Miłość niejedno ma imię . . .

Miłość niejedno ma imię . . .

Podczas rytualnej kąpieli w wannie pomyślało mi się dzisiaj o miłości.
Tak ni stąd, ni zowąd. Właśnie o miłości. Tyle o niej słyszymy tu i ówdzie.
Przeróżne są jej definicje. Zasadniczym znaczeniem miłości jest kochanie kogoś lub czegoś.
Wiemy, że miłość niejedno ma imię. Można ją przyrównać do kwiatów.
Ma ona swój unikalny zapach i smak niepowtarzalny. Nie jest to łatwy temat, bo niewyczerpalny jak pokłady w kopalni, które starczają na długo, ale tak jak one,
ma swój kres. Miłość bywa jak motyl delikatna i jak wulkan niebezpieczna.
Jest jak bezcenny kamień darowany komuś za nic. Bo miłość nie może być interesowna.
Gdy mowa o biznesie, nie ma miłości. Najbardziej bezinteresowną jest Miłość Boża.
W naszej ludzkiej miłości są cienie wyrachowania, choć nie zawsze.
Zdarza się, że kochamy z podtekstem . Myślimy – kocham, to może i mnie ta osoba pokocha… A z tym, jak ze wszystkim innym, różnie bywa.
Czy można nauczyć się miłości? Czy ktoś słyszał o szkole uczuć?
Można pewne rzeczy podpowiedzieć, ale wykrzesać miłość na zawołanie, gdy serce zimne jak lód, to już wątpliwa sprawa. Bo jak wymusić, nakazać komuś, by nas kochał?
Nie da się tego osiągnąć. Ktoś może udawać miłość, wtedy jednak wszystko jest jasne –
nie ma miłości, jest tylko jej atrapa, a nie o to, w tym idzie… Jak pięknie poeci i literaci piszą
o niej… Tak pięknie, że zdaje się , że to słowik swe trele dla słowikowej wygrywa.
Erotyki, liryki, poezja miłosna wyrażają to, co jest niemal w każdym z nas.
Można być chorym z miłości, dlatego że jest, albo można być chorym, że jej nie ma.
Niektórzy latami odczuwają głód miłości. Niespełnieni, pozbawieni jej, wpadają w różne uzależnienia, szukając dróg zastępczych. Czyste serce kocha pięknie.
Pragnie ofiarować to, co najpiękniejsze.

Nie wiem, dlaczego współczesne media zniekształcają obraz miłości i zachęcają do niewłaściwych postaw. Czy nie lubimy patrzeć na ludzi, którzy czule objęci, zdają się niczego nie zauważać poza miłością? Czule objęci tak, ale nie ostentacyjnie całujący się na przejściu dla pieszych czy w innym miejscu publicznym… W okresie późnego średniowiecza trubadurzy stworzyli swoistą doktrynę miłości dwornej. Była to miłość pojmowana jako służba, adoracja, wybranej kobiecie. Chyba stąd wzięło się to, że my kobiety jesteśmy łase na taki szacunek – ucałowanie dłoni, podawanie płaszcza, pierwszeństwo przy wchodzeniu do pomieszczenia, noszenie zakupów, walizek, wyręczanie w trudnej pracy, służenie „ramieniem”, troska, lekkie nadskakiwanie, umizgi, kwiatki, suweniry i takie tam niebagatelne drobiazgi… Przyznaję, mnie jako kobiecie nie jest to obojętne.
Kiedy te detale zanikają , kończy się miłość . Dla dobra zainteresowanych, powinien ten „trubaduryzm” trwać jak najdłużej. Słowo. Gest. Nastrój.
Zauważcie, coraz mniej dwornych mężczyzn, w dodatku we wszystkich dziedzinach nawołuje się do partnerstwa, w miłości także. Prawdopodobnie jestem staroświecka, że tak myślę o miłości, ale dobrze mi z tym. Niech miłość zachowa swą tajemniczość i romantyzm w blasku świec i odbije się w migocących kropelkach szampana…
Epoka renesansu promuje miłość bardziej ziemską i zmysłową. Liczą się nie tylko wartości ducha, ważne stało się też ciało. Casanova i Lawelace. Francesco Petrarka tak pisał –

„Jeśli to miłość, cóż ja czuję?
A jeśli miłość – cóż to takiego?
Jeśli rzecz dobra – skąd gorycz, co truje?
Gdy zła – skąd słodycz cierpienia każdego?”


Nawet wielki poeta miał problemy z jednoznacznym określeniem miłości, bo jej nie daje się umieścić w ramy. W XVIII krążyło przekonanie, że kobieta kocha bardziej głową niż sercem.
To i teraz są takie kobiety… Jak było w okresie romantyzmu? Adam Mickiewicz, jak i inni poeci tego okresu, wyraża miłość tragiczną i wzniosłą , a kobietę nazywa – „puchem marnym”. Kobieta stała się przedmiotem uwielbienia, a miłość do niej, była wyrazem wzajemnie wykluczających się uczuć. Szczególne jest oblicze miłości z nurtu rewolucyjnego, odsyłam do Wł. Majakowskiego – „List z Paryża”.

Niepotrzebnie się za tych poetów zabrałam… Tekst będzie przydługi, a jeszcze tyle mam do powiedzenia w tej materii…
Jan Lechoń, Julian Tuwim, Leopold Staff, K. Il. Gałczyński – każdy z ich inaczej pisał
o miłości, a jednak wszystkie te utwory wieńczy jedno – akceptacja szczęścia i cierpienia, jakie niesie ze sobą miłość.
Podczas rozdawania świadectw maturalnych dostałam jako nagrodę książkę napisaną przez Pierre La Murre – „Miłość niejedno ma imię”.
Jest to opowieść o Feliksie Mendelssohnie i jego miłościach. Pamiętam, że jako siedemnastolatka rozważałam każde słowo pisarza i zastanawiałam się nad wymową tytułu.
Obecnie wiem na pewno, że miłość ma niejedno imię …
Zapamiętaj – jeśli nie kochasz, jesteś nikim.
Takie i podobne myśli znajdziesz w moim bloogu – krystynar.bloog.pl
Dodam jeszcze – jeśli unikasz miłości jesteś jak posiłek bez napoju…
Martwi mnie, że teraz profanuje się miłość i że schodzi ona do podziemia, gdzie już przestaje być miłością, a staje się zezwierzęceniem…

Krystyna Jadamska – Rozkrut 2010.01.09