Pożegnanie Augustyna Barana

Pożegnanie Augustyna Barana

Największą miłością Guścia była Galicja. Malownicza dolina, którą wypełniają Izdebki jest  miejscem wyjątkowym. Równie niepowtarzalnym jak piękni są jej mieszkańcy.

Augustyn czytał, słuchał i notował. Surowe warunki życia i pragnienie wprowadzania zmian rozwijało w nim wrażliwość społeczną. W roku 1968 był świadkiem wydarzeń marcowych, bo studiował historię na Uniwersytecie Warszawskim.  

Po zakończeniu nauki wrócił do Izdebek, by wskazywać najlepsze ścieżki życia dzieciom, jako nauczyciel w tutejszej szkole podstawowej.
Augustyn czytając, wsłuchiwał się w historie przekazywane przez tutejszych mieszkańców. Pogórze Dynowskie pełne jest opowieści codziennych, tak jak zwykłe i z pozoru nieciekawe jest ich życie. Potrafił on jednak dostrzec w tej powszedniości walory wyjątkowe i zamykał je w swoich licznych opowiadaniach, felietonach i książkach.  Prezentował również przekazy silne swoim wyrazem. Wydobywał od sąsiadów, przyjaciół, napotkanych ludzi wiedzę o czarownicach, magach, ludowych autorytetach i miejscowych wydarzeniach. Niejedna migawka z codziennego życia tych terenów zostałaby zapomniana, gdyby nie wytrwałość Augustyna Barana.

Przez lata byłem jego cichym wielbicielem i był moim Mistrzem. Dorastający Kamilek, krew z krwi, bo to syn Siostry Guścia z każdym rokiem i z każdymi wakacjami w Izdebkach, na coraz dłużej zamykał się z książkami Wujka. Kamil, dziecko miasta, został oczarowany opowiadaniami Augustyna, aż dotarł do „Tau  tau”.  Ten zbiór opowiadań splecionych ze sobą wspólnymi wątkami ludzkich losów, jest jak historia jednego dnia.  Augustyn pisał być może, aby wyrzeźbić przez lata ten cykl opowieści. Przy każdym spotkaniu rozmawialiśmy o „Tau tau”. Guścio z troską o czytelność przekazu, dyskutował zawzięcie o swoim pomyśle, o swoim dziele z wszystkimi przyjaciółmi.

Zawsze, jak przed laty z babcią Marychną na Hucznej, przy dymku papierosa szlifował myśli, by nie tracąc swojej wyrazistości zachowywały czytelność. Stąd zapewne bezpośredniość, dosadność i bezkompromisowość, które jednych cieszyły a innych oburzały.  Ta szczerość była przejawem uczciwości, tak jak ją widział. Augustyn był uczynny i życzliwy, i wielokrotnie  interweniował w zwykłych ludzkich sprawach a to jak wiadomo nie zawsze było odbierane z poklaskiem.

Jednak jego postawa zjednywała coraz szersze grono Przyjaciół, wśród których przede wszystkim należy wymienić Monikę Sznajderman, Andrzeja Stasiuka, Janusza Szubera.

Augustyn od kilku lat ciężko chorował i przerwał pisanie. Byłem przy nim kiedy cierpienie dopadło Go niespodziewanie i nie chcieli go, ani na Górze, ani na Dole. Ze smutkiem obserwowałem jak rozsypało się Jego abecadło, ale uśmiechał się nadal pięknie. Mimo to Przyjaciele go nie opuścili i pełni troski służyli mu wytrwale pomocą i nadzieją. Koniecznie trzeba wspomnieć o opiekunach, o tych którzy niemal codziennie, od początku byli przy łóżku Guścia, o Jasi i Januszu Czopor.

Augustyn zmarł  21 lipca 2010 roku. Nie cierpiał, bo przekroczył smugę cienia szybko i w ten sposób wypełnił się Jego scenariusz.
Na Wzgórze Wiecznego Milczenia odprowadzimy Go w najbliższy wtorek 27 lipca 2010 o godz. 10.00.
Jeżeli masz czas i godzina jeszcze nie minęła, przyjdź. Odprowadzimy Guścia tam skąd będzie miał doskonałe miejsce do dalszych obserwacji. Odprowadzimy pisarza, człowieka skromnego, choć niepokornego, cichego, ale pewny jestem, że przyniesie jeszcze niejedną niespodziankę.

AB 2010.07.23

http://pl.wikipedia.org/wiki/Monika_Sznajderman
http://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Stasiuk
http://pl.wikipedia.org/wiki/Janusz_Szuber
http://pl.wikipedia.org/wiki/Augustyn_Baran

Dobre słowo Andrzeja Stasiuka o Guściu w Tygodniku Powszechnym. Przeczytaj – http://tygodnik.onet.pl/33,0,11016,gustek,artykul.html

Autobiografię Augustyna poznacie w doskonałym felietonie

http://wwww.polskiemuzy.pl/Oferta.aspx?mas=96&kat=159&page=1&id=PKL004