Pracownia / Witraż

  • Odsłon:

    284

Zapomniana sztuka witrażu. O Ryszardzie Demelu

Ewa Prządka rozmawia z Ryszardem Demelem
Ryszard Demel – były żołnierz 2 Korpusu, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Londynie (studia plastyczne rozpoczął w Rzymie) ze specjalizacją w zakresie witraży, grafik. Nauczyciel historii sztuki w liceach angielskich i włoskich, lektor języka polskiego na Uniwersytecie Ca’ Foscari w Wenecji, języka angielskiego na Uniwersytecie w Padwie. Studiował na wydziale Filologii Polskiej na Polskim Uniwersytecie na Obczyźnie w Londynie, gdzie uzyskał doktorat nauk humanistycznych.
Członek AIAP Unesco, UCAI (Unione Cattolica Artisti Italiani), międzynarodowych Związków Witrażystów w Chartres i w Anglii.
W 2006 roku zakończył prace nad ostatnim z pięciu witraży, podarowanych Katedrze Padewskiej, które umieszczono w Krypcie z sarkofagiem św. Daniela.


Gdy poznaję Pana życie, zdumiewa mnie różnorodność prac, które Pan wykonywał i bogactwo zainteresowań.
To wpływ mojego ojca, Czecha z pochodzenia, który zawsze mi powtarzał, że nie można ograniczać się tylko do jednej dziedziny działalności, gdy świat wokół jest tak ciekawy. Byłem niespokojnym duchem, interesowało mnie wiele rzeczy - malarstwo, grafika, scenografia, sztuka witrażu, historia sztuki, historia literatury, a poza tym dydaktyka. Przez wiele lat byłem nauczycielem. Sprawiało mi to wiele satysfakcji, ale nie mogłem żyć bez uprawiania sztuki.
W Pana życiu zawodowym przeważało nauczanie, w życiu prywatnym – sztuka, twórczość.
Dużo pracowałem w Anglii i później we Włoszech - miałem na utrzymaniu rodzinę, dwoje dzieci. Ale w chwilach wolnych zawsze towarzyszyła mi sztuka – malowałem, robiłem grafiki – np. wykonałem piórkiem dziesiątki portretów koncertujących muzyków.
Mojej sztuki nie traktowałem nigdy komercyjnie. Nie sprzedawałem obrazów ani grafik, najwyżej wysyłałem je na wystawy. Potrzeba tworzenia była jednak dla mnie koniecznością, jak oddychanie.
Szczególną miłością obdarzył Pan, rzadką już dziś, sztukę witrażu.
Tak, moja miłość do witrażu zaczęła się w latach 1947–1950 w Anglii. Jeszcze przed ukończeniem studiów odbywałem praktykę u znanego angielskiego witrażysty – prof. Josepha Nuttgensa, który wówczas pracował przy komponowaniu nowego, wielkiego witrażu do odbudowywanego po zniszczeniach wojennych kościoła z XIV w. pod wezwaniem św. Eteldredy w Londynie. Po opanowaniu warsztatu - zacząłem eksperymentować.
Opracowałem technologię witrażu, który nazwałem „refrakcyjnym”. Było to jakby układanie mozaiki, wykonanej z przepuszczających światło, małych, kolorowych, prostokątnych kawałków szkła o długości 25 mm.
Poszczególne kawałeczki szkła dobierałem kolorami według rysunku na kartonie, łączyłem cienką siateczką z nierdzewnego drutu i zalewałem cementem. Przechodzące przez ostre krawędzie szkła światło kilkakrotnie załamywało się i wywoływało efekt migotania, świecenia - dodawało witrażowi niezwykłego blasku.
To ciekawa, oryginalna technika, ale niesłychanie żmudna i pracochłonna.
Nowa technika wzbudziła w Anglii duże zainteresowanie. Myślałem o jej opatentowaniu i nawet to uczyniłem w roku 1959, niestety, tylko na rok, z przyczyn finansowych. Wiem, że witrażyści interesują się nią, byli u mnie artyści ze Stanów Zjednoczonych, z Brazylii, Meksyku i Australii. Otrzymałem wiele listów, nawet z dalekiej Japonii. Pisano o mojej technice w Przeglądzie Związku Witrażystów Amerykańskich.
Próbki moich witraży pokazałem kilka lat później na wystawie w zabytkowym kościele San Rocco w Padwie, ponieważ – muszę tu dodać - w 1962 roku przeniosłem się wraz z rodziną z Anglii do Włoch. Na moje prace zwrócił uwagę ks. Ulderico Gamba, proboszcz Katedry w Padwie, wybitny historyk kościoła, teolog, profesor w seminarium duchownym, opiekun i przyjaciel artystów.
