Myśli / 2010

  • Opublikowano:

    2010-02-20
  • Odsłon:

    512

Przemijanie

Przed Wielkim Wybuchem nie było czasu.

Rozważania genialnych filozofów w starożytności,  rewolucja Newtona, przełomowe odkrycia Einsteina i współczesnych uczonych stale wzbogacają naszą wiedzę. Mimo rozwoju, dążeniu ku nieznanemu, nieustannie mamy świadomość przemijania.

Od momentu, gdy skumulowana energia eksplodowała, kiedy pojawiła się materia, pojawił się czas i zegar zaczął tykać wyznaczając granice życiu.

Oglądając doskonałą wizję ulotności ludzkiego życia długo wpatrywałem się w ulubioną, złotą kolorystykę Klimta. Jego obraz Trzy etapy życia kobiety nie pozwala oderwać wzroku.

To na prawdę tak jest i tak będzie. Razem z mijającymi latami coraz bardziej przemawia do zmysłów rzeczywistość.  Narodziny, macierzyństwo, starość – nieuchronność, upływ czasu, zmęczenie, strach i wiele innych skojarzeń.

Wpatrzcie się w tą radość i w ten smutek zarazem. Tak wygląda przeciętność, normalność, szara rzeczywistość. Tak wygląda życie kobiety, ale męskie nie jest inne. Po prostu ładniej wyrazić, to pięknymi kształtami.

Nasze życie jest długie. Nasze życie jest krótkie. Oba stwierdzenia są właściwe, ale czym bardziej oddalamy się od narodzin tym bliższe jest to drugie stwierdzenie. Tym wyraźniej dostrzegamy popełnione w przeszłości błędy,  których nie da się uniknąć. Tym chętniej wchodzimy w buty cioci/wujka Dobra Rada i niezależnie od oczekiwań naszego otoczenia próbujemy „nieść kaganek oświaty”. To przelewanie własnych doświadczeń rozpoczyna się w momencie narodzin naszych dzieci. Nieporadność i bezgraniczne zaufanie opiera się całkowicie na naszej mądrości. Naszym zadaniem jest wprowadzić nowy byt w samodzielność.  Często jednak zapominamy o wzorcach. Uczyć, pilnować, troszczyć się to jedno, ale być wzorem i autorytetem, to zupełnie inne zadanie. Niedostrzegalne jest nasze zachowania, które przylega do nas jak koszula. Godzimy się z nim, akceptujemy je, a gdy jest to konieczne,  tłumaczymy, bronimy, usprawiedliwiamy. Nasze zachowania są jednak dostrzegane, obserwowane i oceniane. Często pragnienie bycia wzorem pozostaje jedynie pragnieniem, gdyż otoczenie ocenia negatywnie nasze wybory.

Ocena otoczenia jest jednak czymś zupełnie innym aniżeli ocena dziecka, które jest kłębkiem emocji i ostrożnego poruszania się po nieznanym labiryncie życia. Dotknięcie, zranienie serca dziecka jest łatwe. Nieświadoma decyzja, egoistyczny wybór przyjemności natychmiast zostanie zarejestrowany przez barometr uczuć dziecka. Jestem głęboko przekonany, że już od najmłodszych lat mamy w sobie podświadomą umiejętność rozróżniania wskazówek dobrych od egoistycznych. Kiedy matka lub ojciec  zabrania swojej pociesze jeść dużo słodyczy, oglądać zbyt dużo programów telewizyjnych lub karci za niewłaściwe zachowanie, to dziecko przyjmie to z buntem, ale i ze zrozumieniem, które ten bunt może zneutralizować. W myśl zasady – nie ma co się stawiać, bo  ma rację. Kiedy jednak rodzice zabraniają określonych zachowań a sami się do nich nie stosują, kiedy karcą za wulgaryzmy, których używają, to ta wewnętrzna mądrość dziecka buntuje się nie znajdując pozytywnego oparcia.

Współczesność przyniosła nam wraz ze swoim rozwojem kolejne zagrożenie – swoboda obyczajów. Jeszcze nie tak dawno zhierarchizowany świat ustalał porządek rzeczy. Warstwy społeczne, rozwijane przez pokolenia sposoby zachowań, wzajemnych relacji, silny wpływ państwa i kościoła na społeczeństwo trzymały w karbach lub co najmniej ograniczały zachowania ponadnormatywne. Obecnie jesteśmy w okresie gwałtownego rozwoju cywilizacyjnego. Dostępność informacji, łatwość komunikacji i przemieszczania się spowodowały, że czas jakby szybciej zaczął płynąć. Wokół nas więcej się dzieje a obrazy coraz szybciej migają przed naszą świadomością. Rejestrujemy je, zapamiętujemy, ignorujemy w błędnym kołowrocie. Trudno się nauczyć tej nowej rzeczywistości. Jest inna, nieokiełznana, swobodna, szybka – jak to się mówi niusowa (news).

Wraz z tą zmiana tempa wyzbywamy się wielu zahamowań, które stanowiły zwyczajowo hamulce awaryjne.  W konsekwencji podstawowy cel naszego życia, czyli prokreacja otoczona celebrowanym woalem życia rodzinnego ogranicza się coraz częściej jedynie do zachowania gatunku.

Rodzina stała się słaba. Podlega erozji zachowań i decyzji. Rodzina rozpada się i o ile świadomi dorośli posiadając jakiś bagaż doświadczeń wytrzymują emocje rozstania, to atawistyczna mądrość dziecka nie potrafi tego okiełznać i ocenić.

Ojciec porzucający swoja rodzinę, gnający za mirażem stworzonym przez oksytocynę tworzy naprężenia w świadomości opuszczonych dzieci, którym nie poświęci już tyle czasu, co jeszcze przed chwilą. Ciężar, podwójny ciężar odpowiedzialności spada wówczas na matkę. Jak jednak być autorytetem, autorytetem za dwoje, gdy ”ja także chcę żyć”. To egoistyczne podejście dziecko wyczuwa natychmiast. Nie jest to zachowanie oceniane. Ono jest rejestrowane i staje się tłem na dalsze życie.

Jak stać się dorosłym, który także chciałby być wzorem dla swoich dzieci? Czy będzie to łatwe, jeżeli przeżycia z dzieciństwa nie mają czystej barwy?

Na pewno nie jest to łatwe. Wymaga to wielu wyrzeczeń i odpowiedzialności a wygra ten, kto pierwszy zapomni o sobie.

W którym kierunku zmierzamy? Czy uda nam się wrócić na właściwy tor? A może pulsujący wszechświat zmierza już w stronę, w której nie ma czasu?

 

AB 2010.02.20