Duże – małe szczęścia. . .

Duże – małe szczęścia. . .

Gdzie
nie ma nieszczęścia, niekoniecznie jest szczęście. Gdzie jest
nieszczęście może być iskierka szczęścia. Szczęście
to ma do siebie, że jest nieprzewidywalne. Pomyślny los czy powodzenie
życiowe, nazywane bywa szczęściem, które jest pojęciem szerokim.
Mieć w czymś szczęście lub mieć szczęście do
kogoś, też jest znakiem szczęścia. Zawsze cieszymy się
szczęściem,
bo
pragniemy go, jak miłości, radości, spokoju, dobrobytu, zdrowia i
piękna, także sukcesu, realizacji zamierzeń, wygranej w totolotka,
urody, wiedzy. Wszystko to, razem wzięte, może stworzyć poczucie
szczęścia. Może ale, nie musi. Nielicznym tylko udaje się mieć
to „szczęście” w
zebraniu tego wszystkiego.  Gdy pomyślność nas nie opuszcza,
jesteśmy rozpromienieni.

To
jest jak z promykami słońca. Wpadną refleksami przez szybę i
jakoś raźniej robi się na duszy. Każdy spragniony jest szczęścia.
W odczuciu różnych ludzi szczęście ma inną barwę i inny
wymiar.

W
mojej świadomości szczęście pojawia się w różnych
odcieniach i kolorach. Kojarzy mi się z
pejzażem, który przecież jawi się nam tak różny i tak, jak z
jego piękna czerpiemy takie korzyści, których oczekujemy, i tak, jak on
nas karmi swymi kształtami, bogactwem palety i zapachem, tak szczęście,
jak otwarty wachlarz, przysparza nam świeży oddech i promienność.
Można zachłysnąć się wonią lasu sosnowego i zachwycić
się stokrotką czy wsłuchać się w szum strumyka i w ułamku
sekundy z tego powodu, poczuć dotyk szczęścia. Szczęścia
nie należy jedynie pragnąć, szczęście należy czuć.
Kto nie potrafi poczuć szczęścia, zauważyć, że go
łaskawie muska choćby kropelkami deszczu, nim zdąży, otworzyć
parasol, ten nie wie, co to szczęście. Można poczuć posmak szczęścia,
brodząc w kałuży. Pamiętasz, gdy byłeś małym
dzieckiem, ile rozkoszy dawało Tobie  wchodzenie do niej. Nie zwracałeś
uwagi na niezadowolenie mamy, gdy tylko nadarzyła się okazja, Ty od razu
do niej wskakiwałeś, ku rozpaczy rodzicielki a swemu zadowoleniu. Czy
to nie były przebłyski szczęścia?

Często
szczęście przychodzi, a osoba nie jest w stanie go zauważyć,
bo tak zapatrzona jest w swoje smutki, że umyka to jej uwadze. Strata wielka.
Bo już ten jeden szczególny moment może się nie powtórzyć. Jest
tak, że ludzie wymyślają sobie obraz szczęścia, bo chcą,
by było amarantowe a ono pojawia się jako fioletowe. Tacy nigdy nie poczują,
czym naprawdę jest szczęście. Prawdziwe szczęście składa
się z wielu małych szczęść, zapisanych w płatkach
kwiatów, skrzydłach motylich, szczebiocie
dziecka, w zachwycie i w zadowoleniu. Nawet w tym, że szaruga, że dżdżu
krople stukają o parapet. Z przyjmowaniem szczęścia jest tak, jak
z przyjmowaniem wszystkiego. Łut szczęścia w jednej małej rzeczy
może wywołać euforię ukontentowania niewspółmiernie większą
do powodu radości i to jest właśnie to – poczuć szczęście
całym sobą dla siebie samego w danej chwili i z konkretnej przyczyny.
Powodów  pojawienia się  szczęścia jest wiele, tak wiele,
jak wielkie są nasze oczekiwania w tym kierunku. Czy można być szczęśliwym,
będąc smutnym albo samotnym? Większość odpowie –
nie. Zabrzmi to paradoksalnie, ale odpowiem wbrew utartemu pojęciu –
tak. Jak to? Jedno przeczy drugiemu. Jak może ktoś, kto jest smutny, być
szczęśliwy? Na ogół jest wtedy nieszczęśliwy. A jednak
zawsze znajdzie się  jakaś wątpliwość.

Mnie
to się przydarzyło. Byłam smutna, a jednocześnie miałam
poczucie  szczęścia. Niemożliwe?

Możliwe.
W dzieciństwie lubiłam bawić się kolorowym szkiełkami.
Miały w sobie tyle tajemnicy i
pokazywały różne światy. Gdy szkiełko zbiło się na
wiele kawałków, w pierwszym odruchu czułam smutek, gdy jednak z tych kawałków
ułożyłam całość, powstało coś w rodzaju
witraża i znowu mówiło pięknem i dawało radość, czyli
poczucie szczęścia. Zatem, nawet w smutku,

z
porozbijanych naczyń możemy skleić poczucie swoistego szczęścia.
Przyznaję, nie wszyscy takie szczęście dostrzegą, ale szczęścia,
tak jak wszystkiego, trzeba się uczyć, nie tylko oczekiwać, bo może
być tak, że tak długo oczekiwane może do nas, wcale nie zawitać.
Gdy byłam młodą mężatką, choroba synka uczyniła
ze mnie osobę nieszczęśliwą. Jak bardzo tylko ja o tym wiem.
Wydawało mi się, że świat runął. A jednak w tym wszystkim
miałam poczucie wyjątkowego szczęścia. Byłam szczęśliwa,
że dziecko żyje, że w mojej rodzinie jest, jak trzeba. Podobno byłam
zawsze uśmiechnięta. Czy gdybym w nieszczęściu nie czuła
poczucia szczęścia, tak by było? Obecnie los nie oszczędza mnie,
mogę jednak o sobie powiedzieć, że jestem osobą szczęśliwą.
To od nas samych zależy, czy jesteśmy kochani, czy tacy czujemy się 
i czy mamy poczucie szczęścia. Gdy będziemy siedzieli z założonymi
rękoma, czekając na szczęście, nie zauważając go w
locie ptaka, w śnieżynce, w rozkwitającej jabłoni, zdarzyć
się może, że nigdy do nas nie zawita i progów naszych umysłów
nie przekroczy. Pamiętajmy, że małe szczęścia to duże
szczęścia. Im jest ich więcej… tym lepiej, a to, co jest największym
przygnębieniem, może okazać się zbawieniem,
w
którym uśmiechać będzie się do Ciebie przytulne szczęście,
którego tak wypatrujesz. Wystarczy, że szeroko otworzysz oczy, wtedy do Ciebie
na pewno przyjdzie.

Antoine de Saint-Exupéry

„To
co jest przyczyną twoich najgłębszych cierpień, jest zarazem
źródłem twoich największych radości.”
A
czuć radość to szczęście.

Krystyna
Jadamska – Rozkrut
2010.03.07