Helena Modrzejewska

Helena Modrzejewska

Kochał się w niej Sienkiewicz, podziwiał Witkiewicz, Ajdukiewicz pod jej wpływem namalował jeden ze swoich najlepszych obrazów. To dzięki niej Paderewski zrobił w Stanach Zjednoczonych oszałamiającą karierę, Amerykanie jej nazwiskiem nazwali miasteczko, a Susan Sontag poświęciła jej całą powieść. Jak to się stało, że polska aktorka z Galicji oczarowała artystów po dwóch stronach oceanu?
Na imię miała Jadwiga, dopiero na drugie dano jej Helena, na nazwisko Bendówna (po zmarłym mężu matki). Sama nazywać się będzie Mizel korzystając z panieńskiego nazwiska swojej rodzicielki. Świat zapamięta ją jako Modrzejewską – Modejską. Ten pseudonim już na początku kariery wymyślił dla niej jej opiekun i kochanek Gustaw Zimajer.
Mała Cyganeczka
Na początku nie było łatwo. Idąc w ślady braci – Feliksa i Józefa – urodzona w październiku 1848 roku Helena też chciała zostać aktorką. Matka, Józefa Bendowa wychowująca ją wraz z Michałem Opidem, którego przyszła gwiazda nazywała ojcem (kto był prawdziwym ojcem Heleny, nie wiadomo. Mówiono, że sam książę Władysław Sanguszko…) niechętnie zaprowadziła dziewczynę na przesłuchanie do krakowskiej aktorki Hubertowej. Jedna z największych tragiczek XIX-wieku wypadła wówczas blado, żeby nie powiedzieć tragicznie. Z wrodzonym sobie uporem Helena nie poddała się, obiecując sobie, że zostanie wielką aktorką. Pomógł jej w tym nauczyciel niemieckiego, Gustaw Zimajer, człowiek mający ogromny talent do wychowywania przyszłych gwiazd (po Modrzejewskiej na wielką aktorkę scen rewiowych wychował Adolfinę Zimajer z domu Wodecką).
W krótkim czasie Helena została matką jego dziecka, ukochanego syna Rudolfa (później jednego z najlepszych konstruktorów mostów swojej epoki). O ślubie nie mogło być mowy, Zimajer był już żonaty. Wyjechali z Krakowa do Bochni, gdzie pod nazwiskiem Modrzejewskiej zadebiutowała na scenie w wieku 21 lat. Prowadzili cygańskie życie, jeżdżąc z trupą założoną przez Zimajera po podrzędnych teatrach w Przemyślu, Samborze, Stanisławowie, Rzeszowie, aby wreszcie na dłużej zatrzymać się w Czerniowcach. Pracowała niezwykle ciężko. Rok po debiucie, chwilę po zejściu ze sceny urodziła córeczkę, Marysię. Dziesięć dni później wróciła na scenę jako Aniela w „Ślubach panieńskich”. Grała i mdlała. Gdy kilkuletnia Marysia umarła, chwilę po pogrzebie jej matka znowu wyszła na scenę, ale tą stratę przeżywać będzie jeszcze wiele lat później.
Mimo fatalnych warunków, tandetnych kostiumów i marnych partnerów talent Modrzejewskiej rozbłysnął. W kilka miesięcy po debiucie anonimowy krytyk pisał o „niezaprzeczonym talencie pani Modrzejewskiej, która, chociaż walczy jeszcze dotąd z trudnościami swego zawodu, przy pracy i staranności, jaką się każde jej wystąpienie odznacza, może z czasem być ozdoba najpierwszej sceny”. Czy zdawał sobie sprawę jak prorocze są jego słowa?
W stronę Ameryki
Cygańskie życie ją męczy. Chce być wielka aktorką. Chce zdobyć Warszawę i Wiedeń. Ale najpierw Kraków. Uciekła więc z synem od Zimajera (ojciec porywa później dziecko, Helena długo będzie walczyć o jego odzyskanie). Przez cztery lata grała w krakowskim teatrze, u Stanisława Koźmiana, ojca gry zespołowej.
