Cenne księgi wróciły do Wrocławia

Cenne księgi wróciły do Wrocławia

Rektor Uniwersytetu Wrocławskiego Marek Bojarski odebrał we wtorek zaginiony w czasie II wojny światowej XV-wieczny manuskrypt “Liber de natura rerum” pochodzący ze zbiorów Biblioteki Miejskiej we Wrocławiu. Jest to wykonana w XV wieku kopia dzieła teologa Thomasa Cantimpratensisa (1201-1272), zatytułowanego „Liber de natura rerum”, powstałego w latach 1230-1245. Wspaniale ilustrowany manuskrypt pochodzi z biblioteki wrocławskiego patrycjusza Tomasza Redigera (zmarłego w 1576 r.), która od połowy XVII w. udostępniana była w kościele Św. Elżbiety, a w połowie XIX w. stała się jednym z filarów nowopowstałej Biblioteki Miejskiej we Wrocławiu.

We wrześniu 1943 roku, w obawie przed bombardowaniami, niemieckie władze biblioteki zdecydowały się przenieść najcenniejsze zbiory miejskiej książnicy, a wśród nich „Liber de natura rerum”, poza Wrocław, m.in. do pałacu Ramfeld (późniejsze Ramułtowice). Zbiory umieszczono w ponumerowanych skrzyniach. Po wojnie okazało się, że pozostały one na miejscu, jednak wszystkie zostały rozbite. Część ich zawartości rozrzucono po pałacu i jego okolicach. Dzięki zachowanym spisom ewakuacyjnym udało sie ustalić, że kilka najcenniejszych ksiąg zostało skradzionych.

Odnalezienie „Liber de natura rerum” to nie pierwszy przypadek, gdy odnajdywane są księgi skradzione z Ramułtowic. W 2005 roku odzyskano XV-wieczny brewiarz, a w 2009 roku – mszał. W obu wypadkach skradzione dzieła wypłynęły na aukcjach. Tak też się stało w przypadku “Liber de natura rerum”, który wypłynął na aukcji Sotheby’s w Londynie. We wtorek zwrócony został Bibliotece Uniwersytetu Wrocławskiego, która jest sukcesorem dawnej wrocławskiej Biblioteki Miejskiej.

“Wiemy jak skomplikowane są kwestie własnościowe związane ze zmianami granic. Dlatego tak bardzo się cieszę, że MSZ udało się odzyskać kolejne obiekty. Cieszę się też, ze trafiają one w prawowite, godne ręce, chcę zapewnić, że ministerstwo nie będzie ustawać w działaniach, aby pozostałe szczątki naszego dziedzictwa narodowego powracały do Polski” – powiedział we wtorek minister Sikorski.

W ostatnich dniach odzyskano też zaginiony podczas wojny XVI-wieczny zbiór dokumentów stanowiący część dużego zespołu archiwaliów (XVI-XX, w), które dotyczą majątków śląskich (Ząbkowice Śląskie, Międzylesie i Wilkanów). Zostały one odnalezione w zbiorach dwóch archiwów na terenie Republiki Czeskiej. Odzyskano je na podstawie podpisanej 22 września 2011 r. polsko-czeskiej umowy, a przekazane zostały do zbiorów Archiwum Państwowego we Wrocławiu.

Naczelny Dyrektor Archiwów Państwowych Władysław Stępniak powiedział o przekazanych dokumentach, że mają one znaczenie raczej lokalne. “O wiele większe, ponadlokalne znaczenie ma gest strony czeskiej, która bez jakichkolwiek warunków politycznych, po stwierdzeniu, że te materiały występują ich zbiorach archiwalnych, podjęła decyzję o przekazaniu ich stronie polskiej” – podkreślił Stępniak.

Podczas spotkania wspomniano też o odnalezionym niedawno w Rosyjskiej Bibliotece Państwowej rękopisie “Dziennika Podróży na Wschód” Juliusza Słowackiego. Odnalazł go dr Henryk Głębocki, historyk z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Literaturoznawcy byli przekonani, że oryginał zapisków Słowackiego spłonął podczas II wojny światowej, prawdopodobnie w 1944 r. Tymczasem XIX-wieczny notatnik Słowackiego ze zbiorów Biblioteki Krasińskich w Warszawie, przetrwał prawdopodobnie dlatego, że tuż przed wybuchem wojny został wypożyczony do Krzemieńca. Dopiero w 2001 r. rękopis został włączony do katalogu rosyjskiej biblioteki. Nie wiadomo, gdzie był wcześniej.

Pełnomocnik MSZ ds. restytucji dóbr kultury Wojciech Kowalski powiedział, że MSZ rozpoczęło przygotowania do wystąpienia o zwrot rękopisu „Dziennika Podróży na Wschód”. Obecnie kompletowana jest dokumentacja, po jej zgromadzeniu będzie można przygotować stosowne wystąpienie.

“Ta historia pokazuje, jak przy odzyskiwaniu dóbr kultury splatają się przypadek i benedyktyńska praca. Dowiadujemy się czasem o losie jakiegoś dzieła przez przypadek, tak było w wypadku rękopisu Słowackiego. Badacz nie wierzył własnym oczom, że ma w rękach autentyk, dopiero opinie ekspertów go w tym upewniły. Teraz będzie następny element działań – benedyktyńska praca przy gromadzeniu dokumentacji, która ma pokazać, że ten rękopis rzeczywiście pochodzi z polskich zbiorów” – dodał Kowalski. (PAP)

aszw/ ls/