Polska sztuka / Proza / Współczesność powoj.

  • Opublikowano:

    2009-05-18
  • Odsłon:

    1107

O teorii Kapłana i Błazna - Leszek Kołakowski

Leszek Kołakowski w roku 1959 wydał esej zatytułowany „Kapłan i Błazen”, w którym przedstawia historię kultury jako ciągłą dychotomię między filozofią broniącą Absolut i filozofią podważającą wszelkie absoluty. Owa dychotomia jest konfliktem między kapłanami i błaznami. Kapłan to strażnik Absolutu i jest osobą, która oddaje kult rzeczom zastanym i przyjętym na zasadzie ślepej wiary. Natomiast błazen to osoba poszukująca, pytająca, podważająca stworzone systemy filozoficzne i teologiczne. Kapłan – osoba bezmyślnie trwająca w religii, w której się wychowywał; błazen – osoba rozumująca. Zatem błazen w tym przypadku nie ma odcienia pejoratywnego, które przeniosło się na określenie kapłana.
Adam Michnik kilkadziesiąt lat później opublikował tekst nawiązujący do eseju Leszka Kołakowskiego – „Kapłan i Błazen: polskość między Wyszyńskim a Gombrowiczem”.
Zaproponował on skonfrontowanie dwóch postaci, które w XX wieku znajdywały się na antypodach moralnych i intelektualnych. Jednak najciekawsze jest to, że Michnik po stronie Wyszyńskiego klasyfikuje Miłosza, Herberta, Kołakowskiego i … Karola Wojtyłę. Stąd też pojawił się pomysł, by nieco dalej aranżować pomysł autora eseju „Kapłan i błazen” i spojrzeć na Witolda Gombrowicza przez pryzmat porównania jego postaci z Janem Pawłem II.
Obiektywnie rzecz biorąc – autor Ferdydurke to dokładne przeciwieństwo metropolity krakowskiego. Karol Wojtyła został urodzony w Wadowicach w roku 1920, został wybrany na papieża w roku 1978. Kilkadziesiąt lat wcześniej Gombrowicz pisze: „Bóg umarł”. I co dalej? Kim staje się człowiek, gdy Bóg już umarł? Jak mieć twarz, a nie gębę, skoro nie jestem już na podobieństwo Boga… Podobnie w swej istocie brzmiały pytania Adama Mickiewicza – „Dziady” świadczą o polskiej śmierci Boga.
Intuicyjnie stwierdzam, że Karol Wojtyła miał tego świadomość… Ba, u Gombrowicza pojawia się parodia mszy, podczas której uczestnicy łączą się przez spożycie ofiary, tj. ciała człowieka ponoszącego śmierć za nich. Czesław Miłosz pisał o Gombrowiczu: „Jego głównym środkiem jest świadomie bluźniercza parodia uświęconych obyczajów i obrzędów, w pierwszym rzędzie katolickiej liturgii.” Kapłan i błazen, mimo, że tak skontrastowane postaci, muszą dzielić między sobą dziedzictwo i kulturę narodową.
Obaj mają do czynienia z Kościołem międzyludzkim: jeden z nich opracowuje koncepcję, gdzie ludzie tworzą ból, strach, śmieszność i tajemnicę w nieprzewidziane melodie i rytmy, w absurdalne związki i sytuacje i poddając się im, są stwarzani przez to, co stworzyli – to jest właśnie duch międzyludzkiego kościoła; drugi z nich, panujący w stolicy świętego Piotra, uważa, że Kościół nie mógłby istnieć bez ludzi, czyli swoistego rodzaju teoria o kościele międzyludzkim…
Druga rzecz to fakt, że u obu znajdujemy podobną syntezę literatury i filozofii oraz podobne dojście do teatru. Żaden z porównywanych, nie jest w całości filozofem - Warto zauważyć, że Wojtyła grał Nie-Boską komedię w Teatrze Rapsodycznym w Krakowie, napisał Miłość i odpowiedzialność w roku 1960. Cała myśl przyszłego papieża, która wyrażała się w późniejszych sztukach jest niejako obroną świętego Tomasza przed Pascalem– zaznacza on istnienie duszy jako formy ciała, a Boga jako formy świata. „Osoba” to metoda, na unikanie min ferdydurkicznych, na zatrzymanie tego, co międzyludzkie i przejście do tego, co wertykalne (nieskończoność – ziemskość). Natomiast ślub (tak ważny przecież u Gombrowicza) jest prymarnym momentem, dzięki czemu Wojtyła stał się mickiewiczowskim odbiciem „Kościoła międzyludzkiego”. Zatem, konkluzja jest prosta: albo Gombrowicz, albo wczesny antypapież.

Jolanta Nowaczyk 2009.05.18