Polska sztuka / Poezja / Współczesność powoj.

  • Opublikowano:

    2009-08-11
  • Odsłon:

    263

O kaskaderze uczuć - AndrzejuBursie

Urodził się 21 marca 1932 roku w Krakowie. Podczas wojny uczęszczał na tajne komplety. Regularną naukę rozpoczął w 1945 w V Gimnazjum i Liceum im. Jana Kochanowskiego w Krakowie. W czerwcu 1950 przystąpił do matury. Nie zdał jej m.in. z powodów politycznych - wystąpił ze Związku Młodzieży Polskiej, zniechęcony konformizmem kolegi, który należał do organizacji wyłącznie w celu otrzymania dodatkowych punktów na egzaminach na studia. Ostatnia klasę w Liceum Sztuk Plastycznych musiał powtarzać. Ostatecznie Bursa zdał maturę eksternistycznie w 1951. W czasach licealnych poznał swą przyszłą żonę - Ludwikę Szemioth. Po zdaniu matury zaczął studia na wydziale filozoficzno - historycznym na Uniwersytecie Jagiellońskim, a po miesiącu przeniósł się na Wydział Filologiczny UJ ze specjalnością języka bułgarskiego. W wieku 20 lat ożenił się z Ludwiką Szemioth, studentką krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych i w tym samym roku urodził im się syn, Michał. Czuł się za nich odpowiedzialny, przerwał więc naukę, by móc podjąć pracę zarobkową. Pracował w redakcji "Dziennika Polskiego" - był bardzo zaangażowany w swoją pracę dziennikarską, przejmował się losami ludzi, o których pisał, głupotą i bezmyślnością władz administracji. Po jednym nieprzyjemnym epizodzie związanym z redakcją (ukazał się znacznie okrojony reportaż Bursy o losie polskich reporterów), odszedł z pisma. Nie uznawał kompromisów. Wrócił na studia, a jego żona podjęła pracę.

Bursa kochał teatr. Nawiązał nawet współpracę z krakowskim teatrem Cricot 2, który był kierowany przez Tadeusza Kantora. Był również wiernym widzem Piwnicy pod Baranami, a później twórcą. Sam czytał swoje wiersze i pisał specjalnie teksty dla artystów Piwnicznych. Wtedy aktywnie uczestniczył w życiu literackim Krakowa. Był również aktywny politycznie, jednak istnieją spory co do tego, czy Bursa należał do PZPR, czy był jedynie kandydatem - w każdym razie po Październiku definitywnie zerwał z partią. Wykreślił się również z ksiąg parafialnych - była to deklaracja tyleż ateizmu, co buntu wobec powszechnego powrotu do Kościoła, który znów mógł legalnie funkcjonować.

Był obdarzony niezwykłą fantazją i temperamentem, jednak zrażał do siebie ludzi i nie miał przyjaciół. Był obdarzony niebywałym poczuciem humoru o groteskowo - makabrycznym i absurdalno - paradoksalnym odcieniu. Ludzie charakteryzowali go jako ekstrawaganckiego, chamskiego, dosadnego i niegrzecznego.

Jego działalność literacka trwała bardzo krótko, bo zaledwie trzy lata. Jest zaliczany do tzw. pokolenia "Współczesności" oraz do kręgu poetów przeklętych, choć za życia nie był związany z żadnych ugrupowaniem, ani kierunkiem, a w dodatku sam nie dbał o to, do jakiej generacji przypisze go krytyka i historia literatury. Jego twórczość w znacznej mierze przepełniona była buntem (przeciwko stereotypom i każdej rutynie), brutalnością i cynizmem. Bursa był poetą szukającym trwałych wartości humanistycznych i prawd o człowieku i sobie samym. Dzieła artysty idealnie opisują ówczesną rzeczywistość w sposób demaskatorski i bezkompromisowy, a zarazem przesycone są ukrytym liryzmem. W jego wierszach znajdujemy obsesję śmierci, cierpienia, choroby, ale także krzywd, które ludzie wzajem sobie czynią.

Debiutancki tomik „Kat bez maski” został odrzucony przez Wydawnictwo Literackie. Przez ostatnie dwa lata przed śmiercią Bursa pisał bardzo intensywnie i gorączkowo. Robił to bez ceremonii i ostentacji, na luźnych, przypadkowych kartkach papieru. Do dziś utrudnia to pracę wydawcom jego pism.

Tuż przed śmiercią poeta, jakby przeczuwając, że jego życie wkrótce skończy się, powiedział do znajomego: "A mnie urządza młodo umrzeć. Wyobraź sobie. Będą mówili: taki młody, taki zdolny, dobrze zapowiadający się, miły i pełen uroku - bo tak będzie w nekrologach - tak młodo umarł". Zmarł mając 25 lat, 15 listopada w Krakowie. Jego śmierci towarzyszy mit samobójstwa, natomiast prawdziwą przyczyną była wrodzona wada aorty. Była to śmierć nagła i niespodziewana. Jego żona wspominała: "Andrzej chodził po pokoju i dyktował podanie, które pisałam. Nagle słyszę, że upada za moimi plecami. Wołam, by się nie wygłupiał. Ale on nie wstaje. To wszystko trwa ułamki sekund. Zrywam się, przybiega Marta, widzimy, że jest nieprzytomny i z trudem oddycha. Marta biegnie na dół do Instytutu po lekarza. Ten odmawia, bo ma dyżur. Marta wraca, biegnie jeszcze raz - to samo. Lekarz odmawia pomocy. Wołamy pogotowie. Przyjeżdża pogotowie, żeby tylko stwierdzić zgon". Niemal natychmiast po śmierci stał się legendą. Ukazało się zbiorowe wydanie jego wierszy i prozy, był to debiut książkowy. Krytycy uważają, że w buncie Andrzeja Bursy zogniskował się bunt całego pokolenia "Współczesności". Jolanta Nowaczyk, 17 lipca 2009