Przemijanie

Przemijanie

Przed Wielkim Wybuchem
nie było czasu.

Rozważania genialnych
filozofów w starożytności,  rewolucja
Newtona, przełomowe odkrycia Einsteina i współczesnych uczonych stale
wzbogacają naszą wiedzę. Mimo rozwoju, dążeniu ku nieznanemu,
nieustannie mamy świadomość przemijania.

Od momentu, gdy skumulowana
energia eksplodowała, kiedy pojawiła się materia, pojawił się
czas i zegar zaczął tykać wyznaczając granice życiu.

Oglądając doskonałą
wizję ulotności ludzkiego życia długo wpatrywałem się
w ulubioną, złotą kolorystykę Klimta. Jego obraz Trzy etapy
życia kobiety nie pozwala oderwać wzroku.

To na prawdę tak
jest i tak będzie. Razem z mijającymi latami coraz bardziej przemawia
do zmysłów rzeczywistość.  Narodziny,
macierzyństwo, starość – nieuchronność, upływ
czasu, zmęczenie, strach i wiele innych skojarzeń.

Wpatrzcie się w tą
radość i w ten smutek zarazem. Tak wygląda przeciętność,
normalność, szara rzeczywistość. Tak wygląda życie
kobiety, ale męskie nie jest inne. Po prostu ładniej wyrazić, to
pięknymi kształtami.

Nasze życie jest
długie. Nasze życie jest krótkie. Oba stwierdzenia są właściwe,
ale czym bardziej oddalamy się od narodzin tym bliższe jest to drugie
stwierdzenie. Tym wyraźniej dostrzegamy popełnione w przeszłości
błędy,  których nie da się
uniknąć. Tym chętniej wchodzimy w buty cioci/wujka Dobra Rada i niezależnie
od oczekiwań naszego otoczenia próbujemy „nieść kaganek oświaty”.
To przelewanie własnych doświadczeń rozpoczyna się w momencie
narodzin naszych dzieci. Nieporadność i bezgraniczne zaufanie opiera się
całkowicie na naszej mądrości. Naszym zadaniem jest wprowadzić
nowy byt w samodzielność.  Często
jednak zapominamy o wzorcach. Uczyć, pilnować, troszczyć się
to jedno, ale być wzorem i autorytetem, to zupełnie inne zadanie. Niedostrzegalne
jest nasze zachowania, które przylega do nas jak koszula. Godzimy się z nim,
akceptujemy je, a gdy jest to konieczne,  tłumaczymy,
bronimy, usprawiedliwiamy. Nasze zachowania są jednak dostrzegane, obserwowane
i oceniane. Często pragnienie bycia wzorem pozostaje jedynie pragnieniem, gdyż
otoczenie ocenia negatywnie nasze wybory.

Ocena otoczenia jest jednak
czymś zupełnie innym aniżeli ocena dziecka, które jest kłębkiem
emocji i ostrożnego poruszania się po nieznanym labiryncie życia.
Dotknięcie, zranienie serca dziecka jest łatwe. Nieświadoma decyzja,
egoistyczny wybór przyjemności natychmiast zostanie zarejestrowany przez barometr
uczuć dziecka. Jestem głęboko przekonany, że już od najmłodszych
lat mamy w sobie podświadomą umiejętność rozróżniania
wskazówek dobrych od egoistycznych. Kiedy matka lub ojciec 
zabrania swojej pociesze jeść dużo słodyczy, oglądać
zbyt dużo programów telewizyjnych lub karci za niewłaściwe zachowanie,
to dziecko przyjmie to z buntem, ale i ze zrozumieniem, które ten bunt może
zneutralizować. W myśl zasady – nie ma co się stawiać,
bo  ma rację. Kiedy jednak rodzice
zabraniają określonych zachowań a sami się do nich nie stosują,
kiedy karcą za wulgaryzmy, których używają, to ta wewnętrzna
mądrość dziecka buntuje się nie znajdując pozytywnego oparcia.

Współczesność
przyniosła nam wraz ze swoim rozwojem kolejne zagrożenie – swoboda
obyczajów. Jeszcze nie tak dawno zhierarchizowany świat ustalał porządek
rzeczy. Warstwy społeczne, rozwijane przez pokolenia sposoby zachowań,
wzajemnych relacji, silny wpływ państwa i kościoła na społeczeństwo
trzymały w karbach lub co najmniej ograniczały zachowania ponadnormatywne.
Obecnie jesteśmy w okresie gwałtownego rozwoju cywilizacyjnego. Dostępność
informacji, łatwość komunikacji i przemieszczania się spowodowały,
że czas jakby szybciej zaczął płynąć. Wokół nas
więcej się dzieje a obrazy coraz szybciej migają przed naszą
świadomością. Rejestrujemy je, zapamiętujemy, ignorujemy w błędnym
kołowrocie. Trudno się nauczyć tej nowej rzeczywistości. Jest
inna, nieokiełznana, swobodna, szybka – jak to się mówi niusowa
(news).

Wraz z tą zmiana
tempa wyzbywamy się wielu zahamowań, które stanowiły zwyczajowo hamulce
awaryjne.  W konsekwencji podstawowy
cel naszego życia, czyli prokreacja otoczona celebrowanym woalem życia
rodzinnego ogranicza się coraz częściej jedynie do zachowania gatunku.

Rodzina stała się
słaba. Podlega erozji zachowań i decyzji. Rodzina rozpada się i o
ile świadomi dorośli posiadając jakiś bagaż doświadczeń
wytrzymują emocje rozstania, to atawistyczna mądrość dziecka
nie potrafi tego okiełznać i ocenić.

Ojciec porzucający
swoja rodzinę, gnający za mirażem stworzonym przez oksytocynę
tworzy naprężenia w świadomości opuszczonych dzieci, którym
nie poświęci już tyle czasu, co jeszcze przed chwilą. Ciężar,
podwójny ciężar odpowiedzialności spada wówczas na matkę. Jak
jednak być autorytetem, autorytetem za dwoje, gdy ”ja także chcę
żyć”. To egoistyczne podejście dziecko wyczuwa natychmiast.
Nie jest to zachowanie oceniane. Ono jest rejestrowane i staje się tłem
na dalsze życie.

Jak stać się
dorosłym, który także chciałby być wzorem dla swoich dzieci?
Czy będzie to łatwe, jeżeli przeżycia z dzieciństwa nie
mają czystej barwy?

Na pewno nie jest to łatwe.
Wymaga to wielu wyrzeczeń i odpowiedzialności a wygra ten, kto pierwszy
zapomni o sobie.

W którym kierunku zmierzamy?
Czy uda nam się wrócić na właściwy tor? A może pulsujący
wszechświat zmierza już w stronę, w której nie ma czasu?

 

AB 2010.02.20