Ulotne ślady po człowieku – miejsca opuszczone w rzeźbie XXwieku

Ulotne ślady po człowieku – miejsca opuszczone w rzeźbie XXwieku

Alina Szapocznikow, Barbara Zbrożyna, Józef Łukomski, Olgierd Truszyński, Magdalena Abakanowicz… To tylko część autorów, którzy opowiadają o człowieku, lecz bez niego. Dlaczego zrezygnowali z figury ludzkiej, by spróbować ukazać prawdę o człowieku?

Olgierd Truszyński, urodzony w Poznaniu, studiował zarówno w swoim rodzinnym mieście jak i na ASP w Warszawie – dyplom uzyskał w pracowni znanego rzeźbiarza, Mariana Wnuka. Przeglądając jego dorobek rzeźbiarski warto zauważyć, że jego prace są zawsze silnie indywidualne. Kiedy w Polsce panowało zainteresowanie abstrakcją, Truszyński zajmował się figuracją i na odwrót, kiedy większość artystów powracało do figury, Truszyński od niej odchodził.

W 1967 roku powstała praca zatytułowana "Pusta". To motyw często powracający w jego twórczości – postać fragmentaryczna, tylko w niektórych ujęciach przypominająca człowieka. Tytułowa pustka powoduje, że postać ta jest niejako pozbawiona wnętrza, własnego charakteru i cech indywidualnych. Nie wiadomo czy to jeszcze człowiek czy już autorski twór Truszyńskiego?

Rok później powstała praca Ludmiły Stehnovej "Postać na srebrnej podstawie". Z reguły jej prace zdają się być abstrakcyjne, aczkolwiek nawiązują one do figury ludzkiej i widać nawiązanie, choć dalekie, do natury. Ciekawym zagadnieniem, jakie podejmuje artystka jest ekspansywność rzeźby wobec przestrzeni, która otacza i przepruwa rzeźbę. Zainteresowaniem takim tematem wyniosła z pracowni Wagnera. Wiele rzeźb Stehnovej, tak jak wspominana "Postać na srebrej podstawie", zdaje się być tylko dopełnieniem przestrzeni, która odgrywa dominującą rolę w jej dziełach. 

Grzegorz Kowalski w latach 70. stworzył "Kompozycję horyzontalną II", która była pracą efemeryczną i pozostały po niej tylko dokumenty fotograficzne. Polski rzeźbiarz wykonał parafinowe odlewy twarzy studentów z pracowni Jerzego Jarnuszkiewicza. W pierwszek wersji maski te zostały umieszczone wprost w śniegu, natomiast później została wykonana wersja na wystawę w Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Kowalski wmontował maski w posadzkę, zaś za oknem galerii znajdowały się maski w śniegu, tak więc obie te przestrzenie uzupełniały się wzajemnie. 

Prace efemeryczne tworzyła też Teresa Murak, której jednym z ulubionych materiałów byla… rzeżucha. Ze względu na to, że szybko się rozrasta, artystka wykorzystywała naturalną "energię" tej rośliny. Przykładową pracą jest "Popiersie

 z 1975 roku. Popiersia wykonywane są, by uwiecznić cechy modela, jego charakter, a także często jego osiągnięcia. Co uwieczniła Teresa Murak? Wtopiła rzeżurzę w prostopadłościań z pleksiglasu. Rzeżucha ta może nasuwać nam na myśl małe organizmy zatopione w bursztynie. 

W 1969 roku powstał "Sarkofag pamięci Joanny Munk" Barbary Zbrożyny, wspominajej już w poprzednim artykule (Figura sakralna w rzeźbie XX wieku – od Dunikowskiego do Zbrożyny). Rzeźba ta pochodzi ze słynnego cyklu "Sarkofagi" z lat 50. i 60. Pierwszy z nich był poświęcony męczeńskiej śmierci Jana Palacha podczas praskich rozruchów w 1968 roku (dokonał samospalenia, a później 26 osób w ślad za nim próbowało się spalić). Natomiast praca "Sarkofag pamięci Joanny Munk" to nietypowe epitafium przyjaciółki artystki. W cyklu "Sarkofagów" postać ludzka ulega zatraceniu. O człowieku zdają się mówić tylko przedmioty – łóżko szpitalne wraz z aparaturą medyczną, czyli pozostały ślad po zmarłej osobie, niejako jej "atrybut" w ostatnich chwilach życia. Kontynuacją tematyki podjętej w "Sarkofach" Barbara Zbrożyna kontynuowała w "Figurach żałobnych".  

