Polak potrafi — wielkie widowiska PRLu

Polak potrafi — wielkie widowiska PRLu

60. i 70. to okres, w którym, poza kameralnymi dramatami, ambitnymi filmami artystycznymi i wyrafinowanymi dziełami dla intelektualistów, zaczęły pojawiać się w kinie równiez widoiska. Widowiska, mające, według Stanisława Janickiego, być propagatorem wartościowych treści i dobrego smaku.

Pierwszy odważył się na realizację superprodukcji Aleksander Ford, twórca w tym czasei już doświadczony, dodatkowo niepozbawiony zaplecza i poparcia partyjnego. Budżet, jak na owe czasy, ale i z dzisiejszej perspektywy, ogromny — 33 mln zł — ale i cel był szczytny. Krzyżacy, ekranizacja powieści Sienkiewicza, miała być pierwszym akordem przed obchodami 1000-lecia państwa polskiego; ich premiera miała miejsce 15 lipca 1960 roku, w 550. rocznicę bitwy pod Grunwaldem. Byli więc Fordowscy Krzyżacy w dniu premiery wydarzeniem bardziej politycznym niż kulturalnym; dziś na szczęście można o tym śmiało zapomnieć i skupić się na walorach li tylko artystycznych.

Mimo uprszczonej fabuły i może zbyt irytujących miejscami akcentów politycnzych, film do dziś robi wrażenie rozmachem. Starannie dobrane plenery i dopracowana scenografia w połączeniu z wartką Sienkiewiczowską akcją były receptą na sukces. W pamięć zapadają zwłaszcza dwie postaci: Jurand (Andrzej Szalawski), wspaniała, niemal szekspirowska sylwetka, jak go określa Janicki, oraz Zygfryd de Lowe (Henryk Borowski), dyżurny dobry Krzyżak. Jednak najważniejszym i najbardziej efektownym elementem filmu jest oczywiście końcowa scena bitwy – która imponuje do dziś.


Rozmachem dorównały Krzyżakom dwa filmy, zrealizowane jeden po drugim przez Jerzego Hoffamana: Pan Wołodyjowski z 1969 roku oraz Potop z roku 1974. Ten pierwszy, z budżetem bliskim 40 mln zł, bił rekordy popularnosci. Aleksander Jackiewicz, pisał, że Pan Wołodyjowski (…) jest na ekranie komiksem. Bardzo to Sienkiewiczowskie. Jednak mimo pewnej naiwności, pewnego schlebiania masowym gustom, należy w filmie docenić świtne aktorstwo — w pana Michała wcielił się Tadeusz Łomnicki, klasa sama w sobie. Partnerowała mu równie dobrze Magdalena Zawadzka w roli Basi, a Azję Tuhajbejowicza zagrał Daniel Olbrychski tak dobrze, że pięć lat poźniej został u Hoffmana Kmicicem. Janicki zauważa, że Krzyżacy i Pan Wołodyjowski są do siebie podobne, podejmują ten sam temat: obrona ojczyzny przed wrogiem, przed najeżdżcą, oba sławią postawy szlachetne, patriotyczne (…) jako sceny kulminacyjne — dwie wielkie bitwy. Trudno rzeczywiscie ustrzec się od porównań, należy więc przypomnieć, że Hoffamn marzył jednak o zrealizowaniu całości opus magnum Sienkiewicza. W 1974 roku odbyła się premiera Potopu

Ekranizacja drugiej w kolejności chronoligicznej części ttrylogii była jeszcze bardziej spektakularna. Film trwa przeszło 5 godzin (sic!), uszyto do niego przeszło 20 tysięcy kostiumów i zużyto 11 km taśmy. Zaangażowano plejadę gwiazd aktorskich, w pamięc zapada przede wszystkim Olbrychski w roli Kmicica— Babinicza, hulaki, zmieniającego się w gorącego patriotę i szaleńczo odważnego bohatera. Trochę razi obok kipiącego wprost energią pana Andrzeja, blada, anemiczna Małgorzata Braunek jako Oleńka. Poza nimi na ekranie pojwaili się m.in Władysław Hańcza, Krzysztof Kowalewski, Franciszek Pieczka i Tadeusz Łomnicki, ponownie jako pan Wołodyjowski. Mimo że fabuła jest denerwująca, działania bohaterów wydają się dziś niezrozumiałe, a dialogi bywają pompatyczne — film wciąga bardziej niż współczesne hollywoodzkie produkcje. Autentycznie angażuje widza, który, choć zna dobrze historię — narodową biblię — i wie, jak się skonczy, wciąż obgryza paznkocie ze zdenerwowania i wzrusza się nawet przy tej okropnej kwestii o Jędrusiu, ranach i całowaniu. Walory filmu dostrzegła również Amerykańska Akademia Filmowa, przyznając filmowi nominację za najlepszy film nieanglojęzyczny. Wprawdzie Potop przegrał rywalizację, ale też i z kim stawał do wyscigu! Oscara otrzymał wtedy sam wielki Fellini i jego Amarcord.

