Zatrzymać siebie w drodze…by namalować ikonę

Zatrzymać siebie w drodze…by namalować ikonę

Ikony podobały mi się od zawsze. Kiedyś znajomy zapytał mnie, czy wiem, jak powstają . Zawstydzona odpowiedziałam, że nie. Jego opowieść o nich była tak tęczowa, że postanowiłam zdobyć wiedzę z tego zakresu. 
By powstała ikona potrzebna jest ustalona receptura. Drewno, najlepiej lipowe, powinno być dokładnie wysuszone, aby deska stała się właściwym tworzywem, na którym będzie można namalować ikonę. Kiedy deska już jest gotowa, przykleja się na nią gazę albo płótno, dzięki którym, ciągle „żywa” deska nie narazi malowanki na naprężenia wynikające z „pracy” drewna.
Ważną sprawą jest nakładanie lewkasu na deskę, czyli zagruntowanie jej.  Barwnikami  z naturalnych minerałów i glinki oraz suchych pigmentów z żółtkiem, wodą i miarką białego wina zapisuje się ikonę, która jest jakby nośnikiem uduchowienia w przemienianiu  kosmosu… Gdy ikona jest prawie gotowa, nakłada się płatkowe złoto na aureolę lub całe tło. W ostatniej fazie powstawania ikony zabezpiecza się ją olifą (rodzaj werniksu). W finale na obraz kładzie się olej lniany z komponentami.
Ikona jest arką świętości, więc  na desce rzeźbi się koczweg, czyli wgłębienie stanowiące ochronę świętości.
Głównym powodem powstawania ikony jest podłoże teologiczne. 
Odbita twarz Jezusa Chrystusa – Acheiropoietos, według przekazu powstała jeszcze za życia Chrystusa na ziemi, a zapisał ją św. Łukasz Ewangelista. Ten nadprzyrodzony obraz z twarzą na nim, stał się pierwowzorem ikony, a IV Sobór Powszechny orzekł, że ludzki wizerunek ma przedstawiać Boga Wcielonego i zdefiniował istotę ikony, wskazując na związek między ikoną a dogmatem Wcielenia..
W ikonie prezentowana jest obecność Boga i Jego łaski. Bez obecności Boga przy powstawaniu ikony, praca ikonografa jest nieużyteczna. Sam proces pisania ikony to wynik wielowiekowych doświadczeń i tradycji. Istnieją szkoły pisania modlitw, jakimi są ikony. Mają one duchowy wymiar, gdyż są teologią koloru napisaną duchem. Kiedy patrzymy na ikonę, to pierwsze, co rzuca się nam w oczy to harmonia. Lekkie linie, efekt przejrzystości, siła tonacji (uzyskana przez temperę), powodują, że ikona staje się niepowtarzalna i czytelna w swoim przekazie. Ikonograf zapisując ikonę, musi przeżywać każdy szczegół zapisu.
To Stwórca prowadzi jego myśli i rękę.
Dawniej ikony pisało się w całkowitej izolacji od świata. Czynność tę poprzedzał post i medytacja. Niektórzy do dzisiaj praktykują ten zwyczaj, obcując sam na sam z przyrodą i w odosobnieniu. Ikonopis powinien wykazywać się pokorą, pobożnością  i bezgrzesznością, zwłaszcza  czystością w sferze duchowej  i cielesnej, bowiem sądzi się, że proces powstawania ikony jest czynnością świętą. 
Ikona narodziła się w Bizancjum i jest syntezą tradycji hellistycznej, z dziedzictwa grecko – rzymskiego i przystosowana jest do chrześcijaństwa poprzez formy wywodzące się z  Palestyny, Azji Mniejszej, Egiptu i Syrii. W kulturze bizantyjskiej ikona oznaczała obraz sakralny z wyobrażeniem scen biblijnych, postaci świętych i liturgiczno – symboliczne obyczaje. Kościoły wschodnie –  grekokatolickie i  prawosławne pełne są ikon na ścianie, zwanej ikonostasem, który oddziela prezbiterium od nawy.  Kanonizowani w Kościele prawosławnym mistrzowie ikon – Olimpiusz, Teofan Grek i Andrzej Rublow są autorytetami w pisaniu ikon.
Talent, wiara, modlitwa i cierpliwość potrafią stworzyć cuda, dlatego że Bóg nad tym czuwa. Uważa się, że ikona, obok Pisma Św., jest częścią Objawienia Bożego. Ten, który nie ma odpowiednich duchowych predyspozycji, mimo talentu, nie zostanie twórcą ikony, gdyż ona jest sekwencją niematerialną. Model życia ikonografa często jest wyjątkowy. Jest nim ktoś, kto potrafi zatrzymać się  w drodze, by kontemplować relacje – Bóg – człowiek, by modlić się i dostrzegać to wszystko, co w chaosie  współczesności umyka spod kontroli, który chce zatrzymać się, by uciec od zbytecznych słów, nieproduktywnego myślenia, zgiełku, z dala od niefortunnych produktów doczesności, od tego wszystkiego, co obraca się przeciw człowiekowi.
Kto z nas potrafi tak zatrzymać się w czasie i przestrzeni, by dar z nieba, jakim jest ikona, wrósł w nas dobrem? Tak, zatrzymać się w drodze, jak jeden z polskich ikonopisów, który ma swą pustelnię w Górach Świętokrzyskich i który dzień zaczyna od – Ojcze Nasz, by potem w surowości zimowego krajobrazu i skromności dobytku pisać ikony, które traktuje z wielką czcią.  Kto tak mógłby siebie zatracić w ikonowej modlitwie jak On?  Wreszcie, kto potrafi cieszyć się z dnia zwyczajnego, w którym słyszy się świergot ptaków, szum strumyka, mowę drzew i wiatru? Kto chce obecnie radować się dniem, w którym nie ma komputera i innych dogodności, są za  to świece, lampa naftowa i kominek z ogniem, skrzypiące schody i  mruczące ze starości ramy okienne i drzwi. Chwilami marzy mi się takie całkowite zatracenie w podobnym zapachu przeszłości i niestety, na marzeniu się kończy…

Krystyna Jadamska – Rozkrut  2010.09.23