Pocztówka ze Świrzu

Pocztówka ze Świrzu

Wjeżdżamy do małego miasteczka położonego na południowy zachód od Lwowa. Dziś liczy zaledwie tysiąc mieszkańców choć przed II wojną światową było ich tutaj dwa razy więcej. Mijamy tablicę z napisem Świrz, docieramy do centrum i… po prawej stronie naszym oczom ukazuje się jeden z najpiękniejszych widoków w okolicy Lwowa. Nad zarośniętym rzęsą stawem majestatycznie wznosi się okazały, choć widać, że nadszarpnięty zębem czasu zamek. W oddali majaczy rzeka. To Świrz, dopływ Dunaju.

Zamek i gęsi
Zaglądamy do przedwojennego przewodnika i czytamy: „Na zachód 10 km od Przemyślan miasteczko Świrz. Na stromym wzgórzu po stronie północno-wschodniej miasteczka wznosi się malowniczo ZAMEK … jest on zamieszkały i należy do hr. Lamezan – Salins. Jest to właściwie obronny pałac w formie nieregularnego czworoboku, złożony z zabudowań grupujących się około dwóch dziedzińców. Na szczególną uwagę zasługuje front z bramą wjazdowa w środku i dwiema basztami po rogach… Do zamku przytyka piękny park …Zamek można zwiedzać za zezwoleniem właściciela…”.

I prawie wszystko się zgadza. Tylko, że zamek nie jest dziś zamieszkały, że przepiękny park jest zarośnięty, że nie mamy szczęścia i do środka nie wejdziemy. Ponoć zamek zwiedzać można, za symbolicznego dolara wkładanego do ręki pilnującemu go cieciowi. Ale dziś niedziela. Zamek zamknięty na cztery spusty, a cieć ubrany w garnitur powędrował do cerkwi stojącej naprzeciwko długiej drogi prowadzącej do zamku.

Parkujemy przed bramą, z dziwną, zawsze zamkniętą, niewysoką furtką, przez która nie trudno przeskoczyć. Po wgnieceniach poznajemy, że nie jesteśmy pierwszymi, którzy w ten sposób usiłują dostać się na teren zamku. Tuż za bramą pasą się gęsi nic nie robiąc sobie z naszego niespodziewanego towarzystwa. Dalej wita nas zwodzony most nad zarośniętą fosą i żelazna, zamknięta brama. Przez kraty zaglądamy na przepiękny dziedziniec i ruszamy na spacer dookoła tej majestatycznej budowli próbując wyobrazić sobie czasy jej świetności.

A wszystko zaczęło się w roku 1427, w którym to niewielką wieś położoną nad rzeką Świrz odwiedził król Władysław II Jagiełło. Wizytę odnotował kronikarz tym samym powołując do życia na kratach historii Świrz, który już wtedy stanowił gniazdo rodowe Świrskich (nie trudno się domyślić, że stąd nazwa). Jagiełło z pewnością gościł w niewielkim zameczku, który sto lat później zamienił się w potężny zamek.

Kościół, który stał się cerkwią

Zanim to jednak nastąpiło, w roku 1484 Andrzej i Marcin Świrscy założyli w Świrzu parafię katolicką i wybudowali kościół, wówczas zapewne drewniany. Murowana budowla stanęła tu w roku 1561 na życzenie Andrzeja Świrskiego, wojskiego trembowelskiego i stoi tu do dziś, choć różne były jej losy. Kościół przebudowywany był w wieku XVII i XVIII. Po II wojnie światowej zamieniony został w magazyn. Jego wyposażenie spalili uczniowie szkoły dla traktorzystów, która mieściła się w zamku. W 1995 roku ponownie zaczął pełnić swoje sakralne funkcje, jednak już jako cerkiew grekokatolicka, choć nie obyło się bez protestów ze strony wyznawców rzymskokatolickich.

Kościół pw. Św. Trójcy i Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny to budowla na planie krzyża z nawą w kształcie prostokąta, do której przylegają równe wysokością kaplice boczne i pięcioboczne prezbiterium z zakrystią. Gdy podniesiemy głowę do góry, na sklepieniu dojrzymy manierystyczne stiuki z herbami Szałwa, Odrowąż, Prus III i Jastrzębie. Na zewnątrz dojrzymy zaś herb Przerowa ozdobiony motywami roślinnymi oraz inicjałami, za którymi kryje się postać Aleksandra Cetnera (1641-51) kolejnego dobrodzieja tej świątyni. Wspomniani uczniowie ze szkoły dla traktorzystów jeszcze w latach 50. XX na jednej ze ścian dojrzeć mogli częściowo ukryty pod tynkiem oryginalny fresk. Przedstawiał nagą modlącą się kobietę o długich czarnych włosach na tle panoramy starego Świrza. Odkrył ją lwowski krajoznawca J. Groński podejrzewając, że obraz mógł przedstawiać św. Marię Egipcjankę. Nie wiadomo jednak, co się z tym freskiem dalej stało.

