na przełęczy Snozka na północ od Czorsztyna. Jest to konstrukcja z żelaznych słupów, ukoronowana rzędami spawanych płyt stalowych w formie trójkątnych kolców. Na ukrytych w nich piszczałkach wiatr miał wygrywać zawodzące tony, stąd potoczna nazwa pomnika Grające organy.

W wieku 33 lat urządził w Warszawie pierwszą wystawę swoich prac. Wystawa ta prezentowała prace odbiegające od wszystkiego, co można było wtedy w Polsce oglądać. Ta wystawa była szokiem dla ówczesnej publiczności. Krytycy dopatrywali się w jego pracach próbę destrukcji i kpiny. Zamierzeniem Hasiora było stworzyć płaszczyznę, na której można by zaatakować widza bezpośrednio, zaatakować jego światopogląd estetyczny.

Opinie na temat jego prac były skrajnie zróżnicowane – pojawiały się zarazem przejawy nieuzasadnionej agresji (“Ty snobie niemiły, a w ryj byś nie chciał?!”, “Głąbie – przyjdź na ring, to cię wypunktuję”), złośliwych komentarzy (“Wystawa byłaby piękniejsza, gdyby piwo w Zamkowej było tańsze”), jak i zachwyt (“Nie wiem, czy pan jest artystą, ale magikiem na pewno”). Sam artysta kontrowersje wokół jego osoby tłumaczył w ten sposób: “Oburzenie z tego powodu, że profanuję przyjęte przez tradycję szlachetne koncepcje klasycznego formowania rzeźby, że to nie jest sztuka, bo nie spełnia ustabilizowanych warunków estetycznych, albo oburzenie, że świat taki nie jest”.

W latach 70. został nadany przez telewizję program zatytułowany “Sam na sam z Hasiorem”. W stronę artysty padały pytania trudne i podchwytliwe, bądź też pozornie naiwne. Jednakże Hasior ripostował ostro, czasem złośliwie, a niekiedy nawet z wyraźną irytacją; co też było odzwierciedleniem jego temperamentu.

W 1973 roku Hasior w Szczecinie przedstawił szokującą kompozycję z płonących bajkowych ptaków, która – jak sam określił – nie spełnia funkcji dramatycznych, lecz jest atrakcją turystyczną. 

Kilka lat później rzeźbiarz ukończył w Koszalinie Pomnik tym, którzy walczyli o polskość i wolność Pomorza. Są to żeliwne ptaki umocowane na strzałach-pociskach i pędzące na rydwanach. Owe rydwany są ustawione na odcinku osiemdziesięciu metrów i symbolizują zdobycie i zaoranie ziemi. I znów Hasior łączy rzeźbą ze sztuką happeningu – przewidziana w reżyserii pomnika możliwość zapalenia strzał czyni z konstrukcji emocjonujące widowisko.

W 1992 roku odbył się pokaz plenerowy w Nowym Sączu z okazji 700-lecia miasta – “Żarliwe sztandary”. Był to pokaz płonącego pomnika oraz pokaz sztandarów na tle wysokich Tatr. Do czynników kreacyjnych w twórczości Hasiora, oprócz tkanin, które zachowały formę i tradycję obnoszonych w procesjach chorągwi kościelnych, doszły jeszcze dźwięk i ogień. Hasior pokazał przyszłym pokoleniom, w jaki sposób można wyjść poza ustalone granice rzeźbiarskiej formy.

“Nad sztandarami pracuję już od 1968 roku. Najpierw było takie optyczne oczarowanie samą urodą sztandaru. Ale nie tylko: był również i cel – zdezynfekowanie wiary, jaką nosimy w sobie, w sztandary, które nie zawsze spełniają obietnice złotem na nich wyszyte”. W tym samym roku reżyser Grzegorz Dubowski nakręcił film “Alarm ekologiczny Władysława Hasiora”.

Władysław Hasior rzadko rozstawał się z aparatem fotograficznym. Był typem obserwatora, dokumentował domy na polskiej prowincji z lat 60. i 70. oraz wszystkie elementy z tym związane, czyli: kosze na śmieci, opony, kapliczki, nagrobki, witryny sklepowe, krasnale w ogródkach… Słowem: wszystko to, co oddawało klimat prowincji polskiej. Zgromadzone zdjęcia opowiadają o ludzkiej potrzebie upiększania sobie życia, o pseudo-sztuce, którą zauważył na obrzeżach miast.

Był artystą docenionym na całym świecie – wystawiał się w Paryżu, Rzymie, Sztokholmie, Oslo, Sao Paulo, Moskwie… Mówiąc o nim, należy pamiętać, że wiele jego dzieł nie można klasyfikować w kategoriach jednoznacznie rzeźbiarskich. Był artystą totalnym – działał na pograniczu malarstwa, rzeźby, architektury, happeningu…
Należał do prekursorów sztuki pop-artu w skali światowej. Wychowany w kręgu kultury Podhala wrósł w jej tradycję, wspomniany pop=-art umiejętnie łączył z ludowością i happeningowskim spektaklem.
Jego kreacje wyrażają treści filozoficzne, metaforyczne, wkraczają w dziedzinę obrzędów magicznych.

Zmarł w 1999 roku w Krakowie po ciężkiej chorobie. Zapisał cały swój dorobek artystyczny Muzeum Tatrzańskiemu – tj. oprócz dzieł sztuki również dokumenty, zbiór slajdów, książki oraz fotografie.

Jolanta Nowaczyk, 02.04.2010r.