W szponach koszmaru

W szponach koszmaru

Niedawno rozplątywałam korale, które nie wiadomo dlaczego, zaplątały
się niesamowicie. Nie udało mi się ich rozplątać. Ucięłam
je i z tego, co się nadawało, zrobiłam nowy naszyjnik. Pozostałą
część zawiesiłam jako ozdobę na lampie. Zniszczyłam 
sznur prawdziwych czerwonych korali, bo zabrakło cierpliwości. Gdybym
je zostawiła, nie przydałyby się do niczego, a tak czemuś służą.
Mogłam dłużej próbować, ale jak długo? W nieskończoność?

Może czasami warto coś przeciąć, by wyjść z poplątania
z poplątaniem? Skojarzyło mi się to z wychodzeniem z koszmaru.

W życiu niejednokrotnie stykamy się z koszmarem. Pół biedy jeśli
jest to przerażający sen z przeróżnymi zmorami, podczas którego lękamy
się  i przechodzimy tortury. Ze snu czy przewidzeń wybudzamy się
i wszystko, poza chwilowym niepokojem, wraca do normy.

Gorzej jeśli spotyka nas koszmar rzeczywisty w postaci przeróżnych, 
przygnębiających sytuacji. Bywa, że ktoś całe życie
miał koszmarne, czyli obfitujące w straszne zdarzenia.

Starsze pokolenie zna koszmar wojny, wszystkiego tego, co się z nią wiąże
–  ucieczki, łapanki, więzienia, obozy, poniżanie, zabójstwa…Współcześni
są świadkami wielu  okropieństw. Koszmarem jest wszystko, co
wywołuje stan grozy – terroryzm, degeneracja, kataklizmy i katastrofy.
Przeżywają go wszyscy – jednostki i narody.

Ileż to razy nasz kraj nawiedzały powstańcze i wojenne potworności.
Czyż ostatnia katastrofa pod Smoleńskiem nie była makabrą? Wszystko,
czego byliśmy potem świadkami – zdjęcia ofiar, szczątki
rozbitego samolotu, trumny z ciałami, ostatnie pożegnania to przecież
swoiste horrendum. Prawdopodobnie niedługo przeżyjemy koszmar kampanii
wyborczej. Wszystko wskazuje, że tak będzie. Koszmar wywołuje zło,
które jest wynikiem błędu lub czyichś złych intencji. W „Portrecie”
Gogola diabeł przybiera postać lichwiarza, który zamawia swój portret
u utalentowanego artysty malarza. Życzy sobie, by wyglądał na nim
jak „żywy”.

Zgodnie z życzeniem malarz namalował postać szatana. Wszędzie
tam, gdzie pojawił się obraz, dzieją się straszne rzeczy. Pierwszą
z nich został malarz Czartkow, skuszony przez demona mody i pospolitości,
wpadł w sieć uzależnienia na punkcie swej wielkości, za pieniądze
zamówił artykuł o swoim wybitnym talencie. W „Zbrodni i karze”
– Fiodora Dostojewskiego koszmar ma charakter złowróżbny, jest kasandrycznym
przeczuciem Raskolnikowa, którego życie przebiega między jawą a majakami.
Rodion Romanowicz Raskolnikow ludzi nazywał wszami. Uważał, że
geniusz może bezkarnie zabijać zwykłych ludzi, a takie morderstwo
ma być sprawdzianem determinacji i odwagi. Zbrodnia, której dopuścił
się, również z innych pobudek, doprowadza go do szału. Odezwał
się strach przed karą i wyrzuty sumienia. Ile to razy jesteśmy świadkami
wzajemnego wyzywania się polityków i poddawania w wątpliwość
czyjeś wartości? Tylko czy oni z tego powodu wpadają w koszmary?
Obawiam się, że nie. Koszmarny sen bywa często odzwierciedleniem
dewiacji mężczyzny. Inny jest koszmar pedofila a jeszcze inny anorektyczki
czy pogrążonego w depresji człowieka, czy człowieka niespełnionego.
Jeden z wczesnych filmów Larsa von Triera z 1990 r.- „Europa” ( ostatnia
część trylogii europejskiej – „Żywioł 
zbrodni” i „Epidemia”), podobnie jak wcześniejsze części,
pokazuje fatalistyczną atmosferę powojennej cywilizacji skażonej
perwersją i degeneracją.  Typowy thriller wywołujący koszmarne
myśli.    

To, co przekazują media i TV czy niektóre filmy, przedstawienia teatralne czy
dzieła sztuki to zapis katastroficznej realności i wizji świata.
Żyjemy w takiej, nie innej rzeczywistości, w której, z tym, co ludzkie, 
gwałt na cielesności i umyśle miesza się z zachowaniem ludzi
świata władzy, biznesu, polityki, mediów oraz degeneratów. Samo zachowanie 
i działanie ludzi z tych sfer jest często iście koszmarnym snem,
z którego powraca się z poczuciem traumy. A przecież chociażby w
tym względzie mogłoby, być inaczej. Nieraz z różnych powodów
doświadczyłam  koszmaru. Chyba tak jest z każdym z nas. Prędzej
czy później znajdujemy się w szponach koszmaru.

Jak różne są krzyże, które dźwigamy, tak różne są
nasze koszmary. Choćby koszmar choroby, nie radzenia sobie z czymś, koszmary
wynikające z prześladowania, maltretowania fizycznego i duchowego, 
oszczerstwa, plotek, nieposzanowania, bezrobocia albo nadmiaru pracy,  uzależnień
i wyrzutów sumienia, nieporadności życiowej i długo by tak jeszcze
wymieniać, byłoby można…Zdarza się, że poniżany,
wyszydzany uczeń, wskutek nieodpowiedniego traktowania przez nauczyciela, wpada
w stan przygnębienia, rodzący koszmary. Podobnie jest z maltretowaną
przez pijaka rodziną czy ze znęcaniem się nad dziećmi, żoną
lub mężem, jak również z rozwodami.
  Dlatego skupię się nad możliwościami wychodzenia
z takiego stanu, jakim jest koszmar. Nie będzie to zbyt klarowne, bo musiałabym
bardziej szczerze odnieść się do autopsji. Jednak jedno jest pewne 
– trzeba sobie samemu pomóc w wychodzeniu z pętli
koszmaru, który jest niczym innym jak ostatniego stopnia zapętleniem rozsądku.
Bo czyż nie jest to pajęczyna słabości i braku logiki? Można
to też przyrównać do zakleszczenia w kajdanach skazańca albo zasznurowanej
całości istnienia jako poddańczej rezygnacji z wolności. Czym
jest motanie? Zamotać można wszystko.  Zamulić i zabagnić.
Także zawłaszczyć duszę i ciało, by wpadły w poślizg
koszmaru. Tylko jak potem z tego wyjść? Jak odplątać zaplątane,
które może być zawinione albo i nie? Zwyczajnie. Trzeba supełek po
supełku rozplątywać albo jednym ruchem przeciąć pętlę
 i wychodzić w stronę światła, wykorzystując przy
tym, co się da – muzykę, pasję, spacery, przebywanie na łonie
przyrody,  wiarę w człowieka, dostrzeganie wartości i piękna,
i  mieć ufność, że to się
uda. Mnie to się udaje. Czego, Wszystkim, czytającym te słowa, życzę…

Krystyna Jadamska – Rozkrut 2010.04.30