Na szczęście nie wszystkie dobra padły ofiarą traktorzystów. W 1945 roku miejscowy ksiądz wywiózł z kościoła obraz Matki Boskiej malowany na blasze i okryty srebrną suknią. Obecnie znajduje się on w kościele w Gierałtowie na Dolnym Śląsku. Kolejnego ciekawego odkrycia dokonano tu w 1996 roku znajdując w podziemiach płytę nagrobną Gabriela Świrskiego, syna fundatora kościoła. Gabriel zasłużył się dla kultury polskiej tłumacząc „Gerorgiki” Wrgiliusza i stał się najbardziej znanym przedstawicielem tego rodu. Płyta została wydobyta na światło dzienne, przez kilka lat poniewierała się po podwórku wówczas już cerkwi, aby ostatecznie zostać wmurowaną w jej środku.

We władaniu Cetnerów
Wróćmy jednak na zamek, wówczas jeszcze niewielki. Nie ominęło go Powstanie Chmielnickiego. Został poważnie uszkodzony w 1648 roku. W sierpniu roku następnego (1649) w bitwie pod Zborowem, jaka rozegrała się między Kozakami a Lachami (jak o Polakach mówili Kozacy) poległ rotmistrz Paweł Świrski ze Świrza, ostatni potomek roku. Dobra Świrskich (a obok Świrza należała do nich także wieś Romanów) trafiły w ręce rodziny Cetnerów herbu Przerowa, rodu zasłużonego zwłaszcza dla Kresów Wschodnich Rzeczpospolitej. Kasztelan halicki Aleksander Cetner od razu zabrał się do rozbudowy swojej nowej posiadłości. Do pracy wynajął architekta ze Lwowa – Pawła Grodzickiego. Artysta miał już doświadczenie w podobnych pracach, to spod jego ręki wyszedł królewski arsenał we Lwowie. Nic dziwnego, wszak ze swym bratem Krzysztofem należał on do najlepszych artylerzystów Władysława IV. W Świrzu zaprojektował imponujący pałac o charakterze obronny utrzymany w renesansowo-barokowym stylu.

Budowla otoczona została fosą. Do zamku prowadził zwodzony most. Paradny dziedziniec otaczały skrzydła mieszkalne. Gości witać można było z niewielkiego tarasu, na który prowadziły schodki. Stajnie, pomieszczenia dla służby, kuchnia znajdowały się na niższym poziomie z własnym dziedzińcem, na który prowadził osobny wjazd przez bramę boczną. Na jego środku stała ogromna studnia. Zanim jednak goście dotarli do środka budowli, ich oczom ukazywała się wspaniale ozdobiona fasada, którą z dwóch stron zamykały baszty, po środku zaś górowała nad nimi baszta bramna pokryta łamanym dachem. Andrzej Cetner postanowił sprawić żonie miły prezent i na zewnętrznej ścianie jednej z baszt kazał umieścić kamienną płaskorzeźbę gryfa- godło herbu Gryf Katarzyny z Leśniewskich, ukochanej małżonki kasztelana halickiego. Główną bramę zdobiły barokowe portale ujęte w pilastry i zwieńczone frontonem. Nieco mniej okazale prezentowała się brama prowadząca na gospodarczy dziedziniec, co jednak nie znaczy, że była pozbawiona ozdób. Ci, którzy patrzyli na zamek z boku podziwiać mogli renesansowe zdobienia okien, niektóre wzbogacone o roślinną ornamentykę. Tak zaprojektowany zamek musiał robić niemałe wrażenie. Zachwyca do dziś, choć nie jest w idealnym stanie.

Czasy, w jakich przyszło Cetnerom stawiać budowlę nie należały do spokojnych. W 1672 roku zamek został zdobyty przez Turków, jednak szybko go naprawiono i już trzy lata później wytrzymał kolejne Tureckie oblężenie ukrywając w swoich murach załogę, która zbiegła z zamku w Pomorzanach. Pozostał w nienaruszonym stanie do roku 1914, kiedy to spłonął wraz z całym miasteczkiem podpalony przez wojska rosyjskie. Za jego odbudowę zabrano się w roku 1920. Trwała sześć lat.

