Polska sztuka / Film

  • Opublikowano:

    2011-09-01
  • Odsłon:

    534

„Nie spotkało mnie w życiu nic śmiesznego” - czyli o zabawnie poważnych filmach Marka Koterskiego

„Praprzyczyną powstania Adasia byłem ja sam” - powiedział Koterski w rozmowie z Jackiek Kopcińskim. Więc jaki jest ten Adaś? Adaś jest typem bohatera, który pojawia się w filmach Koterskiego takich jak „Dzień świra”, „Wszyscy jesteśmy Chrystusami” czy w „Ajlawju”; czasem bohater ten występuje pod imieniem Michał - w „Życiu wewnętrznym”, „Domu wariatów” czy „Porno”. Zaś zmiana imienia bohatera została skomentowana w filmie „Nic śmiesznego” w scenie chrztu głównego bohatera, kiedy to rodzice kłócą się o ostateczne imię dla chłopca - czy ma nosić imię Adam czy Michał. Bohater określany imieniem Adaś (Adamos, Aduń, Ado, Adamo...) lub Michał to, jak określiła krytyka „żywa emanacja ciemnej strony i podświadomości przeciętnego Polaka”. Zazwyczaj bohater Koterskiego to inteligent  - w „Nic śmiesznego” to reżyser filmowy, w „Ajlawju” - pisarz, a w „Dniu świra” - nauczyciel polonista. Mimo, że przeklina żałosne zarobki, nie może wykonywać innego zawodu, bo tylko ten jeden, zawód inteligencki może wykonywać. Zaś o podobieństwu między tą postacią fikcyjną, a samym reżyserem, Koterski wypowiedział się w ten sposób: „Od początku żywię się sobą przy budowaniu tej postaci. Nie wszystko jednak przeżyłem z tego, co przeżył Adaś [Miauczyński]. I myślę, że coraz bardziej różnimy się z Adasiem. Ale Adaś jest wygodnym medium dla wyrażenia mego bólu, strachu, wstydu”.

Marek Koterski urodził się w 1942 roku w Krakowie. Studiował na Uniwersytecie Wrocławskim filologię polską i historię sztuki; przez rok uczęszczał na malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, do pracowni Eugeniusza Eibischa; zaś w 1972 roku ukończył Wydział Reżyserii w łódzkiej filmówce. Jego filmem dyplomowym był dokument „Naprzód”.

Literacko zadebiutował opowiadaniem o śmierci Zbyszka Cybulskiego „Zaczerpnąć dłonią". Tytuł ten pojawił się także w późniejszym „Nic śmiesznego”, kiedy to reżyser ma szansę na realizację własnego filmu - właśnie o tytule „Zaczerpnąć dłonią”. Autotematyczny dowcip jest podwójny, bowiem jest to parodia „Życia wewnętrznego”.

Pierwszym filmem, w którym pojawia się bohater Adaś jest „Dom wariatów” (1984). Trzydziestoletni Miauczyński odwiedza swych rodziców, których nie widział od dłuższego już czasu. Wystarczy jeden wieczór, by wspólne spotkanie przerodziło się w familijny horror. W filmie w głównego bohatera wcielił się Marek Kondrat; jak pisał w "Filmie" Krzysztof Demidowicz jako wszechstronny aktor teatralny nie miał problemów, by odnaleźć się w konwencji wymagającej równocześnie fantazji i żelaznej dyscypliny. Co ciekawe, „Dom wariatów” został także wystawiony na deskach teatru w warszawskim Ateneum (w 1988).

Kolejnym filmem z bohaterem Adasiem jest „Życie wewnętrzne” (1986). Tym razem bohaterem jest „Ja” i tylko w scenie legitymacji bohatera przez milicję zostały ujawnione jego dane: jest to Michał Miauczyński. Ale nawet bez tych formalnych danych osobowych nie ma się wątpliwości, że to ten sam bohater, co w pozostałych filmach Koterskiego. "Ja"  jest samotny i odosobniony od społeczeństwa. Odczuwa wrogość - nie tylko wobec innych, także wobec siebie. Jego czynności są wykonywane automatycznie: wyrzuca śmierci, idzie do pracy, wraca do domu, je obiad, je kolacje, krzyczy na żonę, idzie n spacer, zapala papierosa. Noc to jedyny czas, kiedy nie robi czegoś automatycznie - marzy o erotycznych przygodach w przypadkowych miejscach (w windzie, na korytarzach) ze swoimi sąsiadkami.

„Porno” (1989) to kolejna historia o Adasiu Miauczyńskim, tyle, że teraz występuje pod imieniem Michał, który w młodości był łamaczem kobiecych serc. Pomysł kompozycyjny filmu polega na tym, że bohater wspomina kobiety swojego życia, lecz to nie one stanowią centrum jego rzeczywistości, tylko on sam. On sam stoi w centrum, a kobiety krążą wokół niego niczym drugoplanowe czy nawet epizodyczne postaci. Już jako dojrzały mężczyzna i ojciec rodziny, jest pełen tęsknoty i żalu, bowiem w młodości marzył o prawdziwej miłości, której nigdy nie spotkał. Film ten zebrał w kinach więcej widzów, niż amerykańskie, wysokobudżetowe hity i „Porno” zwyciężyło w podsumowaniu najbardziej kasowych filmów roku. Mimo komercyjnego sukcesu, film Koterskiego nie wzbudził sympatii krytyków.

