Zobaczyć człowieka w człowieku…

Zobaczyć człowieka w człowieku…

Najłatwiej odnieść się do człowieka, gdy sami doświadczymy wiele na polu własnego człowieczeństwa. Podobno cierpienie uszlachetnia. Niezupełnie tak jest. Pewnie i uszlachetnia, ale też rodzi sprzeciw i agresję.
Ostatnio sama, przez dłuższy okres, doświadczałam silnego, fizycznego bólu i zauważyłam u siebie negatywne reakcje typu – zniecierpliwienie i niechęć. W takich krytycznych momentach staram się, tych reakcji unikać jak ognia,  poprzez optymistyczne uwarunkowania mej osobowości, te jednak nie zawsze są w stanie zapewnić efekt psychicznego komfortu ani też zapanować nad niepotrzebnymi emocjami. Boli wściekle, to i jak nie wrzasnąć? Pewnie i tak jest z innymi.
Człowiek jest ułomny pod tym względem. Pewnie, można się poddać tej „rozkoszy bólu”, rozkładając ręce w rezygnacji i poddaniu się, ale czy to bólu ujmie?
Sprzeciw, przynajmniej, przyniesie chwilową ulgę. Złość nie łagodzi obyczajów, ale pomaga zapominać o intensywności tego bólu, gdy bunt rozpiera umysł. Brak oddechu i paraliż rozsądnego myślenia, wywołane bólem, powodują głównie to, że popadamy w swoisty zaułek niechcianych powikłań, a te ze względu na wagę negatywów i pozytywów, sprzyjają głównie temu, że stwarzają głębię wrażeń, które z kolei działają na nasz rozwój duchowy, podążający w dobrym lub złym kierunku. Od nas zależy, w którą stronę się udamy. Życie nas nie rozpieszcza. Dotykają nas nieszczęścia w postaci duchowych rozterek, spowodowanych niesprzyjającymi okolicznościami albo za przyczyną dolegliwości fizycznych wprowadzają rozgardiasz w naszym życiu.. Im więcej jednak przeżyjemy, tym większy będzie akt naszego człowieczeństwa, powiększy się też nasz horyzont empiryczny, który w końcu po coś tam zaistniał.
 
W tle naszego, traumatycznego doświadczenia ujrzymy innych. Często dostrzeżemy, że krzyże innych byłyby dla nas jeszcze trudniejsze. Mogłabym  w tym momencie, sypać utartymi sloganami, w stylu narracji naszych zwierzchników kościelnych  – „  każdą tragedię należy rozpatrywać w świetle Zmartwychwstania Pańskiego…, … bywa, że ktoś stawia wyżej swoje emocje niż cierpienie Chrystusa, …tworzycie Kościół w kościele – Kościół cierpienia…, … w cierpieniu spłaca się dług wdzięczności za cierpienie… ( czy ktoś z nas ma taki dług?), …zaufajcie Jezusowi… ( zaufali i co? – nadal boli…, parafrazując te słowa, można określić, że są  to słowa paranormalne, magnetyczne, nic poza tym…). 
Jest w tym myśl,  która wymyśla siebie i pozbawiona jest konkretu, bo cierpienia nie można sprowadzać do roli poddania się woli Bożej. ..To niczego nie zmienia. Ból zostaje bólem bez takiej czy innej interpretacji, czy składania go w ofierze komuś.

Te wypowiedzi przypominają grę w klasy. Żeby doszło do zwycięstwa nad cierpieniem, trzeba najpierw po ludzku przez to cierpienie przejść.
Lecz nie daje się przecież nikomu przekroczyć ogromu cierpienia i świadectwem tego jest Jan Paweł II, który dzielił się swym cierpieniem z wiernymi, a jednocześnie był, wobec tego cierpienia, bezsilny. Jego umęczona twarz, niezwykle w swym bólu ludzka, pokazała światu bezradność człowieka wobec cierpienia, ale i jednocześnie ukazywała godność, z jaką można przez to cierpienie przejść., opierając je w wierze w Zmartwychchwstałego.

Nie jesteśmy w stanie, całkowicie zrozumieć dolegliwości innych osób.  Co najwyżej możemy przyrównywać je do swoich, jeśli takie mamy. Trudniej pojąć, gdy wszystko „gra”. Jakby nie rozpatrywać kwestię męczeństwa ludzkiego, to jest dużo prawdy w powiedzeniu – „ …w Krzyżu cierpienie, w Krzyżu zbawienie, w Krzyżu miłości nauka …”. Bo czy nie jest tak, że w cierpieniu drugiego człowieka i swoim odnajdujemy nie tylko Jezusa ale i samych siebie, i równocześnie uczymy się współcierpienia a także i wrażliwości?  Nikt nie jest wolny od cierpienia. W zależności od tego jak je spożytkuje, potoczą się jego losy. Jak w cierpieniu uczymy się miłości? Zwyczajnie, aż się prosi, by napisać „po ludzku”.
Jan Paweł II powiedział- „ Na różnych miejscach cierpi człowiek i woła  o człowieka…”
Co to znaczy?
To znaczy, że mamy zauważać cierpiących i przychodzić do nich z sercem otwartym na dobro. Zobaczyć człowieka w człowieku poprzez jego cierpienie i doświadczanie tego samego. Można to zastąpić wyjątkową ideą Cyrenejczyka – „ Jedni drugiego brzemiona noście”. W jaki sposób je nosić, kiedy nie jesteśmy w stanie unieść cierpienia bliskiej nam osoby czy całkiem obcego człowieka? Żadne współczucie nie jest w stanie przynieść ulgi w fizycznym cierpieniu, ale jest niewątpliwie psychiczną podporą. Chory, otoczony troską i zainteresowaniem rodziny szybciej wraca do zdrowia, gdy tego brakuje rezygnuje z walki i odchodzi w zaświaty.
Posłużę się przykładem chorych na chorobę nowotworową. Słowo „rak” napełnia nas lękiem, bo kojarzy nam się ze śmiercią, unicestwieniem. Często są to mity, że jakaś choroba jest nie do opanowania, ulegamy wciąż magii utartych stwierdzeń. Nawet choroba nowotworowa coraz częściej jest uleczalna. Rodziny, które z nią się zetknęły, najpierw wpadają w popłoch, ale swoim trwaniem przy chorym, mogą dokonać cudu. Chory potrzebuje wsparcia, gdy je ma, zdrowieje. I  na tym głównie opiera się prawda – „Zobaczyć człowieka w drugim człowieku…”

Posłużę się przykładem. U ojca stwierdzono złośliwego raka. Dzieci i żona chorego okazali mu maksimum uczuć, zainteresowania i troskę. Wydawało się, że przypadek beznadziejny. W konsekwencji okazało się, że wsparcie rodziny tak pełne miłości, poddańcze i bezinteresowne, przyniosły rezultaty w powrocie do zdrowia.

Takich przykładów jest mnóstwo. Takie przypadki nazwać można cudem. Cierpienie bowiem wyzwala nie tylko empatię, ale też uruchamia działanie, w którym nie ma miejsca na bezradność, obojętność i poddanie się.
Nasze czasy powodują, że żyjemy w pośpiechu, lękach, stresach i w małej odporności psychicznej, nie mniej jednak, znajdujemy dla siebie czas i to niewątpliwie jest niepodważalnie niezastąpione i piękne. Bo nie ma nic wspanialszego od tego, gdy siebie dajemy innym bez oczekiwania na rewanż. Zobaczyć człowieka w drugim człowieku, to objawiać swoje człowieczeństwo…

Krystyna Jadamska – Rozkrut  2010.09.16