Z rąk do rąk

Cetnerowie sprzedali posiadłość dopiero w latach 20. XIX w. W ciągu następnych kilkudziesięciu lat bardzo często zmieniała ona właścicieli. Przez historię zamku przewinęły się takie nazwiska jak: Sierakowscy, Pierzchały, Starczewscy, Ilasiewicze, Czaykowscy, Tustanowscy i Krzeczunowicze. Na przełomie wieków XIX i XX zamek kupiła Irena z Wolańskich Pinińska, która po śmierci pierwszego męża poślubiła hrabiego Roberta Lamezana-Salinsa (1869-1930), z pochodzenia Lotaryńczyka, z urodzenia Austriaka, z duszy Polaka. Całkowicie spolonizowany hrabia został generałem najpierw w armii austriackiej, potem w Wojsku Polskim. Jako człowiek światły w latach 1907-1914 odrestaurował rezydencję i udostępniał ją zwiedzającym. To właśnie o nim mowa jest w cytowanym na wstępie przewodniku.

Ostatnią właścicielką zamku była córka hrabiego, także Irena, która w roku 1930 poślubiła hrabiego Tadeusza Komorowskiego (1895-1966), późniejszego generała „Bora”, komendanta Armii Krajowej w okresie Powstania Warszawskiego. Hrabia Tadeusz znakomicie czuł się w przedwojennym Świrzu, poważnie nawet zastanawiał się czy nie porzucić służby wojskowej i poświęcić się gospodarowaniu. Wojna pokrzyżowała te plany. Wyjechał, aby bronić ojczyzny. Do Świrza już nie powrócił.

Wojenne i powojenne losy Świrza

Wojna zresztą nie ominęła i tego miasteczka. 4 stycznia 1944 roku Komorowski wydał rozkaz do rozpoczęcia akcji „Burza” zorganizowanej przez Armię Krajową przeciwko wojskom niemieckim na terenach Kresów Wschodnich. Jedna z nielicznych bitew jaka rozegrała się poza granicami Lwowa miała miejsce właśnie w Świrzu. 18 lipca 1944 roku kompania kpt. „Procha” (Fryderyka Stauba) zaatakowała niemieckie tabory wycofujące się do Lwowa. Po krótkiej walce zginęli prawie wszyscy Niemcy, zdobyto kilka wozów ze sprzętem i amunicją. Następnego dnia AK-owcy wraz z mieszkańcami miasteczka powitali wkraczające tu wojska radzieckie. W kolejnych dniach w rejon Świrza dotarły silne oddziały niemieckie i na polecenie dowództwa Armii Czerwonej kpt. „Proch” podjął się obrony miasteczka. Pierwsza walka rozegrana 20 lipca zakończyła się sukcesem, niestety następnego dnia wieczorem Niemcy sprowadzili silniejsze oddziały i kpt. „Proch” musiał się wycofać.

Po II wojnie światowej większość mieszkańców wyjechała do Polski, a Świrz stał się zwykłą wsią liczącą nie więcej niż tysiąc mieszkańców. Zamek zaś przeszedł w ręce państwowe. I miał sporo szczęścia. Podczas gdy inne tego typu budowle na Podolu zamieniano na składy maszyn rolniczych, szkoły gospodarcze i magazyny, Świrz ze względu na swój malowniczy charakter został oddany wytwórni filmowej. To tutaj powstała m.in. radziecka wersja „Trzech muszkieterów”, zamek „zagrał” rezydencję Ludwika XII. Od 1975 roku trwa jego renowacja, choć jej postępy trudno zauważyć. Planowano tu zorganizować m.in. dom wczasowy stowarzyszenia architektów, ale do dziś ta sprawa nie została rozwiązana. Przede wszystkim dlatego, że obecnie status prawny zamku nie jest unormowany. Co nie przeszkadza turystom, takim jak my zachwycać się jego wspaniałym widokiem i bogatą historią.

Paulina Sygnatowicz, 25.09.2009

Źródła:
Maciuk Orest, „Zamki i twierdze Ukrainy Zachodniej”, Lwów 2008.
Rąkowski Grzegorz, „Przewodnik po Ukrainie Zachodniej, cz. III Ziemia Lwowska” , Pruszków 2007.