Cztery lata później, nieco podobna w założeniach do Barbary Zbrożyny, powstała praca Józefa Łukomskiego "Hominem quero". Rzeźbiarz posługuje się tylko utwardzoną tkaniną – często  są to prawdziwe, usztywnione ubrania, jak w przypadku "Hominem quero". To jedyny ślad po człowieku, którego zdaje się szukać Łukomski. Tytuł kompozycji odnosi się do anegdoty związanej z greckim filozofem Diogenesa z Synopy, który ponoć w dzień spacerował po mieście z zapaloną lampą, powtarzając uporczywie "Szukam człowieka".

Twórczość Magdaleny Abakanowicz to świetny przykład sztuki mówiącej o człowieku, ale niekoniecznie wykorzystujący figurę ludzką. Abakanowicz studiowała w pracowniach Eleonory Plutyńskiej i Marka Włodarskiego, zaś zasłynęła z tzw. "Abakanów" – wielkich tkanin artystycznych, które działały na odbiorcę swoją wielkością i kolorem. W części jej prac rzeźbiarskich jednak pojawia się sylwetka antropomorficzna, jak np. "Figura ze szkłem"  z 1989 roku. Pojawiający się ślad po postaci, to fragmentaryczny odlew człowieka, dodatkowo odgrodzony od otoczenia szklaną klatką. 

Częstym motywem w jej twórczości są zwielokrotnione, identyczne sylwetki ludzkie – albo stojące w idealnym porządku, albo każda zmierzająca w swoją stronę (praca "Nierozpoznani" wykonana z okazji 750-lecia lokacji Poznania). Jej postaci to tylko figury symbolizujące człowieka – nie mają głów i nie są idealnie proporcjonalne. Jej postacie to everyone, mówią o nas samych. Praca z poznańskiej Cytadeli sugeruje, że jesteśmy dla siebie coraz bardziej oddali, coraz bardziej anonimowi.  

Milan Kundera niejednokrotnie w swoich książkach i esejach rozpatruje "idęę wiecznego powrotu". Być może takie prawo, prawo "ciągłych powrotów", rządzi całą sztuką. Szczególnie widoczne jest to w rzeźbie, kiedy możemy zaobserwować wielokrotne nawiązana do antyku. Zauważalne jest to nie tylko w twórczości polskich rzeźbiarzy pierwszej połowy XIX wieku, lecz fascynacja ta powróciła na początku naszego stulecia – o czym może świadczyć dorobek artystyczny Edwarda Wittiga, Henryka Kuny, ale również starożytna Grecja wywarła wpływ na Xawerego Dunikowskiego ("Śpiewak grecki" z 1917 roku inspirowany rzeźbą z okresu archaicznej Grecji) oraz na Augusta Zamoyskiego.

Pewnego powrotu dokonuje też artysta Jacek Waltoś. Jego praca "Eros i Psyche" wyraźnie nawiązuje do słynnego dzieła Antonia Canovy pod tytułem "Amor i Psyche". Ale Waltoś nie polemizuje tylko z Canovą, lecz ze znanym motywem splecionych ze sobą dwóch kochanków. Motyw ten jest znany od czasów starożytnych, po renesans aż do czasów współczesnych (jak chociażby prace Constantina Brancusiego). W pracy Waltosia ślad człowieka to ślad historii, w tej rzeźbie jest zapisana tradycja minionych epok.

Prace z obszaru, który ogólnie można nazwać mianem "miejsc opuszczonych" – tj. opuszczonych przez istotę ludzką, cechuje tragizm. Dzieła takie zawierają zaledwie ślady ludzkiej obecności, dzięki czemu są w pewien sposób tajemnicze i pociągające. W dodatku niekiedy zdają się lepiej opisywać człowieka, niż sama figura ludzka. 

JN, 01.11.2010