Polski śpiewak wraca po operacji na scenę Metropolitan Opera

Polski śpiewak wraca po operacji na scenę Metropolitan Opera

Gazeta przypomniała we wtorkowym wydaniu, że artysta 10 października podczas próby generalnej w pojedynku na szpady przy zbyt gwałtownym pchnięciu uszkodził sobie dysk i musiał wycofać się z produkcji, która powstała specjalnie z myślą o nim. Trzy dni później poddał się operacji. Nie mógł w związku z tym zagrać w trzech pierwszych spektaklach.

„To było bolesne jakby się świat kończył” – mówił cytowany przez nowojorski dziennik Kwiecień. Wyjaśnił też, że już wcześniej doznał urazu dysku – w czerwcu, kiedy z zespołem Metropolitan przebywał w Japonii z przedstawieniem „La Boheme” Pucciniego.

Od nowojorskiego debiutu w roku 1999 Kwiecień po raz pierwszy nie zaśpiewał w premierowym przedstawieniu opery, w której gra rolę tytułową.

Według gazety Polak mógł nieco za wcześnie wrócić na scenę, chociaż jego decyzję poparli nowojorski chirurg i fizykoterapeutka.

„Jestem przekonany, że nie będzie miał kłopotów podczas przedstawienia, a co ważniejsze, obędzie się bez większego ryzyka dla jego zdrowia” – zapewnił chirurg George DiGiacinto. Jak jednak zastrzegł, gdyby udział w spektaklu nie był dla barytona tak ważny, byłoby lepiej, gdyby wstrzymał się nieco dłużej z powrotem na scenę.

„New York Times” zwraca uwagę, że Polak ma wystąpić w najbliższą sobotę w spektaklu, który będzie transmitowany w wysokiej rozdzielczości do kin w 44 krajach, z przewidywanym udziałem niemal 200 tys. widzów.

Kwiecień powiedział, że sama wielka widownia nie była jednak specjalnym bodźcem, aby szybciej wznowił działalność artystyczną. „Chciałem być na scenie tak szybko, jak tylko możliwe. Mogę chodzić. Mogę sprzątać moje mieszkanie. Dlaczego nie mogę być na scenie?” – mówił śpiewak.

Kwiecień wyznał też gazecie, że postanowił wystąpić już we wtorkowym przedstawieniu, aby przekonać się, czy potrafi wytrzymać na scenie przez cały spektakl w kostiumie. Zaprzeczył przy tym, jakoby rywalizował z zastępującym go w pierwszych trzech przedstawieniach szwedzkim barytonem Peterem Mattei podkreślając, że reprezentują obydwaj zupełnie odmienne style.

Zdaniem lekarzy Polak bardzo szybko odzyskuje zdrowie z powodu wspaniałej kondycji, silnych mięśni brzucha i dzięki operacji, którą przeprowadzono bez opóźnienia.

„New York Times” zauważył, że inscenizacja „Don Giovanniego” uległa pewnym zmianom ze względu na ograniczenie możliwości ruchowych śpiewaka. „Zakończenie jest jednak takie samo: z powolnym, ognistym zejściem w otchłań, dzięki uprzejmości upiornego Komandora” – zapewnia gazeta.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)

ad/ hes/