Polska sztuka / Muzyka / Współczesność

  • Opublikowano:

    2012-01-23
  • Odsłon:

    346

Z Berlina do Polski

Wokalistka, choć pochodzi z Olsztyna, na co dzień mieszka i nagrywa w Berlinie. Obecnie zaliczana jest do najciekawszych polskich głosów młodego pokolenia. Zadebiutowała w 2007 roku albumem „It Might Like You”, który powstał dzięki finansowemu wsparciu fanów artystki za pośrednictwem portalu sellaband.com. Po świetnym przyjęciu debiutu artystki w Polsce i kilku europejskich krajach przyszedł czas na nowe wydawnictwo zatytułowane „June”.

Pierwsze kompozycje Julii powstawały gdy miała czternaście lat. Naukę gry na pianinie rozpoczęła dopiero około 2005 roku. W 2007 wydała swoją debiutancką EP-kę pt. "Storm". Przełomowy dla artystki okazał się jednak być październik 2007 roku. Wtedy to z pomocą fanów Julia uzbierała kwotę 50.000 dolarów amerykańskich na nagranie płyty długogrającej (za pomocą serwisu www.sellaband.com). W ten sposób ukazał się jej debiutancki album „It Might Like You”.
Drugi album wokalistki ujrzał światło dzienne w październiku tego roku. Podobnie jak pierwsza płyta również i ten krążek został bardzo entuzjastycznie przyjęty przez krytyków. Na onet.pl czytamy: „Marcell pokazuje na płycie wielką erudycję, wszechstronność, łatwość budowania ładnego klimatu i swobodnego zmieniania go. Owszem, jest dużo fortepianu, bo obok skrzypiec (również słyszalnych) to główny instrument artystki. Lecz w symbiozie z nimi żyją także klubowe brzmienia, kawałki nawiązujące do współczesnego popu i R&B. Julia potrafi okazać poprzez piosenkę energetyczną radość i nie ma kłopotu z natchnionymi, podniosłymi fragmentami, unikając popadania w pretensjonalność”.
„June” to płyta, na której króluje rytm. Większość materiału została zarejestrowana z udziałem dwóch perkusistów. Pojawiają się również skrzypce i elektroniczne bębny. Rytm tworzy połączenie instrumentów i wokali nakładająch się na siebie kolejnymi warstwami.
Sama wokalistka mówi, że płyta brzmi tak, jak dokładnie sobie życzyła. Autorką wszystkich tekstów jest Julia: -Chciałam uciec od dosłowności, od historii od A do B. Chciałam, aby teksty na tej płycie były bardziej niedopowiedziane, abstrakcyjne, żeby były raczej nastrojem, uczuciem, obrazem – mówi wokalistka po czym dodaje –Nowa płyta jest kompletnie inna od "It Might Like You" i ta inność zaczyna się już na poziomie sposobu pracy nad nią. Tam było na żywo, zagraliśmy, nagraliśmy, zmiksowaliśmy. To był zapis momentu, lekki i malutki, dźwięk umiejscowiony był w bardzo określonej przestrzeni i wszystkie emocje się w niej wydarzały. Nowa płyta stwarza swoją własną przestrzeń. I dlatego powstawała długo i w bólach. Pochylaliśmy się nad każdym szczegółem, każdym brzmieniem, trochę tworzyliśmy taki własny świat dźwięków.
W produkcję albumu poza samą Julią zaangażował się Moses Schneider i jego wieloletni współpracownik Ben Lauber. Cała trójka przez kilka miesięcy pracowała nad płytą na dwie zmiany. Później dołączył też Michael Ilbert (The Hives, The Cardigans), który miksując album nadał mu jeszcze więcej głębi i wydobył jego wyjątkowy dopieszczony charakter. Wydawcą płyty jest Mystic Production.


Michał Wróblewski