Gdzieś na trasie Suwałki – Grodno…

Gdzieś na trasie Suwałki – Grodno…

Trasy już nie ma od dawna. Ale wiemy, gdzie była. Jedziemy do Kopciowa – po litewsku Kapčiamiestis, żeby odkryć stare ślady Polaków, którzy byli też Litwinami. Dzisiaj Kopciowo to mała mieścina położona tuż za granicą z Litwą

W Kopciowie jest cicho, jak makiem zasiał.
Kiedyś pewnie po rynku krążyły przekupki. Pewnie można było kupić mleko prosto od krowy i jaja prosto od kury. Dziś tylko jedna starsza kobieta rozłożyła używane ciuchy rozłożyła na masce starego samochodu. Czeka, aż ktoś kupi. Mimo że nie widać wokół żywej duszy. Pali papierosa i patrzy na nas z wyczekiwaniem w oczach. Nie, nie jesteśmy zainteresowani starymi dżinsami i sflaczałym kołem do pływania. Nie interesuje nas, kto chodził wcześniej w fioletowych botkach, które ściśle przywarły do maski czerwonego samochodu. Uśmiechamy się do pani i idziemy dalej.
Dziś nikt z mieszkańców już nie używa nazwy „Kopciowo”. Miejscowość oficjalnie nazywa się Kapčiamiestis. Leży dziesięć kilometrów od polskiej granicy, na terenie Litwy.
Z trudem spotkać można tu kogoś, kto mówi po polsku.

Pomiędzy granicami

Najbliższa droga z Suwałk do Grodna prowadzi przez Kopciowo. W połowie drogi stoją jednak wielkie czerwone szlabany pilnowane przez wielkich mężczyzn o groźnych twarzach. Na Białoruś nie można wjechać tak łatwo. Przed wojną trasa Suwałki-Grodno była trasą krajową. Dzisiaj byłaby międzynarodowa – polko-litewsko-białoruska. Poszatkowały ją linie graniczne.
Z Polski łatwo dostać się do Kapčiamiestis – po wejściu Polski i Litwy do strefy Schengen nie trzeba nawet paszportu. Granica z Białorusią pozostaje jednak szczelnie zamknięta. Trasa Suwałki – Kopciowo – Grodno przestała istnieć.
Nie ma jej od dawna, bo Wielki Brat wyznaczył po wojnie nowe szlaki komunikacyjne. Po upadku komunizmu popularne stały się polsko-litewskie przejścia w Ogrodnikach i Budzisku. O drodze Suwałko-Kopciowo świat zapomniał. W środku lasu w połowie trasy stał zamknięty szlaban, który coraz bardziej obrastał mchem. Dopiero po wejściu Polski i Litwy do Schengen trasa stała się przejezdna.
Kiedy więc pierwsi podróżnicy przedzierali się starymi, zarośniętymi szlakami zaraz po wstąpieniu Polski i Litwy do strefy Schengen, na ich samochodach osiadał kurz z dawno nieużywanej przedwojennej drogi.
A przed wojną była to droga solidna. Pokryta dobrej jakości żwirem. Szersza od niejednej polskiej asfaltówki. Do dziś w przydrożnych krzakach można zauważyć zardzewiały znak czy złamany w pół słupek drogowy.
Jadący do Grodna często zatrzymywali się w Kopciowie. Warto było to zrobić nie tylko dla zakupów.

Emilia Dziewica Bohater

Być może była jedną z pierwszych polskich feministek.
Kiedy wybuchło powstanie listopadowe, zamiast czekać na nadejście polskich oddziałów, Emilia Broel-Plater włączyła się w działania komitetu rewolucyjnego, który został założony w Wilnie. Stanęła na czele sformowanego przez siebie oddziału partyzanckiego. W marszu na Rosjan towarzyszyło jej kilkuset kosynierów i strzelców.
Emilia Plater nie mogła znieść polskiej porażki w powstaniu. Kiedy powstanie skończyło się na Litwie, próbowała w stroju chłopki dostać się do Królestwa. Zachorowała podczas przeprawy przez litewskie lasy. Zaopiekowali się nią ludzie mieszkający niedaleko Kopciowa. Kiedy zmarła, pochowali ją na najbliższym cmentarzu. Grób Emilii Plater można tam zobaczyć do dzisiaj.
Śmierć Emilii Plater opisał Adam Mickiewicz:

Z rannym świtem dzwoniono w kaplicy;
Już przed chatą nie było żołnierza,
Bo już Moskal był w tej okolicy.
Przyszedł lud widzieć zwłoki rycerza,
Na pastuszym tapczanie on leży –
W ręku krzyż, w głowach siodło i burka,
A u boku kordelas, dwururka.
Lecz ten wódz, choć w żołnierskiej odzieży,
Jakie piękne dziewicze ma lica?
Jaką pierś? – Ach, to była dziewica,
To Litwinka, dziewica-bohater,
Wódz Powstańców – Emilija Plater!
(Adam Mickiewicz, Śmierć pułkownika)

Pochowano ją pod nazwiskiem „Zielińska”. Dopiero kilkanaście lat po śmierci miejscowy proboszcz napisał na pomniku jej prawdziwe nazwisko.

Przygraniczna przyroda

Granicom nie poddają się rzeki. Płyną raz po polskiej, raz po litewskiej stronie. W końcu i tak wszystkie rzeki z tego regionu wpadają do Niemna, leniwie płynącego pomiędzy litewskimi pagórkami.
Przez Kopciowo przepływa Biała Hańcza. Wije się pomiędzy drewnianymi domkami stojącymi w centrum miasteczka. Rzeka jest niebieska, a domki żółte. Wszystko okraszone zielenią pól i kolorami jesiennych liści. Kopciowo o tej porze roku jest przepiękne.
Warto zboczyć z trasy Sejny – Kopciowo, bo zaraz za granicą (już po stronie litewskiej) zaczyna się rezerwat przyrody Krakinio. Nad głowami latają przedziwne gatunki ptaków. Na całym terenie między zielonymi łąkami porozrzucane są niebieskawe i zielonkawe jeziorka – efekt ery lodowcowej.
To jest trochę Litwa Mickiewiczowska: mityczna kraina, gdzie niebo odbija się w jeziorach.

Kopciowo multietniczne

W centrum Kopciowa stoi pomnik Emilii Plater. Malutka kobieta w kolorze miedzi trzyma w ręku szablę. Włosy układają się w dwa warkocze. Drobna postać bohaterki stoi na wysokim postumencie, na tle nieba. Podpisany po litewsku: „Emilija Pliateryte”. Pod podpisem wiersz Mickiewicza.
Była Polką czy Litwinką? Litwini dbają o jej pomnik, jakby była ich bohaterką narodową, a mało który Polak mieszkający przy granicy wie, że w Kopciowie pochowana jest wielka legendarna postać związana z polską historią.
Są w Kopciowie jeszcze inne ślady historii. To wystające z ziemi kamienie – nagrobki na lokalnym cmentarzu żydowskim. Kirkut położony jest poza centrum, przy drodze na Karajwonis i Nasutaj. Trudno go znaleźć. Zachowało się kilkadziesiąt nagrobków w dosyć dobrym stanie. Pod trawą i jesiennymi liśćmi chowają się hebrajskie litery i symbole: księga (znak, że pochowany jest tu żydowski mędrzec) czy świeca (na grobach kobiecych).
Podróżujący w takie miejsca musi być wrażliwy na ślady niewidocznych światów, schowanych pod pagórkowatą ziemią i ludzką niepamięcią.

Spacer po miasteczku

Na rynku obok kościoła oprócz jajek i mleka można było kupić konia, którym lokalny szlachcic Abłamowicz (ten sam, który opatrywał chorą Emilię Plater) dojeżdżał na nabożeństwa w drewnianym kościółku. Len, z którego szyto odświętne stroje i wełnę na ciepłe skarpety dla dzieci. Ludzie z okolicznych wsi zjeżdżali się, żeby posłuchać ploteczek i sprzedać to, co wyhodowali.
Co dziś po tym zostało?
Remontują główną ulicę Kopciowa. Sześciu panów stoi pochylonych nad niedziałającą koparką. Śmieją się i przegryzają kanapki. Wysłali kolegę do lokalnego spożywczaka po piwo. Nikomu się nie spieszy w ten słoneczny wczesnojesienny dzień.
Wdychamy świeże powietrze i uśmiechamy się do panów.
Obok pomnika Emilii stoi niewielki drewniany kościółek. Ten stary spłonął w czasie wojny. Dzisiejszy zbudowany został w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku. Niedaleko Emilii stoi też pomnik poświęcony litewskim partyzantom. Na ławeczce obok siwiutki pan popija piwo.
Życie toczy się dalej, a wielkie wydarzenia pokrył kurz ziemi, po której deptamy.

IM