„Moim nieszczęściem było to, że wkrótce po wstąpieniu na scenę znalazłam się w pozycji gwiazdy w trupie objazdowej. Sadzę, że było to największe niebezpieczeństwo, z jakim się spotkałam w mojej karierze, i stąd też, kiedy później weszłam do normalnego zespołu, musiałam nie tylko wielu rzeczy się nauczyć, ale jeszcze więcej sie oduczyć” – napisze skromna i pracowita aktorka wiele lat później.
W Krakowie nie prowadzi rozpustnego życia, jak inne aktorki. Stroni od skandali, romansów, bali, nielicznych gości przyjmuje w domu matki. I walczy o debiut w Warszawie. Do stolicy przyjeżdża już jako żona poznanego w Poznaniu hrabiego Karola Chłapowskiego. Jego rodzina jest przeciwna małżeństwu z aktorką o wątpliwej reputacji. Nie ma czasu przekonywać, że jest inaczej. Na klęczkach bowiem prosi o zgodę na debiut na narodowej scenie dyrektora Warszawskich Teatrów Rządowych – Muchanowa. Wstawia się za nią jego żona – Maria Kalergis. Po raz pierwszy na scenie Teatru Narodowego oklaskiwano ją 4 października 1868 roku w roli Adrianny Lecouvreur. Warszawa zdobyta, pozostaje jeszcze tylko przekonanie do siebie rodziny męża. Uroczej Helenie w końcu i ich udaje się do siebie przekonać.
Obok sukcesów zawodowych i rodzinnych, Helena w Warszawie święci też sukcesy towarzyskie. W jej salonie bywają Józef Chełmoński, Stanisław Witkiewicz, który jest tak zafascynowany Modrzejewską, że postanawia uczynić ją matką chrzestną swojego urodzonego w 1885 roku syna Stasia, Adam Chmielowski (jeden z jej najwierniejszych przyjaciół, późniejszy brat Albert opisany przez Karola Wojtyłę w dramacie „Brat naszego Boga”), Henryk Sienkiewicz, który w Helenie kocha się skrycie, acz niesłychanie namiętnie (nie bez powodu jedna z jego czołowych postaci kobiecych – Helena Kurcewiczówna z „Ogniem i mieczem” nosi imię wielkiej aktorki, nie bez powodu w opisie jest do niej uderzająco podobna). To właśnie w tym salonie i w tym gronie rodzi się pomysł wyjazdu do Ameryki (Wiedeń, o którym tak marzyła, jakoś jej nie chce). Sienkiewicz jedzie pierwszy, aby znaleźć i przygotować teren pod farmę, na której zamierzają hodować jedwabniki. To właśnie z Anaheim pisze słynne „Listy z Ameryki” i niecierpliwie czeka na przyjazd Heleny.
Największa aktorka Ameryki
Plan się nie powiódł, hodowli jedwabników nie będzie. Witkiewicz nie wsiadł na statek płynący do Ameryki. Za to Helena zostanie największą amerykańską gwiazdą ery przedkinowej w Stanach Zjednoczonych. Zanim jednak do tego dojdzie mieszka w San Francisko i pilnie się uczy. 36 letnia, ambitna Helena nie wyjdzie na scenę dopóki nie opanuje do perfekcji roli Adrianna Lecouvreur w zupełnie obcym dla siebie języku. Gdy uzna, że jest dobrze przygotowana zapuka do drzwi gabinetu dyrektora California Theatre. Trzykrotnie odprawiono ją z kwitkiem, za czwartym upartej Polce pozwolono zagrać fragment dramatu. „Przepraszam panią serdecznie, ja myślałem, że pani jest debiutantką, nie sądziłem, że zobaczę wielką artystkę” – mówi dyrektor i daje Helenie zadebiutować na swojej scenie. „Zwycięstwo. Modejska” – pisze do męża z San Francisco.