I w tym miejscu musimy otworzyć nowy rozdział w Pana artystycznym życiu. Ksiądz Gamba zapragnął mieć w Katedrze Pana witraż!
Ks. Ulderico Gamba wrócił w 1975 r. z Polski, dokąd pojechał z pielgrzymką do Częstochowy. Wielkie wrażenie zrobił na nim kult Czarnej Madonny i tłumy ludzi modlących się przed obrazem. Zaproponował mi wykonanie witrażu przedstawiającego Matkę Boską Częstochowską z Dzieciątkiem dla Krypty w Katedrze Padewskiej. I tak się stało.
Prace nad witrażem ukończyłem w 1977 roku. Jest on okrągły, wpisany w naturalny kształt ramy okiennej z XVII w, która znajduje się na wprost sarkofagu z relikwiami św. Daniela, męczennika padewskiego. Utrzymany w tonacji niebieskozłotej harmonijnie łączy się ze starym wnętrzem. Po obu stronach spływającego płaszcza Matki Boskiej umieściłem czerwone maki.
Na tym jednym witrażu nie skończyła się jednak Pana praca dla Katedry.
Nie, ponieważ Krypta ma jeszcze cztery okna o wymiarach 2 x 2 m., niemal kwadratowe, zwieńczone łagodnym łukiem. Pomyślałem, że byłoby pięknie, gdyby wszystkie okna wypełniały witraże. Na każdym - według planu – miał zostać umieszczony inny święty związany z Padwą – a więc: św. Antoni, św. Prosdocim* oraz dwoje męczenników: św. Justyna i św. Daniel. Rada Katedry zaakceptowała mój pomysł i przystąpiłem do pracy. Ponieważ jednak miałem liczne zajęcia zawodowe, witraże powstawały powoli, w latach 1975–2006. Każdemu poświęciłem dwa lata pracy. Na wszystkie zużyłem ok. 27 000 kawałeczków barwionego szkła.
Co łączy wszystkie witraże?
Każdy ze świętych przedstawiony jest na tle przyrody – drzew, kwiatów i błękitnego nieba. W dali ciągną się łagodne zbocza wzgórz Euganejskich, których linie łączą się w środkowym witrażu Matki Boskiej. Tonacja witraży jest różna – św. Antoni ma brązową szatę franciszkanina, św. Prosdocim utrzymany jest w tonacji zielono-granatowej, a przy św. Justynie i Danielu przeważa kolor czerwony, symbolizujący męczeństwo.
Nie oczekiwał Pan za swe witraże żadnego wynagrodzenia?
Nie, absolutnie! Pragnąłem, aby pozostał po mnie jakiś trwały ślad w tak wspaniałej świątyni, jaką jest Katedra w Padwie, a do tego w mieście, w którym żyję od 44 lat. Przecież ołtarz główny, znajdujący się nad Kryptą, projektował sam Michał Anioł! Te pięć witraży traktuję jako podsumowanie mego artystycznego życia.
Prace nad trzema witrażami zakończyłem w 1984 roku, pozostały mi wtedy do zrealizowania jeszcze dwa – św. Justyny i św. Daniela. Nadeszły dla mnie trudne lata rozmaitych chorób, ale miałem bardzo silne postanowienie, że muszę dokończyć witraże! To pomogło mi przezwyciężyć kłopoty ze zdrowiem. Cieszę się, że mogę teraz zaprezentować całe moje dzieło. Niedługo odbędzie się oficjalna inauguracja witraży w Krypcie...
Ale w zakątkach Pana pracowni, oprócz kartonów do witraży, można znaleźć dziesiątki innych prac.
Tak, to mój dorobek artystyczny – mam tu najstarsze prace, wykonane jeszcze w Anglii, ale też i późniejsze, a wśród nich obrazy olejne, szkice piórkiem, rysunki, grafiki. Jest ich bardzo wiele. To one świadczą o moim życiu – życiu polskiego artysty na włoskiej ziemi.
* Św. Prosdocim (San Prosdocimo – z gr. Oczekiwany) pierwszy biskup Padwy, chrzciciel św. Justyny. Tradycja przypisuje mu dokonanie ewangelizacji na ziemiach później należących do Veneto. Do swej roli powołany został podobno przez samego św. Piotra. Uniknął on śmierci męczeńskiej, którą ponieśli, z rozkazu Nerona, św. Justyna i św. Daniel.
Św. Prosdocim z dzbanem - symbolem udzielania sakramentu chrztu w ręku przedstawiony został przez Andrea Mantegnę na poliptyku poświęconym żywotowi św. Justyny. Dzieło to znajduje się obecnie w Pinakotece Brera w Mediolanie.