Zrealizoawno jednak również widowiska, które poza pustą rozrywką, propnowały również dawkę filozofii, Janicki pisze, że zawierały one znacznie bogatszy ładunek myślowy(…)były to dzieła w znacznej mierze historiozoficzne. Najlepszymi przykładami tychże są Faraon Jerzego Kawalerowicza (1966) oraz Popioły Andrzeja Wajdy (1965).

Faraona zrealizowano w czasach, kiedyw zachodnich kinach tryumfy święciły takie filmy jak Kleopatra i Ben Hur. Jednak dzieło Kawalerowicza nie jest widowiskiem sensu stricte. Porusza uniwersalne problemy władzy, polityki, upadku cywilizacji. W rolach głównej pary antagonistów obsadził Kawalerowicz mało znanego wówczas Jerzego Zelnika jako Ramzesa oraz Piotra Pawłowskiego, wcielającego się w Herhora. Przeciwnicy. Poltycy. Porywczość przeciwstawiona lodowatemu spokojowi. Ruch i statycznosć. Wojna i pokój.

Pod względem wizualnym Kawalerowicz zaskakuje. Ustrzegł się bowiem pokusy krecenia pieknych plenerów na rzecz plenerów znaczących. Jackiewicz mówi, że w tym w=aspekcie film jest ascetyczny. Janicki określa to w ten spoób: Reżyser stosuje oryginalną subiektywizację opowiadznia, najduje dla podstawowego problemu trafny i sugesywny symbol wizulany w postaci pustyni, pałacu i świątyni. Zapewne duża w tym zasługa również operatora, Jerzego Wójcika. Jednocześnie należy wspomnieć, ze Kawalerowicz dbał bardzo o dokładne odworzenie realiów epoki; Iwona Kurz pisze, że były dla niego koniecznym elemente zagęszczania rzeczywistości.

Jackiewicz bez ogródek nazywa Faraona filmem wybitnym. Dzieło kawalerowicza dostrzeżono na świecie, tak jak później Potop, również Faraona uhonorowano nominacją do Oskara; ten film nie wytrzymał jednak konkurencji (chyba niesłusznie) z Lalouche’m i jego Mężczyzną i kobietą.

Przed premierą Popiołów w 1965 roku Wajda mówił: Interesuje mnie Żeromski, który jest pełen goryczy, pełen spreczności(…) Jestem przeciwny tworzeniu nowej mitologii w miejsce poprzedniej. Jeśli celem Wajdy było istotnie rozliczenie nardowej mitologii, tak jak to już robił w Popiele i doamencie, w Lotnej czy Kanale, to cel niewątpliwie osiągnął. Popioły to historia dwójki młodych polskich żołnierzy, którzy za Napoleonem podążają do Saragossy, do Samosierry (słynna scena szarży pułku Kozietulskiego) a także do lodowatej Rosji, gdzie cesarz minie ich w saniach, obojętny, odległy, przegrany. Popioły> to film o klęsce, o rozpadzie.

Jednak to film, zdaniem dużej częsci krytyków, nieudany. Owszem, klęska, owszem, tragedia, owszem, martyrologia. Tylko że to jednak nie działa. Nie przekonuje. Po blisko czterech (!) godzinach seansu odczuwa się nie wielkość Historii i gorycz kęski maluczkich, ale znudzenie i zmęczenie.

Polskie wielkie widowiska nie miały holywoodzkich budżetów, a jednak nie usępowały przebojom zza oceanu poziomem realizacji. Poziom refleksji wysnutej z historycznych kostiumów był natomiast często zdecydowanie wyższy. Przez krótki czas mówiło się nawet o polskim odelu filmu widowiskowego. Zapewne trochę na wyrost, jednak tamte dzieła ustawaiły poprzeczkę wysoko; tak wysoko, że współczesne próby nakręcenia czegoś na ich miarę nieodmienie spalają na panewce.
Bibliografia:
Aleksander Jackiewicz, Moja filmoteka. Kino polskie, Warszawa, 1983
Stanisław Janicki, Film polski od a do z, Warszawa, 1971
Kronika filmu, red. Marian B. Michalik, Warszawa, 1995
Kino, nr. 2, 2008
Małgorzata Kurowska 2008.07.30