Et(n)ologia strzygi

Et(n)ologia strzygi

Wystawa „Wampiry, strzygi i spółka” współorganizowana przez
Państwowe Muzeum Etnograficzne, Rumuński Instytut Kultury
w Warszawie i Muzeum Wsi Banackiej w Timiszoarze, której kuratorką
jest Otylia Hedeşan, profesor Uniwersytetu
Zachodniego w Timiszoarze pokazywana w Muzeum Etnograficznym
w Warszawie od 3 kwietnia do 28 czerwca
dotyczy, mówiąc najogólniej, rumuńskiej demonologii. Jak
zaświadczał w XVIII wieku Georg Tallar, wysłannik Korony
Habsburskiej do Banatu Rumuni wierzą, że zmarli mogą
przedwcześnie powstać z martwych i wyssać krew z żyjących,
uśmiercając ich. Mieszkańcy wsi, gdy orientują się, że stan
zdrowia ich najbliższych nie jest najlepszy idą odkopać groby,
a następnie wbijają kołki w ciało nieboszczyka lub
palą je w całości. Zwykle robią to mężczyźni upojeni
alkoholem, dostarczonym przez mieszkańców wsi. Tallar osobiście
asystował przy ekshumacji kilku zmarłych
podejrzanych o wampiryzm.

Żywot strzygi podzielić można na kilka etapów. Stawało się nią
już w momencie narodzin: trzeba było urodzić się
w czepku na głowie, z ogonkiem i od czasu do czasu za życia
przemieniać się w zwierzę. Najpierw, w trzy dni po śmierci
w złych mężczyzn i złe kobiety wstępuje diabeł. Może w nich żyć
sześć tygodni lub cały rok. Mimo złego wrażenia jakie
robi, nie wyrządza żyjącym zbyt wielkiej krzywdy –
zasiewa jedynie strach.

Eksponaty, pochodzące z Muzeum Wsi Banackiej w Timiszoarze
stanowią przedmioty codziennego użytku, używane na rumuńskich
prowincjach; większość z nich pochodzi z wieku
XX. Można tam znaleźć skrzynię wianną dla panny młodej
(używaną też w czasie pogrzebu), łóżko zmarłego,
krzesło, na którym siadał, odświętne ubrania, przyrządy służące
do mycia. Pokazano maski, używane podczas tak
zwanych „wesołych pogrzebów” – gdy jedni opłakiwali zmarłego,
inni ubrani w maski starali się wprowadzić
atmosferę wesołości. Uwagę przykuwa żółta, wyglądająca jak robak
świeca. Jednym z ciekawszych eksponatów jest
instalacja, próbująca odtworzyć pogrzebowe widowisko. Wokół
ludzkich manekinów, ubranych w odświętne, tradycyjne stroje
rumuńskie, imitujących czuwających nocą żałobników, stoją
sprzęty domowe o ostrych końcach: nawijak, kołowrotek,
motowidło, mające zabezpieczać mieszkańców domostwa przed
strzygami. Poruszające się po liniach prostych upiory nadziewały się
na nie. Czuwający nie mogli wychodzić poza wyznaczoną
przez nie przestrzeń. Przedmioty te były
jednocześnie ukłonem w stronę zmarłych – powracający, pod
wpływem ziemskich przyzwyczajeń podobno często podejmowali
prace, które wykonywali za życia; zajęci pracą mieli nie
niepokoić żywych. Gdzieś w tle majaczył tak zwany „koń”, obecny
podczas „wesołych pogrzebów”, którego udawali okryci
derkami chłopcy próbujący rozweselić czuwających
żałobników, a o północy ciągnąć zmarłego za rękę, po to, aby
usiadł na stole. Stroje podczas takiej ceremonii również miały
niebagatelne znaczenie: na serdakach umieszczone były
odpędzające zło lusterka, a do pasów przytwierdzone
ostro zakończone przęślice ochraniające przed strzygą. W samym
centrum zgromadzenia, na stole, leżał kobiecy manekin
ze świecą na piersi, udający zmarłego. Obok
nieboszczyka położone były nazwane imionami bliskich lalki,
które wkładano zmarłemu do trumny. Mając ich przy sobie nie
tęsknił i nie powracał. Aby uniemożliwić mu powrót związywano mu
także ręce i nogi oraz wkładano do trumny pieniądze, by
opłacić przewoźnika, transportującego go przez „rzekę
śmierci”. Ziarna maku miały na wieki zająć zmarłego liczeniem.
W celu przytwierdzenia nieboszczyka do trumny
starsze kobiety wbijały w niego igłę; stawiały też do góry
nogami miotły usuwające nieczystości i chroniące przed złem.
Garnki wypełnione ziarnem, z włożoną doń świecą zamykały
strzydze drogę powrotną. Istotnym elementem tego rytuału było
czuwanie przy zmarłym, które mężczyźni urozmaicali
sobie grą w karty (stolik do gry jest jednym z eksponatów
wystawy).

