Konstanty Ildefons Gałczyński

Konstanty Ildefons Gałczyński

Konstanty Ildefons Gałczyński urodził się 23 stycznia 1905 roku w Warszawie. O swoich nietypowych imionach pisał: “Pierwsze imię było cesarskie, drugie
niebiańskie”.
A jak było naprawdę? Konstanty miał na imię jego ojciec, a Ildefons zostało wzięte najprawdopodobniej z kalendarza, gdzie wpisano je pod
datą 23 stycznia.

Pochodził z rodziny drobnomieszczańskiej. Po wybuchu I wojny światowej jego rodzinę ewakuowano do Rosji, zamieszkali w Moskwie. To właśnie tam rozpoczął
naukę w Szkole Komitetu Polskiego. Kontynuował ją w gimnazjum Władysława Giżyckiego w Wierzbnie. Nie interesowały go typowe dla chłopców rozrywki: jazda na
nartach, pływanie czy gra w piłkę. Wolał czytać, wspaniale recytował, doskonale naśladował nauczycieli. Próbował nawet przekonywać swoich kolegów do czytania
lektur. Był pupilem profesora rysunków – Brejera. Często zdarzało się, że klasa rysowała zadaną martwą naturę, a Gałczyński robił ilustracje do znanych
bajek, fantazje na dowolne tematy, pisał poematy.

Po maturze wybrał filologię angielską oraz klasyczną we Warszawie. Legendarny stał się jego referat, który wygłosił w Kole Naukowym, na temat szkockiego
poety Morrisa Gordona, którego Gałczyński… sam wymyślił! Mówił o jego życiu, cytował wiersze, przytaczał fachową literaturę – wszystko było zmyślone.
Opiekun koła wykazał pobłażliwość dla jego żartu.

Jego debiut literacki w prasie miał miejsce w 1923 roku, związany był wtedy z grupą poetycką Kwadryga oraz pismami satyrycznymi i politycznymi stolicy,
należał wtedy do bohemy artystycznej, aktywnie uczestniczył w życiu artystycznym cynagerii, często nadawał ton tym spotkaniom. Zapamiętano wiele jego eskapad
i figli, które obrosły legendą i zostały utrwalone na kartach książki Zbigniewa Uniłowskiego pt. “Wspólny pokój”.

Chcąc rozwinąć swój talent aktorski, wstąpił do zespołu “Reduty”. Pomyślnie zdał egzaminy (na stu kandydatów przyjęto tylko dwudziestu ośmiu), jednak
szybko zrezygnował, gdyż nie odpowiadała mu niemal koszarowa dyscyplina panująca w szkole. Otrzymał powołanie do wojska i trafił do podchorążówki piechoty w
Berezie Kartuskiej. Udało mu się do perfekcji opanował ”sztukę wymigiwania się”. Gdy kolegów czekał kilku-dziesięciokilometrowy marsz w deszczu i śniegu, on
siedział w ciepłej świetlicy. Podał się za radiomechanika, miał zreperować radio, które wcześniej specjalnie zepsuł. Przed nocnymi alarmami meldował się w
izbie chorych. Potrafił wmówić przełożonemu, że tylko on może w Warszawie kupić kule “dla komendanckiego drylingu”. Na egzaminie zrobił z siebie zupełnego
głupka, nazywając karabin narzędziem szatana. Dzięki temu wkrótce zwolniono go do “cywila”.

Konstanty podobał się wielu kobietom – opisywano go, jako człowieka o żywych, nieco przygaszonych oczach i zmysłowych ustach. Jednak on sam zwrócił uwagę
dopiero na Natalię Awałow, przedstawioną mu w kawiarni “Ziemiańska”. Zachwycona jego recytacją wiersza Jasienina, przerwała mu w pół słowa. Na jego prośbę
nawet wstała i pozwoliła mu przyjrzeć się dokładniej. Gałczyński zupełnie nieoczekiwanie wyszedł. Przez następny tydzień czekał na Natalię w kawiarni, aż
wreszcie zdobył jej adres i zjawił się tam speszony i niepewny. Nazywał ją Rycerzykiem lub Żołnierzykiem. Chodzili ze sobą wszędzie razem. Ślub wzięli 1
czerwca 1930 w cerkwi na Pradze, całe przyjęcie było urządzone w bardzo skromny sposób. Ale jego żona wspominała: “To był czarodziejski ślub. Takiego
drugiego nie mogło być na świecie”.

Poeta z trudem zarabiał na utrzymanie rodziny. Pracował w Polskim Towarzystwie Emigracyjnym, a następnie w latach 1931 – 1933 przebywał w Berlinie na
stanowisku referenta kulturalnego Konsulatu Generalnego RP. Samowolnie wziął sobie urlop, by wyjechać z żoną do Holandii i Brukseli, skończyło się to
zwolnieniem z pracy i podjęciem desperackiej decyzji o trzymaniu rodziny jedynie dzięki pracy twórczej. Okazało się to naprawdę trudne, szczególnie wtedy,
gdy na świat przyszła niecierpliwie oczekiwana córka Kira. Czasami sytuację ratowała “spółka ekspresowo – zarobkowa Wojciech Wolak”. Pisywał tam powieść
o prostym chłopie, Wojciechu Wolaku.

