Kinematografia polska podczas II wojny światowej

Kinematografia polska podczas II wojny światowej

Wszystkie kina oraz kinematografia w ogóle na terenie Generalnego Gubernatorstwa podporządkowana została rzecz jasna władzy okupacyjnej. Powszechne stało się nawoływanie do bojkotu kina, harcerze popularyzowali hasło Tylko świnie siedzą w kinie, a kolaborujący z Niemcami aktorzy w najlepszym wypadku spotykali się z ostracyzmem społecznym. Wydawać by się mogło, że polski film odrodził się niczym feniks z popiołów za sprawą Buczkowskiego i jego Zakazanych piosenek z 1946 (premiera 1947). A jednak polscy filmowcy nie zapomnieli o swoim zawodzie również w tym czarnym okresie. Trudno oczywiście oczekiwać, by powstawały wówczas melodramaty i filmy przygodowe — do czego byli zdolni i Amerykanie (Casablanca) i Francuzi (Komedianci). Polscy filmowcy wiedli żywot zdecydowanie trudniejszy i pełen trosk. Jednak przez cały okres od 1939 aż do końca wojny, rękami polskich twórców powstawały krótkometrażowe filmy dokumentalne, rejestrujące zwłaszcza działania wojsk polskich na frontach zachodnich.

W czasie trwania kampanii wrześniowej 1939, sfilmowano walkę obronną Warszawy. Twórcy tacy jak Jerzy Zarzycki czy Roman Banach uwiecznili chociażby płonący Zamek Królewski. 28 września stolica się poddała. Nowy środek ciężkości polskiej kinematografii przeniósł się do środowisk emigracyjnych.

W Wielkiej Brytanii powstawały krótkie filmy dokumentalne, zazwyczaj ukazujące świetlaną przeszłosć Polski, bohaterską walkę społeczeństwa polskiego i okrutne barbarzyństwo nazistowskich najeźdźców. W takim tonie utrzymali swoje filmy Franciszka i Stefan Themersonowie (Wzywamy pana Smitha) oraz Eugeniusz Cękalski (To jest Polska, Marynarz Polski, Biały orzeł, za ten ostatni film Cękalski otrzymał nawet w 1942 nominację do Oskara!).

Za armią generała Andersa podążył przedwojenny wybitny reżyser Michał Waszyński, mianowany przez generała szefem referatu fotofilmoweg. Realizował kroniki wojenne i filmy dokumentalne, wszędzie tam, gdzie zawierucha wojenna przygnała żołnierzy Andersa. Tak powstały Marsz wolności, Polska parada, Od pobudki do capstrzyku i inne. Najlepszym jego dziełem, jak ocenia Krzysztof Janicki, wybitny polski filmoznawca, było Monte Cassino. Materiał nakręcony przez Waszyńskiego na linii Gustawa wykorzystał potem jego autor w filmie fabularnym z 1946, Wielka droga.

W kraju, jak pisze Krzysztof Janicki, dopiero wraz z wybuchem wojny, zdano sobie sprawę z wielkiej siły przekazu, jaką niesie ze sobą kino i z pożytku jaki można w związku z tym odnieść. Gdy krzepły już powoli struktury państwa podziemnego, utworzono przy BiP-ie (Biuro Informacji i Propagandy, kierowane przez Jana Rzepeckiego) Referat Filmowy, na którego czele stanął Antoni Bohdziewicz, ps. Wiktor. Po wybuchu powstania warszawskiego, ci sami twórcy, którzy pięć lat wcześniej filmowali upadek Warszawy (Banach, Zarzycki, Bagiński), teraz rejestrowali powstańcze walki. W efekcie powstały bezcenne dla historyków Kroniki z powstania warszawskiego.

Na ziemiach wcielonych po 17 września do ZSRR, również rzecz jasna pozostali filmowcy. Z oczywistych względów politycznych, to oni zyskali największe wpływy i byli w awangardzie kinematografii polskiej po wojnie. Oni także, pomni na słowa Lenina, że film jest najważniejszą ze sztuk, tworzyli dokumentalne filmy propagandowe i kroniki wojenne (Przysięgamy ziemi polskiej, Bitwa o Kołobrzeg). Należący do tego środowiska Aleksander Ford, późniejszy twórca Krzyżaków, zrealizował w 1944 film Majdanek—cmentarzysko Europy, będący reportażem, zapisem rozmów z ocalałymi więźniami wyzwolonego 23 lipca 1944.

O ile reżyserzy znaleźli sobie zajęcie, aktorzy byli w znacznie gorszej sytuacji. Nie mogli już wykonywać zawodu, bez narażania się na zarzut kolaboracji. Przedwojenne gwiazdy niemal bez wyjątku stracili swoje pozycje bezpowrotnie. Na kontynuowanie aktorskiej kariery zdecydowali się nieliczni, jak na przykład Adolf Dymsza, który grywał w tzw. teatrach jawnych, co przypłacił po wojnie pięcioletnim zakazem wykonywania zawodu. Jadwiga Smosarska na początku wojny wyemigrowała do USA, gdzie od 1941 współtworzyła Komitet Pomocy Polskim Aktorom na Wygnaniu. Hanka Ordonówna trafiła na Bliski Wschód, gdzie grywała dla żołnierzy II Korpusu, jednak zasadniczo skupiła się na pomocy dzieciom. Mieczysława Ćwiklińska założyła w Warszawie kawiarnię. Jednak niekiedy losy przedwojennych aktorów nabierały wymiaru prawdziwie tragicznego. Nie unikali oni losu milionów ofiar wojny: Eugeniusz Bodo został aresztowany w 1941 roku przez NKWD i trafił do łagru, gdzie zginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Michał Znicz trafił do getta. Wprawdzie udało mu się stamtąd wydostać, jednak niedługo potem popełnił samobójstwo. Kazimierz Junosza-Stępowski zginął, zasłaniając żonę, współpracującą z Gestapo, gdy bojownicy Polski Podziemnej chcieli wykonać na niej wyrok.

Z pewnością okres wojny był niezbyt płodny dla polskiej kinematografii i nie zaowocował żadnym dziełem wyróżniającym się poziomem artystycznym. Trudno jednak tego oczekiwać w kraju, którego 6 mln obywateli zginęło w obozach i bombardowaniach.

Kino, jakie tworzono po 1945 to już zjawisko zasadniczo odmienne od tego, co znano dotąd. Niewielu twórców przedwojennych chciało lub było w stanie współtworzyć powojenną kinematografię. Do takich wyjątków należał wspomniany już Leonard Buczkowski czy Aleksander Ford, identyfikujący się z nowym ustrojem. Za granicą pozostały takie sławy jak Jadwiga Smosarska czy Michał Waszyński, współpracujący później z Orsonem Wellesem i Williamem Wylerem. Do krajowej kinematografii wkraczał socrealizm.

Małgorzata Kurowska 2008.07.30