Wystawa w Muzeum Etnograficznym daje pojęcie o tym, skąd się
wzięły i jak współżyły z rumuńskim społeczeństwem „żywych”
strzygi (inaczej zwane wampirami). Próbuje odtworzyć relacje
między światem żywych a światem umarłych, pokazując ich
rozłączność, a także „obecną w wiejskich wspólnotach pogoń za
tym, co widowiskowe”. Jednak warto zauważyć, że opowiada
ona raczej o kulturze mieszkańców Rumunii, ich
życiu codziennym i czasie święta. Strzyga jest bowiem postacią
reprezentatywną dla całej rumuńskiej kultury
ludowej. Zdjęcia i teksty przedrukowane z książki „Siedem
esejów o strzygach” autorstwa profesor Otylii Hedeşan informują
o skomplikowanych rytuałach pogrzebowych
i sposobach postępowania ze zmarłymi. Podobno w czasie niektórych
pogrzebów zmarły siadał w rogu chaty na
specjalnie przygotowanym dla niego antropomorficznym krześle (na
którym normalnie nikt nie siadał) i siedział tam, dopóki
kur nie zapiał. Zdarzało się, że w zaświaty wędrowała
nie ta dusza, która została pierwotnie wezwana;
dlatego na wszelki wypadek Rumuni robią dla
zmarłych mosty, gdyby „na tamtym świecie” znalazła się inna
osoba zamiast właściwej zmarłej. Czterdzieści dni po śmierci
Rumuni wystawiali zmarłym wodę, tsujkę, talerz mąki i zapaloną
świeczkę, a jeśli ktoś tego nie dopilnował,
istniało niebezpieczeństwo, że zmarły zamieni się w strzygę.
Zmarłego przed przejściem w zaświaty należało umyć, a następnie
odmierzyć kawałek sznurka długości jego ciała
(tzw. „statul mortululi”), oblec go woskiem i uformować z tego
świecę, którą następnie trzeba było podpalić, ale tak,
żeby całkowicie nie spłonęła. Świecę zmarłego trzeba co
jakiś czas podpalać, aby nie przychodził on jako strzyga.
Drugiego dnia po pogrzebie społeczność udawała się
na cmentarz. Okrążano grób z kadzidłem, potem
z wyczesami, a następnie podpalano je, każąc zostać zmarłemu
na cmentarzu.

Dodatkiem do wystawy jest pokaz slajdów – „praktyczny
przewodnik” postępowania z wampirami, prezentujący zachowania,
których należy przestrzegać w obcowaniu ze
zmarłymi. Prezentacje pochodziły z Archiwum Folkloru
w Timiszoarze i okraszone były komentarzami z wywiadów, między
innymi dwóch staruszek z Banatu, dobrze znanych w swoich
wioskach, Topolavăţu Marce i Pecica.

Ta niewielka pod względem eksponatów wystawa, obudowana licznymi
imprezami towarzyszącymi i wykładami, stanowi
istotne źródło informacji na temat rumuńskich ceremoniałów
pogrzebowych, ale w żadnym miejscu nie informuje, czy mówimy
o reliktach przeszłości czy o sytuacji obecnej. Zabrakło mi tego
zaczepienia w „teraz”, we współczesności. Nie mogłam
się oprzeć wrażeniu, że obcuję z cepelią,
a oczekiwałam, że wreszcie zobaczę sztukę ludową jako żywe źródło
odniesień. Nie rozumiem, dlaczego nikt nie wpada na
pomysł ożywienia sztuki ludowej, zapraszając na przykład
do pracy nad jej artefaktami współczesnych
artystów, potrafiących twórczo odnieść się do jej dziedzictwa?
Zamiast tego kuratorzy postawili sobie za cel
dotarcie do jak najszerszego odbiorcy, podejmując dialog
z popkulturą. Od kwietnia do czerwca odbywały się
fabularne gry na żywo organizowane przez Stowarzyszenie Deadline
i Puenta, odnoszące się do estetyki wampirycznej,
wieczory filmowe „Seans z wampirem” i „Seans
z wampirzycą”. Muzeum zrobiło także ukłon w kierunku
dzieci, organizując warsztaty dla dzieci i rodziców
„Witajcie w strasznej bajce”; nie zabrakło także
pożywki intelektualnej w postaci wykładów Iwony
Kołodziejewskiej – Degórskiej i Wojciecha Krysińskiego oraz
sesji naukowej „Obsesja demonologiczna”.
A kto jeszcze nie trafił na Kredytową, ma jeszcze kilka dni na
zapoznanie się ze strzygą i jej kompanią (wystawa wisi do
28 czerwca).

Kamila Paprocka,
2009.06.20