Ukazał się drugi tom “Freakonomii”

Ukazał się drugi tom “Freakonomii”

“Superfreakonomia” to druga część książki “Freakonomia. Świat od podszewki”, która ukazała się w 2005 roku. Obie są efektem współpracy dziennikarza “New York Timesa” Stephena Hubnera i ekonomisty z Uniwersytetu Chicago Stevena Levitta. Starają się oni pokazać działanie ekonomicznych zasad w codziennym życiu, wyjaśniają pozorne paradoksy i obalają pewne powszechne przekonania.

Z pierwszego tomu “Freakonomii” można się było na przykład dowiedzieć, że basen jest dużo bardziej niebezpieczny niż pistolet (biorąc pod uwagę liczbę zgonów związanych z ich użytkowaniem), a spadek przestępczości w ostatnich dekadach w USA można wiązać raczej z zalegalizowaniem aborcji w latach 70., a nie z rządowymi programami. Większość wniosków, do jakich dochodzą autorzy jest zaskakująca i sprzeczna z potocznymi wyobrażeniami, ale dobrze udokumentowana.

Tom drugi zatytułowany, „Superfreakonomia”, który właśnie trafia do księgarń, przynosi nowe rewelacje. Szacuje się, że pijani kierowcy powodują wypadki trzykrotnie częściej niż trzeźwi, ale czy decyzja o powrocie z zakrapianego przyjęcia piechotą jest rzeczywiście racjonalna? Po przeanalizowaniu badań okazuje się, że prawdopodobieństwo śmierci na drodze pijanego pieszego jest aż osiem razy większe niż to, że zginie pijany kierowca. “Prawdziwy przyjaciel nie pozwala swoim przyjaciołom chodzić po pijanemu” – podsumowują autorzy apelując do organizatorów przyjęć o wzywanie taksówek dla gości.

Powszechnie narzekamy na zatrucie środowiska i niebezpieczeństwa związane z ruchem samochodowym, nie zdając sobie sprawy, że transport konny przysparzał podobnych, jeżeli nie większych problemów. Na przełomie XIX i XX wieku w Nowym Jorku żyło i pracowało około 200 tys. koni – jeden koń na siedemnastu mieszkańców miasta. W 1900 roku w wypadkach z udziałem koni w tym mieście zginęło 200 nowojorczyków, czyli 1 na 17 tys. mieszkańców. Ponad sto lat później w tym samym mieście w wypadkach samochodowych życie straciło 274 osób, czyli 1 na 30 tys. mieszkańców. Bezpieczeństwo transportu konnego jest więc dość powszechnym złudzeniem.

To jednak nie wszystko – konie bardzo zanieczyszczały środowisko. Przeciętny koń produkuje ok. 12 kg nawozu dziennie, czyli 200 tys. koni w mieście oznaczało 2,5 mln kg zwierzęcych odchodów na ulicach każdego dnia. Składowano je na pustych działkach w stertach sięgających 18 metrów wysokości, na poboczach ulic powstawały nawozowe zaspy. Kiedy padał deszcz strumień nieczystości zalewał przejścia i sączył się do piwnic, w hałdach nawozu lęgły się roznoszące choroby muchy i gryzonie? 100 lat temu nikt o tym nie myślał, ale z hałd nawozów unosiły się chmury metanu, bardzo szkodliwego gazu cieplarnianego. Wynalezienie tramwajów elektrycznych i samochodów było błogosławieństwem – oba rozwiązania okazały się o niebo czystsze, efektywniejsze i bardziej bezpieczne od transportu konnego. Choć oczywiście wywołały one falę nowych problemów, nieznanych w czasach “konnych”.

Autorzy przedstawiają także analizy łagodzące panikę związaną z ociepleniem klimatu, dane, z których wynika, że w grupie najrzadziej myjących ręce osób są lekarze, a foteliki do przewożenia dzieci wcale nie są najbezpieczniejszym z możliwych rozwiązań. Na koniec autorzy “Freakomanii” przedstawiają badania profesora ekonomii Keitha Chena z Yale nad kapucynkami. Okazuje się, że te niewielkie małpki są w stanie zrozumieć i posługiwać się ekwiwalentami pieniędzy, więcej – szybko uczą się hazardu, praw podaży i popytu a także zaczynają się prostytuować. Prawa ekonomii wydają się więc obowiązywać także poza granicami społeczności ludzkiej.

Książkę “Superfreakonomia” opublikowało wydawnictwo Znak. (PAP)

aszw/ ls/