Grodzieńska, pierwsza dama polskiego humoru, kończy 95 lat

Grodzieńska, pierwsza dama polskiego humoru, kończy 95 lat

01.09. Warszawa (PAP) – Stefania Grodzieńska, pisarka, aktorka estradowa, tancerka, nazywana „pierwszą damą polskiego humoru”, obchodzi w środę, 2 września, 95. urodziny.

Stefania Grodzieńska, znana jako osoba bardzo pogodna, wspominała w wywiadach prasowych, że w młodości cechował ją „wielki głód dramatyzmu”. „Jednak im człowiek starszy, tym ważniejsze okazuje się poczucie humoru. Choć z drugiej strony – poczucie humoru można postrzegać jako rodzaj uszkodzenia mózgu. Osoba z tą przypadłością w najtragiczniejszych chwilach widzi śmieszną stronę tragicznej sytuacji” – żartowała aktorka w jednym z wywiadów.

Grodzieńska urodziła się 2 września 1914 roku w Łodzi. Jako dziecko mieszkała w Moskwie, potem wyjechała wraz z rodziną do Berlina. Uczęszczała tam do szkoły baletowej; tańca uczyła się także w Łodzi.

Do Warszawy – miasta, z którym jak deklaruje czuje się najbardziej związana – Grodzieńska przyjechała w 1933 roku. Znalazła pracę w teatrzyku Cyganeria, tańczyła też w Teatrze Kameralnym, w końcu Fryderyk Jarosy zaangażował ją do zespołu Cyrulika Warszawskiego. Podczas pracy nad programem „Słońce” w Cyruliku w roku 1937 Grodzieńska poznała satyryka i komediopisarza Jerzego Jurandota – swojego przyszłego męża. Byli razem przez 42 lata, aż do jego śmierci.

Okupację Jurandotowie przeżyli w Warszawie, wyzwolenie zastało ich w Lublinie, gdzie Stefania Grodzieńska została pierwszą po wojnie spikerką polskiego radia. Pierwsze powojenne lata spędzili w Łodzi, gdzie rozpoczął pracę teatr Syrena, który potem przeniósł się do Warszawy.

W roku 1945 Stefania Grodzieńska zaczęła pisywać felietony, m.in. do „Szpilek”. Grodzieńska jest autorką wielu monologów i skeczy, które pisała samodzielnie, bądź z mężem, Jerzym Jurandotem. Ich teksty wykonywali znakomici ludzie estrady, jak Hanka Bielicka, Adolf Dymsza, Alina Janowska, Kalina Jędrusik, Bogumił Kobiela czy Irena Kwiatkowska.

Jednymi z najbardziej znanych tekstów autorki są m.in. skecze z cyklu „Mąż i żona” (w radiowej interpretacji Magdaleny Zawadzkiej i Wiktora Zborowskiego).

Przez kilkanaście lat Stefania Grodzieńska pracowała też w redakcji rozrywki TVP. Artystka jest również współautorką scenariuszy filmowych m.in. „Deszczowego lipca (1957, reż. Leonard Buczkowski) i „Sprawy do załatwienia” (1953, reż. Jan Rybkowski, Jan Fethke).

Jej prywatnym hobby są góry – szczególnie wysokie, skaliste Tatry. Przez lata należała nawet do ekipy wspinaczkowej.

Po śmierci męża w 1979 roku zarzuciła na dłuższy twórczość kabaretową, skupiając się na pisaniu wspomnień. Do pisania felietonów powróciła – z dużym powodzeniem – w latach dziewięćdziesiątych. Napisała kilkanaście zbiorów felietonów takich jak „Dzionek satyryka”, „Jestem niepoważna”, „Brzydki ogród”, „Felietony i humoreski”, „Plagi i plażki”, „Rozmówki” oraz książki „Urodził go +Niebieski Ptak+”, „Wyznania chałturzystki”, „Już nic nie muszę”.

W 2008 roku ukazała się najnowsza książka Grodzieńskiej „Kłania się PRL” – dokonany przez Marcina Szczygielskiego wybór satyrycznych tekstów Stefanii Grodzieńskiej. W krótkich historyjkach i wspomnieniach, językiem przedwojennej inteligentki, wtłoczonej w świat rządzony przez proletariat, sportretowała z wielkim humorem obraz polskiej siermiężnej codzienności sprzed kilkudziesięciu lat.

„Naprawdę myślisz, że kogoś to jeszcze dziś może zainteresować?” – pytała Grodzieńska Szczygielskiego, kiedy powstał pomysł wydania jej felietonów w zbiorze „Kłania się PRL”. „Oczywiście, że tak! Ale czy +zainteresowanie+ jest właściwym słowem, określającym uczucia towarzyszące lekturze felietonów, humoresek i skeczy Stefanii z lat 40., 50. i 60.? Tak, ale nie tylko. Dla mnie ta lektura to dobry humor i wzruszenie, nostalgia, a czasem i serdeczny śmiech. To słodko-korzenny zapach pożółkłych kartek książek, które podbierałem z półek rodziców i pochłaniałem w dzieciństwie bez umiaru. To świadectwo istnienia, zapis krótkiej, dziwacznej epoki, która trwała w naszym kraju przez kilka dziesięcioleci, a teraz nieuchronnie, coraz szybciej odchodzi w niepamięć” – napisał Szczygielski we wstępie do książki.(PAP)