Zwycięstwo oznacza trzydzieści lat grania, z czego 26 spędzonych w drodze. W tym czasie odbywa męczące toury po całej Ameryce. Gra codziennie, czasami po dwa spektakle dziennie, nocą podróżuje i śpi we własnym wagonie zamienionym w przytulny apartament (inaczej nie dałaby rady). Często choruje, rzadko odwołuje spektakle. Gra z największymi, m.in. Edwinem Boothem. Prasa pisze o ich rzekomym romansie, który jak większość plotek z jej życia jest wyssanych z palca.
A co z romansem z Sienkiewiczem? Zapewne umarł śmiercią naturalną nie ulegając nawet skonsumowaniu. Helena kochała męża, hrabiego Chłapowskiego, który całe swoje życie podporządkował wybitnej żonie, pozostając głównie na jej utrzymaniu. Półtora wieku później wielka amerykańska pisarka i eseistka Susan Sontag napisze powieść „W Ameryce”. Zainspirują ją amerykańskie losy naszej wielkiej tragiczki. Będzie w niej utrzymywać, że Modrzejewska i Sienkiewicz zostali kochankami, ale aktorka w pewnym momencie oznajmiła pisarzowi, że wraca do męża. Odrzucony Sienkiewicz zaś powrócił do kraju, do „zasranego wewnętrznie, głupiego i plotkarskiego środowiska” – jak sam pisał w jednym z listów. Jak było naprawdę?
Polska muza i patriotka
Jedno jest pewne. Naprawdę Modejska została największą amerykańską aktorką. Na jej cześć jedna z cukierni wypuściła czekoladki zdobione jej portretem, jej nazwiskiem nazwano małe miasteczko gdzieś w Ameryce. Choć wraz z mężem kupiła posiadłość niedaleko Los Angeles i nazwała ją na cześć ukochanego Szekspira, którego była wielką orędowniczką – Ardenem – nie zapomniała o swoim kraju. Bywała tu regularnie.
W 1877 roku przyjechała do Krakowa specjalnie, aby wziąć udział w jubileuszu poświęconym Kraszewskiemu. Uroczystość zamieniła się w manifestację antypruską i antycarską zakończoną wielkim balem w Sukiennicach, który rozpoczął polonez z Modrzejewską na czele. Aktorka znana z dobrego smaku i z tego, że sama projektowała swoje kostiumy, wystąpiła w przepięknej złotej sukni, o której Kraków mówił jeszcze długo potem. Młody malarz, Tadeusz Ajdukiewicz nie mógł oprzeć się, aby nie zaproponować pani Helenie, że wykona jej portret w tej właśnie kreacji. Obraz miał stać się jednym z pierwszych eksponatów Muzeum Sztuki Polskiej. Zawisł w Sukiennicach.
Modrzejewska nie bała się patriotycznych wystąpień, co zaowocowało tym, że dostała dożywotnie zakaz wjazdu do Warszawy (po jednej z takich manifestacji, gdy młodzież gimnazjalna wręczyła artystce biało-czerwony wieniec zastrzelił się jeden z inicjatorów akcji, aby koledzy uniknęli kary). W Zakopanym ufundowała szkołę koronkarską dla młodych dziewcząt, chętnie brała udział w zbiórkach pieniędzy na cele charytatywne, m.in. na budowę teatru w Krakowie.
Wreszcie pomagała polskim artystom, którzy próbowali zrobić karierę w Stanach Zjednoczonych. Wśród nich był Ignacy Paderewski, wybitny pianista, późniejszy premier. Po raz pierwszy poznali się w Zakopanem, ukochanym miejscy Modrzejewskiej, w roku 1884. Aktorka zachęciła go do wybrania kariery pianisty i obiecała konkretną pomoc. Paderewski z niej skorzystał i już kilka miesięcy później dali wspólny koncert w Krakowie. Pomogła mu także siedem lat później w Ameryce. Zachwycona jednym z jego koncertów pisała: „Kobiety szaleją za nim, krytycy chwalą go bez granic. Jedyne, co krytykują, to jego wykonanie Beethovena i zbyt wielką szopę włosów. Ktoś z moich przyjaciół nazywa go chryzantemą, co bardzo trafnie określa jego głowę”.
Zachwycali się nią absolutnie wszyscy. Sienkiewicz pisał, że to „gołąb o orlich skrzydłach”, Wyspiański uwiecznił w „Studium o Hamlecie”. W tym roku minęła 100 rocznica, odkąd umarła, 9 kwietnia 1909 roku w swoim domu w Kalifornii. Ale pamięć o Helenie Modrzejewskiej, polskiej muzie w Ameryce będzie żyła jeszcze dużo dłużej inspirując kolejne pokolenia twórców.

Paulina Sygnatowicz, 28.05.2009
źródła:

Borkowska Grażyna, Ta niewiarygodna Modrzejewska, „Dialog” 2002 nr 3.
Sontag Suzan, W Ameryce, Warszawa 2003.

Szczublewski Józef, Modrzejewska. Życie w odsłonach, Warszawa 2009.