W „Ajlawju”  (1999) Adaś Miauczyński przyjmuje rolę krytyka literackiego, a także niespełnionego poety. Główną rolę zagrał Cezary Pazura, a porównywana ona jest do introwertycznych postaci Woody’ego Allena. Podobnie jak w „Porno”, główny bohater czeka na wielką, prawdziwą miłość. I w końcu, udaje się: dochodzi do spotkania dwójki osób po przejściach: Adasia oraz Gosi (Katarzyna Figura), która jest już rozwódką. Mimo fascynacji, które ogarnia Miauczyńskiego, ta dwójka osób nie potrafi stworzyć pełnego, stabilnego związku. Kiedy prawdziwa miłość przyszła w końcu do krytyka literackiego, okazuje się, że razem muszą przejść wiele prób.

W 2002 roku powstał film, który przyniósł chyba największy rozgłos Koterskiemu - „Dzień świra”, a to ze względu na to, że tym razem pogodził publiczność i krytyków - „Dzień świra” ściągnęło do kin ponad 400 tysięcy widzów, zaś jury festiwalu w Gdyni uhonorowało film czterema nagrodami, w tym Grand Prix - Złote Lwy i nagrodę aktorską dla Marka Kondrata.

Dzieło chyba już kultowe dla polskich inteligentów (zwłaszcza nauczycieli i zwłaszcza polonistów). Marek Koterski stawia pytanie: kim właściwie jest „polski inteligent” w III RP? To neurotyczna osoba, która nie rozumie swojego statusu społecznego, ani swojej roli. Czterdziesto-kilkuletni polonista, rozwodnik, ojciec i niespełniony poeta mieszka w wielopiętrowym bloku i pracuje w warszawskim liceum. Co robi? Sam nie wie, a podsumować to może po prostu cytat z filmu: "Boję się rano wstać, boję się dnia, codziennie rano boję się otworzyć oczy, ze strachu przed świtem, zupełnie nie wiem, co zrobić z nadchodzącym dniem. No nie mogę. Mam niby jakieś obowiązki, a przecież – pustka, jakby zupełnie nie miało znaczenia czy wstanę czy nie wstanę, czy zrobię coś, czy nie zrobię, higiena, jedzenie, praca, jedzenie, praca, palenie, proszki, sen".

Po raz trzeci w rolę Adasia Miauczyńskiego wcielił się Marek Kondrat w filmie „Wszyscy jesteśmy Chrystusami” z 2006 roku. Adaś to kulturoznawca wykładający na Uniwersytecie Łódzkim, alkoholik i ojciec Sylwka. Syn Miauczyńskiego wspomina swojego tatę i widzi w nim status przegranego, który stracił pracę, rodzinę, przyjaciół. To studium alkoholizmu i swoisty rachunek sumienia; co najważniejsze, ojciec Adasia też był alkoholikiem i on sam nie miał łatwego dzieciństwa. Nigdy nie chciał powtórzyć błędu swojego ojca, jednak w wieku około pięćdziesięciu lat coraz bardziej pogrążał się w oparach nałogu. Sylwester zatem przeżywał to samo, co mały Adaś - bał się wracać do domu, wstydził się kolegów zapraszać do domu, w którym panował ojciec-pijak. To nie tylko opowieść o alkoholizmie, ale także o samotności, którą - jak zwykle - dotyka głównego bohatera filmów Koterskiego. Podsumować to może zdanie wypowiedziane przez kolegę Adama na statku: „Ja się piję, bo się boję się być sam”.

Czynnikiem, który łączy wszystkich Adasiów Miauczyńskich są ich wieczne problemy z językiem. W „Ajlawju” Adaś, który przebywał w Chicago na naukowym stypendium, nie rozumiał Amerykanów; każdy z Miauczyńskich ma także problem z ojczystym językiem. Nigdy nie wie jaki zaimki zastosować, czy powiedzieć „tę” czy „tą”, więc w końcu używa obu tych form równocześnie.

Na październik tego roku została zaplanowana premiera najnowszego filmu Koterskiego - „Baby są jakieś inne”, w którym spotkają się tacy aktorze jak Robert Więckiewicz, Adam Woronowicz czy Michał Koterski. „Praca z takimi twórcami to sama radość i zaszczyt” - powiedział reżyser o tej ekipie filmowej. Wiadomo już, czym zainspirował się Koterski przy pisaniu scenariusza: sytuacją na drodze sprowokowaną przez kobietę. Kiedy reżyser jechał z kolegą samochodem, w pewnym momencie zbliżyli się do auta prowadzonego przez kobietę. Włączyła prawy kierunkowskaz, ale zaczęła skręcać w lewo. Współpasażer Koterskiego powiedział, że kobieta i tak zaraz skręci w prawo, bo przecież „to baba, a baby są jakieś inne”.

Nie zawsze opinia o Marku Koterskim jest pozytywna, bowiem Krzysztof Majchrzak oznajmił, że Koterski „chce za wszelką cenę wieszczyć, demiurgować i znaczyć” („Gazeta Wyborcza” 2003, nr 256), zaś sam reżyser twierdzi, że w swoim kinie „wystrzega się pouczania, nauczania, szantażowania uczuciami widzów” („Achilles na piętnastym piętrze wieżowca”, M. Koterski). Z pewnością Koterski bez zażenowania głośno mówi o prowincjonalnych polskich kompleksach, balansując między śmiesznym, a smutnym.



13.08.2011, J.N.

Bibliografia:

"Autorzy kina polskiego", pod red. G. Stachówny i J. Wojnickiej, Kraków 2004
www.filmpolski.pl