Leopold Gottlieb – malarz pogrążonych w zadumie twarzy _oraz smukłych, pochłoniętych pracą postaci

Leopold Gottlieb – malarz pogrążonych w zadumie twarzy _oraz smukłych, pochłoniętych pracą postaci

Leopold Gottlieb to najmłodszy brat znanego dziewiętnastowiecznego artysty – Maurycego Gottlieba. Jego twórczość charakteryzuje się zastosowaniem wąskiej gamy kolorów, która niekiedy ogranicza się jedynie do odcieni bieli i szarości lub brązów przechodzących w popiele. Zakres tematyczny obrazów Leopolda Gottlieba również nie jest zbytnio zróżnicowany – jego dzieła przedstawiają głównie wizerunki twarzy, sylwetki pogrążonych w pracy postaci, ludzi wtopionych w krajobrazy opustoszałych miast oraz epizody wojenne.
Leopold Gottlieb przyszedł na świat w 1879 roku w Drohobyczu. Edukację artystyczną rozpoczął on w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, gdzie doskonalił swój warsztat korzystając z rad Jacka Malczewskiego i Teodora Axentowicza. W 1902 roku artysta zakończył naukę w akademii i kontynuował edukację w monachijskiej pracowni Antona Azbego. W 1904 roku Leopold Gottlieb przeniósł się na stałe do Paryża, a rok później zainicjował powstanie krakowskiej Grupy Pięciu, z której członkami wystawiał swe prace. Oprócz Gottlieba grupę tworzyli: Jan Rembowski, Witold Wojtkiewicz, Mieczysław Jakimowicz oraz Vlastimil Hofman. Około 1910 roku artysta wykładał malarstwo w jerozolimskiej szkole, w tym czasie często prezentował także swoje dzieła szerszej publiczności. Leopold Gottlieb brał również udział w wystawach organizowanych przez Ekspresjonistów Polskich, które odbywały się w latach 1917-1919. Malarz był znany i ceniony w paryskim środowisku artystycznym, cieszył się też świetną opinią krytyki, a w szczególności Salmona i Baslera, którzy z powodzeniem wypromowali jego twórczość. Publiczność miała okazję podziwiać dzieła artysty nie tylko na Salonach paryskich, ale również na wiedeńskich wystawach Secesji oraz ekspozycji sztuki polskiej w Barcelonie.
Międzynarodowa sława nie sprawiła jednak, że Leopold Gottlieb wyzbył się patriotycznych uczuć, czego dowodem był jego udział w walkach toczonych podczas I wojny światowej. Artysta wstąpił w szeregi Legionów Polskich, którymi dowodził Józef Piłsudski. Wszystkie jego wrażenia oraz wspomnienia z tego okresu zostały upamiętnione za sprawą licznych rysunków i litografii, zaprezentowanym w 1917 roku na Wystawie Legionów Polskich. Po wojnie Leopold Gottlieb postanowił pozostać w Polsce, nie trwało to jednak długo, gdyż niebawem przeniósł się on do Wiednia, a stamtąd do Niemiec. Ostatecznie w 1926 roku artysta powrócił do Paryża, gdzie zmarł w 1934 roku.
Leopold Gottlieb tworzył początkowo portrety, w których pobrzmiewały echa dekadenckiego pesymizmu i apatii. Malowane przez niego postaci mają zwykle opuszczone powieki i wzrok obojętnie skierowany ku dołowi. Niekiedy nawet trudno jednoznacznie określić, jakiego koloru są tęczówki danej osoby, gdyż przymknięte powieki oraz rozmazane i, chciałoby się powiedzieć „łzawe” oczy są ledwo widoczne na stężałej w smutku twarzy (np. „Portret Leny”). Innym razem punkciki źrenic są wbite w przestrzeń i w połączeniu z wąską linią ust oraz charakterystyczną pozycją modela jeszcze bardziej pogłębiają wrażenie przytłoczenia przedstawianej postaci (np. „Portret doktora Kupczyka”, „Portret pani Gruszczyńskiej”). Portrety te są zwykle utrzymane w jasnej gamie kolorystycznej, zdominowanej przez różne odcienie bieli i szarości. Początkowy okres twórczości Leopolda Gottlieba zaowocował również obrazami, które wyobrażają rozległe pejzaże oraz przygnębiające widoki opuszczonych miast wraz z ich nielicznymi mieszkańcami.
W latach późniejszych artysta zmienił i zróżnicował swoją paletę barw – kolory jasne zastąpił brązami przechodzącymi niekiedy w beże i ciemne odcienie zieleni. Również tematyka jego obrazów uległa zmianie – malarza interesować zaczęły przede wszystkim motywy biblijne, czego przykładem są dzieła o takich tytułach, jak: „Ostatnia Wieczerza” oraz „Chrystus jako żebrak”.
Obrazy pochodzące z lat dwudziestych dwudziestego wieku ukazują najczęściej smukłe postaci uchwycone podczas pracy lub posiłku. Ich nieco taneczne gesty oraz wyraźnie wystylizowane sylwetki kojarzą się z wykonywaniem rytualnych czynności, z tajemniczym obrzędem, który niewiele ma wspólnego z codziennością. I tak jest w istocie, gdyż obrazy zatytułowane „Zbieracze plonów” oraz „Żniwa” stanowią pełną pesymizmu metaforę ludzkiej egzystencji. Po 1927 roku artysta jeszcze bardziej zawęził gamę kolorystyczną i zaczął posługiwać się niemal wyłącznie kilkoma barwami podstawowymi, błękitami, różami oraz odcieniami bieli. Malowane przez niego postaci stały się jeszcze bardziej odrealnione, a ich pozbawione wyraźnych zarysów sylwetki zlewały się z bladawym tłem tworząc niemal jednorodną całość.

Nina Kinitz 30 grudnia 2008