Myśli / 2010

  • Opublikowano:

    2010-04-30
  • Odsłon:

    415

W szponach koszmaru

Niedawno rozplątywałam korale, które nie wiadomo dlaczego, zaplątały się niesamowicie. Nie udało mi się ich rozplątać. Ucięłam je i z tego, co się nadawało, zrobiłam nowy naszyjnik. Pozostałą część zawiesiłam jako ozdobę na lampie. Zniszczyłam  sznur prawdziwych czerwonych korali, bo zabrakło cierpliwości. Gdybym je zostawiła, nie przydałyby się do niczego, a tak czemuś służą. Mogłam dłużej próbować, ale jak długo? W nieskończoność?

Może czasami warto coś przeciąć, by wyjść z poplątania z poplątaniem? Skojarzyło mi się to z wychodzeniem z koszmaru.

W życiu niejednokrotnie stykamy się z koszmarem. Pół biedy jeśli jest to przerażający sen z przeróżnymi zmorami, podczas którego lękamy się  i przechodzimy tortury. Ze snu czy przewidzeń wybudzamy się i wszystko, poza chwilowym niepokojem, wraca do normy.

Gorzej jeśli spotyka nas koszmar rzeczywisty w postaci przeróżnych,  przygnębiających sytuacji. Bywa, że ktoś całe życie miał koszmarne, czyli obfitujące w straszne zdarzenia.

Starsze pokolenie zna koszmar wojny, wszystkiego tego, co się z nią wiąże –  ucieczki, łapanki, więzienia, obozy, poniżanie, zabójstwa…Współcześni są świadkami wielu  okropieństw. Koszmarem jest wszystko, co wywołuje stan grozy – terroryzm, degeneracja, kataklizmy i katastrofy. Przeżywają go wszyscy – jednostki i narody.

Ileż to razy nasz kraj nawiedzały powstańcze i wojenne potworności. Czyż ostatnia katastrofa pod Smoleńskiem nie była makabrą? Wszystko, czego byliśmy potem świadkami – zdjęcia ofiar, szczątki rozbitego samolotu, trumny z ciałami, ostatnie pożegnania to przecież swoiste horrendum. Prawdopodobnie niedługo przeżyjemy koszmar kampanii wyborczej. Wszystko wskazuje, że tak będzie. Koszmar wywołuje zło, które jest wynikiem błędu lub czyichś złych intencji. W „Portrecie” Gogola diabeł przybiera postać lichwiarza, który zamawia swój portret u utalentowanego artysty malarza. Życzy sobie, by wyglądał na nim jak „żywy”.

Zgodnie z życzeniem malarz namalował postać szatana. Wszędzie tam, gdzie pojawił się obraz, dzieją się straszne rzeczy. Pierwszą z nich został malarz Czartkow, skuszony przez demona mody i pospolitości, wpadł w sieć uzależnienia na punkcie swej wielkości, za pieniądze zamówił artykuł o swoim wybitnym talencie. W „Zbrodni i karze” - Fiodora Dostojewskiego koszmar ma charakter złowróżbny, jest kasandrycznym przeczuciem Raskolnikowa, którego życie przebiega między jawą a majakami. Rodion Romanowicz Raskolnikow ludzi nazywał wszami. Uważał, że geniusz może bezkarnie zabijać zwykłych ludzi, a takie morderstwo ma być sprawdzianem determinacji i odwagi. Zbrodnia, której dopuścił się, również z innych pobudek, doprowadza go do szału. Odezwał się strach przed karą i wyrzuty sumienia. Ile to razy jesteśmy świadkami wzajemnego wyzywania się polityków i poddawania w wątpliwość czyjeś wartości? Tylko czy oni z tego powodu wpadają w koszmary? Obawiam się, że nie. Koszmarny sen bywa często odzwierciedleniem dewiacji mężczyzny. Inny jest koszmar pedofila a jeszcze inny anorektyczki czy pogrążonego w depresji człowieka, czy człowieka niespełnionego. Jeden z wczesnych filmów Larsa von Triera z 1990 r.- „Europa” ( ostatnia część trylogii europejskiej – „Żywioł  zbrodni” i „Epidemia”), podobnie jak wcześniejsze części, pokazuje fatalistyczną atmosferę powojennej cywilizacji skażonej perwersją i degeneracją.  Typowy thriller wywołujący koszmarne myśli.    

To, co przekazują media i TV czy niektóre filmy, przedstawienia teatralne czy dzieła sztuki to zapis katastroficznej realności i wizji świata. Żyjemy w takiej, nie innej rzeczywistości, w której, z tym, co ludzkie,  gwałt na cielesności i umyśle miesza się z zachowaniem ludzi świata władzy, biznesu, polityki, mediów oraz degeneratów. Samo zachowanie  i działanie ludzi z tych sfer jest często iście koszmarnym snem, z którego powraca się z poczuciem traumy. A przecież chociażby w tym względzie mogłoby, być inaczej. Nieraz z różnych powodów doświadczyłam  koszmaru. Chyba tak jest z każdym z nas. Prędzej czy później znajdujemy się w szponach koszmaru.

Jak różne są krzyże, które dźwigamy, tak różne są nasze koszmary. Choćby koszmar choroby, nie radzenia sobie z czymś, koszmary wynikające z prześladowania, maltretowania fizycznego i duchowego,  oszczerstwa, plotek, nieposzanowania, bezrobocia albo nadmiaru pracy,  uzależnień i wyrzutów sumienia, nieporadności życiowej i długo by tak jeszcze wymieniać, byłoby można…Zdarza się, że poniżany, wyszydzany uczeń, wskutek nieodpowiedniego traktowania przez nauczyciela, wpada w stan przygnębienia, rodzący koszmary. Podobnie jest z maltretowaną przez pijaka rodziną czy ze znęcaniem się nad dziećmi, żoną lub mężem, jak również z rozwodami.   Dlatego skupię się nad możliwościami wychodzenia z takiego stanu, jakim jest koszmar. Nie będzie to zbyt klarowne, bo musiałabym bardziej szczerze odnieść się do autopsji. Jednak jedno jest pewne  - trzeba sobie samemu pomóc w wychodzeniu z pętli koszmaru, który jest niczym innym jak ostatniego stopnia zapętleniem rozsądku. Bo czyż nie jest to pajęczyna słabości i braku logiki? Można to też przyrównać do zakleszczenia w kajdanach skazańca albo zasznurowanej całości istnienia jako poddańczej rezygnacji z wolności. Czym jest motanie? Zamotać można wszystko.  Zamulić i zabagnić. Także zawłaszczyć duszę i ciało, by wpadły w poślizg koszmaru. Tylko jak potem z tego wyjść? Jak odplątać zaplątane, które może być zawinione albo i nie? Zwyczajnie. Trzeba supełek po supełku rozplątywać albo jednym ruchem przeciąć pętlę  i wychodzić w stronę światła, wykorzystując przy tym, co się da – muzykę, pasję, spacery, przebywanie na łonie przyrody,  wiarę w człowieka, dostrzeganie wartości i piękna, i  mieć ufność, że to się uda. Mnie to się udaje. Czego, Wszystkim, czytającym te słowa, życzę…

Krystyna Jadamska – Rozkrut 2010.04.30