Polska sztuka / Film

  • Opublikowano:

    2008-08-30
  • Odsłon:

    298

Kopciuszek w krainie czarów — polska komedia romantyczna

Agnieszka Jakimiak zauważa, na łamach miesięcznika Kino, że «Polska komedia romantyczna» dźwięczy w uszach kal zwiastun nieszczęścia. Wszyscy recenzenci zgodziliby się z tym zdaniem. Obserwując poziom tych filmów, trudno się z nimi nie zgodzić.
Zaczęło się, jak to już było wspomniane, od Nigdy w życiu. Film Ryszarda Zatorskiego z 2004 roku nie zwiastował jeszcze katastrofy. Nazwisko Ilony Łepkowskiej w czołówce, jako autorki scenariusza, choć mogło niepokoić (Łepkowska pisze scenariusze telenowel, m.in do M jak miłosć, jednak nie oznaczało jeszcze klęski artystycznej. W kinach zobaczyliśmy bowiem sympatyczną, ciepłą, choć kompletnie nieprawdopodbną komedię o silnej kobiecie, która próbuje dojść do siebie po rozpadzie małżeństwa i ponownie się zakochuje. Danuta Stenka, Jan Frycz i Artur Zmijewski nie otrzymali zadań ponad swoje siły — ale i wykonali swoją pracę rzetelnie i starannie. Film odniósł zdecydowanie sukces komercyjny — do kin podążyło ponad 1,6 mln widzów, radzi ujrzeć komedię romantyczną w rodzimym języku.
Uradowani sukcesem polscy reżyserzy uwierzyli, że umieją robić komedie romantyczne, wiecej, że jest to jakaś polska specjalnosć. Nie bez znaczenia był fakt, że to właśnie komedie romantyczne od feralnego roku 2004 przyciągają do kin najwięcej widzów,wprowadzane rozsądnie w okolicach Walentynek czy Bożego Narodzenia.
W 2006 roku w kinach pojawił się sequel Nigdy w życiu, czyli Ja wam pokażę. Zmienił się reżyser— Zatorskiego zastąpił Denis Delić, zmieniła się obsada (na ekranie pojawili się tym razem: Grażyna Wolszczak i Paweł Deląg), nawet w kwestii muzyki producenci zaufali masowym gustom, powierzając jej komponowanie i wykonanie Piotrowi Rubikowi. Poziom filmu załamał jednak nie tylko marudnych krytyków, ale nawet widownię. By go zobrazować w przybliżeniu, dość powiedzieć, że jedną z bardziej znanych kwestii z filmu było zdanie: moja wiertarka chce wrócić do twojej lodówki...
Danuta Stenka czy Paweł Deląg to jednak nie są ulubieńcy trochę młodszej widowni. Należało zainteresować komedią roamntyczną również pary poniżej 30. roku życia. Dlatego Ryszard Zatorski postawił na młodych aktorów. W 2006 roku pojawił się kinach film Tylko mnie kochaj, z Agnieszką Dygant, Agnieszką Grochowską oraz obiektem westchnień rzesz nastolatek, ale i starszych kobiet, Maciejem Zakościelnym. A że w kinie obok zwierząt najlepiej sprawdzają się dzieci, obsadzono też — w roli słodkiego szkraba —siedmioletnią Julię Wróblewską. Historia architekta, do którego wprowadza się niespodziewanie dziecko — owoc młodzieńczego szaleństwa — przypadła publiczności do gustu.
Za tymi filmami poszły inne: Dlaczego nie?(2007, po raz kolejny Ryszard Zatorski na stołku reżysera),Jeszcze raz (2008, Mariusz Malec), Mała wielka miłość(Łukasz Karwowski, 2007) i Nie kłam kochanie (2008, Piotr Wereśniak). Popyt kształuje podaż, czy też reklama kształtuje popyt? Trudno osądzić, ale zapał filmowców nie ginie. Co łączy wymienione filmy?
Agnieszka Jakimiak pisze, że są one manifestacją zaściankowości. Bohaterowie mieszkają w luksusowych mieszkaniach, jadają w eleganckich restauracjach, skaczą na parolotni, a z góry rozciaga się oszałamiający widok na piękną Warszawę, obowiazkowo z mostem Świętokrzyskim na pierwszym planie. Sprawia to takie wrażenie, jakby twórcy chceili przekonać siebie i nas, że — choć życie jest złe i biedne— są na świecie również ludzie szczęśliwi. I bogaci. Szczęśliwi dlatego, że bogaci. Biedne, ale dobre dziewczyny znajdują swoich książąt, obowiązkowo świetnie sytuowanych, ale zagubionych w świecie lub zgorzkniałych. Wzajemnie się odmieniają i żyja długo i szcześliwie.Wszystko to w landrynkowej estetyce telenoweli. Wszystko poprawne politcznie, moralne i po bożemu. Nawet seksu nie ma tam za wiele. Po wyjściu z kina można pomyśleć, że właśnie obejrzało się wieczorynkę dla dorosłych. Tym przyjemniej jest więc zakomunikować, że zdarzały się i miłe wyjątki od reguły.
Film Macieja Żaka Rozmowy nocą nie jest drugim To właśnie miłosć czy Pretty woman. Ale przynajmniej nie wywołuje wsydu i odruchów wymiotnych. To dużo. Należy się panu Zakowi podziw za odwagę — podjął on bowiem kontrowersyjne w polskim społeczeństwie tematy. Mianowicie, główna bohaterka — absolutine nie chce się z nikim wiązać— ale marzy o dziecku. Daje więc ogłoszenie do gazety, pisząc, że poszukuje dawcy nasienia. Historia poprowadzona z humorem i energią, nawet jeśli trochę miejscami grzęźnie i potyka się o scenariusz, to jednak jest najodważniejszą propozycją na rynku.
Dorobiliśmy się też komedii romatycznej z gatunku nietypowych. Właściwie trudno powiedzieć, czy Ogród Luizy Macieja Wojtyszki można w ogóle komedią romantyczną nazwać. A jednak przyjmijmy, ze tak. Tym razem para trochę bardziej niestandardowa: nie prawniczka, nie architekt, ale gangster i schizofreniczka. Nie w bogatej Warszawie czy zabytkowym Krakowie, ale gdzieś na prowincji, w miasteczku powiatowym. Nie Maciej Zakościelny i Marta Żmuda-Trzebiatowska, serialowi aktorzy o urodzie modeli, ale Marcin Dorociński i Patrycja Soliman, oboje grający na co dzień w teatrze. Dość niezwykła parka — Fabio i tytułowa Luiza — przywodzi na myśl innych dziwaków ze światowej kinematografii; przypomina się bezpretensjonalny Benny i Jonn (Jeremiah Chechik, 1993, z Johnny’m Deppem i Mary Stuart Masterson, tytułowa para maluje abstrakcyjne obrazy i smaży grzanki na żelazku) oraz Zaufanie Hala Hartleya (1990, on wierzy, ze telewizory powodują raka, ona jest zbuntowaną nastolatką w ciąży).
Sukces komercyjny można osiągnąć również unikając ośmieszania siebie i widzów. Jak tylko nasi drodzy twórcy to zrozumieją i przestaną serwować nam półtoragodzinne reklamówki apartamentowćów w centrum Warszawy, chętnie znów wybiorę się do kina. Bo uwielbiam komedie romantyczne. Tylko u nas się ich nie robi.
Małgorzata Kurowska 2008.07.30