Myśli / 2010

  • Opublikowano:

    2010-06-05
  • Odsłon:

    245

Kiedy Zuzia nie jest Zuzią, a„sarna” nie jest sarną…

Czy przypadkiem nie jest tak, że chcielibyśmy, by świat wyglądał jak na ślicznym obrazku, na którym na piękną dziewczynę, w świetle rampy, spływają, błyskami brylantów, zwodnicze promyki księżyca i gwiazd, a ona sama uszlachetniona przez diadem z diamentów i zroszona kroplami rosy cała rozpuszcza się w tęsknocie za czymś nieosiągalnym? A w tle tego wszystkiego, równie nostalgiczny i piękny, krajobraz spełnia rolę czegoś nieodzownego.
Na podłożu  tego wyśnionego pejzażu umieszczamy detale, które mają w sposób romantyczny przybliżać naszą codzienność, a  więc jest i miejsce w tym dla pana z parasolem, który, gdzieś tam wśród rozłożystych pól, zdaje się płynąć w powietrzu razem ze strachem samotnikiem, postawionym w zbożu na polu, który z kolei stanowi równowagę między światem ułudy a rzeczywistym. Świadectwem takiego widzenia świata jest twórczość grafiki komputerowej, której sielskie obrazki przyprawić mogą o zawrót głowy, podobnie jak to, kiedy Zuzia nie jest Zuzią, a „sarna” nie jest sarną… tylko, załóżmy… podstarzałym ramolem. Określenie ramol nie odnosi się w tym przypadku do nobliwych, starszych panów, tylko do tych, którzy zapominają, że nimi są i podszywają się pod kogoś innego. Mnoży się to później w sieci  różnymi dziwacznymi pseudonimami pod dwuznacznymi komentarzami. Przy odrobinie dociekliwości można odkryć, kto jest kto, bo internet, wbrew pozorom, nie jest anonimowy. To jest trochę, jak z rozwiązywaniem łamigłówki. Bardzo łatwo można zidentyfikować osobnika, jak i też, na podstawie zebranych materiałów, stworzyć psychologiczny portret tego kogoś. Zastanawiające jest i to, że skądinąd znane osoby  o tzw. „przyszywanych” autorytetach, zapominają się na tyle, że w zupełnie niezrozumiały sposób afirmują swoją drugą twarz, nie obawiając się rozpoznania. Kretynizm to czy świadoma lub podświadoma chęć rozpoznania? To tak jak z kompromitującymi dowodami A. Samsona, który sam na siebie przygotował bicz,  kompromitujące go materiały, wyrzucając do pojemnika na śmieci . W dodatku swym bezmyślnym afiszowaniem przynoszą krzywdę swemu środowisku…
Zatopieni w wirtualu ludzie śnią ułudne sny o lepszej rzeczywistości. Szukają przygody, przyjaźni, miłości.  Czy znajdują?  Wydaje się im przez moment, że biegają radośnie po łące z rozpostartym parasolem w poszukiwaniu szczęścia i nawet nie zauważają , kiedy ten parasol ochronny pęka.  Ucieczki bywają różne. I tak jak bywają różne, tak przeróżne są konsekwencje tych ucieczek. Zafascynowany, niecodziennymi odkryciami, człowiek nie zauważy, kiedy wpadnie w i internetowe bagno – czatów, pornografii i ogólnego zatracenia się w oceanie bezsensów. Przy okazji stracić może swoją tożsamość i nic gorszego, go już spotkać,  nie może.  
Najczęściej zamiast oczekiwanego zadowolenia, ucieczki, do innego lepszego świata przynoszą ujemne skutki. Używki, które na początku zaspakajają niedosyt czegoś, po pewnym czasie uzależniają. Zawiązane w sieci znajomości są bardziej kruche niż cokolwiek innego.  Pchanie się w te wszystkie zakamarki uzależnień, to kręcenie na siebie bicza, który symbolizuje dyscyplinę, karność, przymus i posłuszeństwo, ale także i wyrocznię, egzorcyzm, torturę, pokutę, wyższość, tyranię i twórczą energię. Bicz to burza i wiatr. A wiadomo, że jedno i drugie w nadmiarze niesie spustoszenie. W wielu kulturach biczowanie gleby przynosiło urodzaj. Egzorcyści używają bicza do wypędzania diabła. Bożym biczem upomina się niesfornych.
 „Cóż kiedy tak Bóg dysponował, że nasi za niemi ruszyć się nie chcieli, aby jeszcze bicz Boży nad sobą mieli. Trupa na ten czas padło mało, bo się nawet y pobić szczerze nie dostało. HistBun 23v.
– Przez to tak wielką wzbudził bojaźń że go Swiat Cały flagellum DEI, albo biczem Bozym być sądził. Intr Hist 94 .” (Słownik XVII wieku)

Jednak – „biada, gdzie nie ma bata”! Jakiego bicza trzeba, by wygonić wszelkie wirtualne demony? W wielu kulturach biczowanie gleby przynosiło urodzaj. Może warto zastanowić się póki nie za późno, w jaki sposób biczować potencjalną  powierzchnię internetowego gruntu?
I jeszcze jedno – czy to się da okiełznać przy pomocy bata przymusu? A kiedy przekonasz się, że Zuzia nie jest Zuzią , a „sarna” nie jest sarną, to najlepiej zignoruj to wszystko i wybierz się na spacer do pobliskiego parku, by oczy nacieszyć prawdą i odpocząć od przerysowanej sielanką grafiki komputerowej.
Krystyna Jadamska-Rozkrut  2010.06.05