Wraz z początkiem II wojny światowej został powołany do wojska, brał udział w kampanii wrześniowej. Trafił na kilka lat do jenieckiego stalagu. Podtrzymywała
go przy życiu tylko myśl o żonie i córeczce. Podczas okupacji jego wiersze ukazały się w drukowanych konspiracyjnie antologiach poezji “Werble
wolności”
i “Słowo prawdziwe”. Po wojnie przebywał w Brukseli i Paryżu. Po Polski powrócił w 1946 roku, a dwa lata później założył “Klub 13
Muz”
w Szczecinie. Współpracował z gazetami: Bluszcz, Prosto z mostu, Przekrój, Tygodnik Powszechny. Wraz z przyjaciółmi utworzył kabaret artystyczny
“Siedem Kotów”. Do każdego programu przygotowywali 6 lub 7 numerów, sam poeta również recytował. Kiedyś w czasie przedstawienia rozpłakał się dziecko.
Gałczyński przerwał, odczekał, aż malec uspokoi się, potem kłaniając się powiedział: “Dziękuję… Ja też się wzruszyłem”. Kabaret istniał tylko jeden
sezon, bowiem coraz więcej tekstów odrzucano, a pomysły poety uznawano za zbyt ryzykowne. Podobne przyjęcie spotkało też “Zieloną Gęś” drukowaną w
“Przekroju”.

Twórczość Gałczyńskiego różnie oceniano. Nazywano go skandalistą, zastanawiano się, czy jest on raczej wieszczem, czy może błaznem, pisano, że nie ma
szacunku dla czytelników, dla poezji, pisząc bzdury. Tomik “Wiersze” z 1946 roku rozpoczął bezwzględną krytykę Gałczyńskiego i jego działalności
twórczej. Na zjeździe Związku Literatów Polskich w 1950 roku Adam Ważyk określił warsztat poetycki Gałczyńskiego mianem “zdemolowanego kramiku
mieszczańskiego inteligenta”.
Sytuację na korzyść poety zmienił nieco jego udział w Warszawskim Kongresie Pokoju. Recytował tam wiersz wcześniej
odrzucony przez kilka pism literackich – “Przez świat idące wołanie”. Utwór ten został przyjęty z ogromnym aplauzem, publiczność była wzruszona.
Pozwolono Gałczyńskiemu drukować wiersze, urządzać wieczory autorskie i na nowo zaistnieć.

Do jego najważniejszych tomików poezji należą: Zaczarowana dorożka (1948), Ślubne obrączki (1949), Pieśni (1953). Był autor tłumaczenia
(a właściwie parafrazy) “Snu nocy letniej Szekspira” (1952) oraz “Ody do Radości” F. Schillera.

Ukojenie poeta znalazł w mazurskiej leśniczówce “Pranie” nad Jeziorem Nidzkim, gdzie dochodził do zdrowia po przebytym drugim zawale serca. Obecnie znajduje
się tam muzeum poświęcone jego pamięci, które zostało założone przez jego córkę. Tam napisał “Kronikę olsztyńską” i wspaniały cykl “Pieśni”.
Chciał pracować i poprosił żonę o herbatę. Gdy Natalia wróciła do pokoju, Gałczyński już nie żył. Miał wtedy zaledwie czterdzieści osiem lat. Urządzono mu
cichy i skromny pogrzeb. “Z dala od zasłużonych, z Bachem granym przez ucznia na skrzypcach. Z jednym odznaczeniem, jakie otrzymał – Krzyżem Kawalerskim
Orderu Odrodzenia Polski. Pośmiertnie”.

O artystycznych pogłosach twórczości Gałczyńskiego można napisać osobną książkę – tyle artystów inspirowało się jego twórczością i osobą. Do najbardziej
znanych należą: “Ballada o dwóch siostrach”, do której to tekst i muzykę napisał Kazik, “Ocalić od zapomnienia” śpiewana przez Marka Grechutę,
Grzegorz Turnau skomponował muzykę i zaśpiewał “Pompę” oraz “Płacz po Izoldzie”, kompozycje Syrewicza do wierszy Gałczyńskiego śpiewali Piotr
Fronczewski, Magda Umer i Daniel Olbrychski. Natomiast poeci często w swych wierszach powracali do życia i twórczości Gałczyńskiego. Świadczą o tym choćby
takie wiersze jak: “Pamięci K. I. Gałczyńskiego” Broniewskiego, “Konstantemu Ildefonsowi Gałczyńskiemu” Brzstowskiej, “Gałczyński”
Staffa, “Hołdy” Tuwima, “Na odejście poety” Różewicza czy “*** (chodzi poeta po domu)” Kamieńskiej. Od 1998 w Szczecinie organizowany
jest konkurs poetycki (biennale), na cześć poety nazywany jest Gałczynaliami, a we wrześniu 2007 powstała w Warszawie Fundacja Zielona Gęś imienia
Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. W Internecie działa oficjalna strona poety (http://www.kigalczynski.pl), na której można m.in. posłuchać oryginalnych
nagrań recytacji jego wierszy i znaleźć wiele ciekawych materiałów archiwalnych.

Jolanta Nowaczyk, 27 sierpnia 2009