Myśli / 2010

  • Opublikowano:

    2010-03-24
  • Odsłon:

    299

Światło objawi się , gdy będziemy dzielić się miłością…

„Nie pogardzaj ubogimi,

Że jesteś bogaty,

Bo nie cynią nas wielkimi

Klejnoty i saty.

Nie wydzieraj co cudzego,

Sanuj wszystkie stany,

Poznaj w cłeku brata twego,

A będzies kochany.”

Akt III , scena ostatnia śpiewogry – „Cud mniemany, czyli Krakowiacy i górale” – Wojciech Bogusławski

 

Te słowa, wypowiedziane przez Bryndasa, bardzo mi pasują do okresu przedświątecznego, który aktualnie przeżywamy. Zaznaczają się różnice między bogatymi, a tymi, którzy niewiele posiadają.

Wiele rodzin potrzebuje pomocy. Wystarczy rozejrzeć się wokół. Każdy chce godnie zakosztować świąt – i biedny, i bogaty, dlatego dzielmy się z tymi, którzy mają niewiele. Przy tym szanujmy siebie wzajemnie. Tam, gdzie kpina i szyderstwo, nie ma poważania. Jesteśmy świadkami upadających autorytetów za sprawą innych, wywyższania się nad innymi i pogardzania bliźnimi.  Ilu z nas jedzie z misją na osiołku jak Jezus, który przybył do Jerozolimy i żyje skromnie? Dobrze, jeśli jest osiołek, gorzej gdy go nie ma. Euforia ludzi od lat jest entuzjastyczna dla idoli. Hosanna, to nasz Król! Tylko, jak różni są ci królowie… Jest różnica między prawdziwym królem a jego przebierańcem. Jaka epoka, taki król czy bożyszcze. Koroną prawdziwego króla jest cierpienie. Wielu z nas na miano króla zasługuje. A jednak tego prawdziwego króla łatwo poniżyć, opluć, wyśmiać.  Ilu z nas jest ciągle opluwanych, oczernianych, krytykowanych bez powodu? Ciernie

z korony symbolizują cierpienie. Wszystkich cierpiących przyciąga do siebie Jezus na Krzyżu, który sam jest cierpieniem, a jako Ten, który cierpi, okazuje miłość i przebaczenie.

Bóg mówi – (Jr ) „…Zawrę z domem Izraela nowe przymierze. Umieszczę swe prawo w głębi ich jestestwa i wypiszę na ich sercu. Będę ich Bogiem, oni zaś będą Mi narodem.” A Jezus przypomina:

„… A Ja, gdy zostanę nad Ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie.”

Co z tego wynika? Bóg chce przymierza z nami. A my? Ciągle mówimy – nie! Zdejmujemy krzyże, występujemy jedni przeciwko drugim, rzucamy w siebie kamieniami. Życie mamy jedno. Czy warto tak zachowywać się ? Bóg oczekuje miłości w nas, a co robimy z tą miłością? Sprowadzamy ją na manowce. A przecież tak niedużo trzeba, by stać się miłością przez dostrzeżenie potrzeb drugiego człowieka. Koniecznie trzeba w tym wszystkim przebaczenia i dzielenia się z innymi dobrami, które są w  nas i którymi dysponujemy także dla dobra innych. Czy w obecnej dobie stać nas na coś więcej, niż wyłącznie bezmyślne zapatrzenie w siebie?

Czy zauważamy tych, którzy są w duchowej i materialnej potrzebie? Ile dajemy z siebie, by to zmienić, by świat wydał się lepszy a my sami choć odrobinę bardziej doskonali?

Patrz. Przed tobą stoi skrzywdzona molestowaniem dziewczyna. Przy niej stoi staruszek trzęsący się z zimna. Obok niego – wychudzona matka z dzieckiem na ręku prosi o jałmużnę. Za nią w wózku inwalidzkim niepełnosprawny z porażeniem mózgowym czeka na cud…

Czy zatrzymasz się przez chwilę przy nich?

Czy takie obrazki jeszcze ciebie wzruszają?

Zaczęłam cytatem, to i zakończę cytatem , również ze skarbnicy W. Bogusławskiego -  

 

„Wy, uczeni, którzy wszędzie

Cierpicie dla cnoty,

Nie zawsze wam tak źle będzie,

Nie traćcie ochoty.

Służyć swej ojczyźnie miło

Choćby i o głodzie,

Byle światło w ludziach było

I sława w narodzie.”

 

A światło to objawi się, gdy dzielić będziemy się miłością … Gorzej jeśli zgasną nadziei iskierki.

 

Krystyna Jadamska - Rozkrut  2010.03.24