Myśli / 2011

  • Opublikowano:

    2011-04-12
  • Odsłon:

    220

Wymiar cierpienia a Droga Krzyżowa

Cierpienie wpływa na kształt i owocność zachowania człowieka. Im bardziej ciernista droga, tym bardziej doświadczony człowiek. Jak to doświadczenie wykorzysta, tak potoczy się jego rozwój duchowy. Wiemy, że różnie z tym bywa. Jedni cierpienie przyjmują  z pokorą, drudzy rzucają przekleństwa. A jak trudna, a zarazem wymowna, jest ciernista ścieżka męki człowieczej,  wskazują na to przeróżne odniesienia do niej i definicje, nie zawsze adekwatne do wymiaru tejże cierpiętniczej mordęgi. Napoleon Bonaparte powiedział kiedyś, że cierpienie wymaga więcej odwagi niż śmierć.
 
I jest w tym racja, bo cierpieć trzeba umieć .Można też powiedzieć, że do cierpienia trzeba dorosnąć poprzez wcześniejsze uwarunkowania i przeżycia. Nie ma jednak recepty,  jak cierpieć z godnością, kiedy wszystko się sypie, gdy choroba duszy lub ciała pogłębia się i sączy swą jadowitość jak najbardziej toksyczny gad…  Nie każdy poddaje się cierpieniu od razu, walczy o swoje człowieczeństwo, które gdzieś w momencie cierpienia  rozpada się na kawałki bezlitosnego zniszczenia …
 
W końcu przychodzi jednak ten ostateczny moment, który uwalnia człowieka od doczesnej klęski, bólu i beznadziei, co wcale nie oznacza, że cierpienie przegrało, bo ono spada na barki najbliższych, nie mogących pogodzić się z rozstaniem.  Tak więc cierpienie odradza się ciągle w innej formie i ma do spełnienia nowe poruczenia. Urodziliśmy się, by kochać i cierpieć. Dar kochania trzeba w sobie mieć. Cierpienie do nas samo trafia za pośrednictwem innych lub nas samych. I jakby się do tego nie odnieść, definicja cierpienia wypadnie zawsze absurdalnie i niekoniecznie sensownie.
Bardzo często cierpienie odnosi się do niespełnionej, źle ulokowanej albo zdradzonej miłości.
„Miłość nie jest całkowicie ślepa, ale cierpi na daltonizm” – twierdził H. Sienkiewicz.
Zofia Nałkowska uważała, że miłość poznaje się po cierpieniu. Cierpimy z różnych powodów.
Są cierpienia osobiste i zbiorowe, także urojone.  Te ostatnie są wytworem wyobraźni i stanowią równie wielką przeszkodę jak te rzeczywiste. Jedno jest niezmiernie dotkliwe i pewne -  dostarczają bólu, lecz jednocześnie są miarą naszego człowieczeństwa.
 
Cierpieć to znaczy także rozwijać się lub staczać. Rozwijamy się, gdy pojmujemy sens cierpienia. Upadamy, gdy sobie z cierpieniem nie radzimy i to niestety, zdarza się najczęściej…
Bo niełatwo zrozumieć istotę cierpienia,  nawet przez pryzmat męki Pańskiej, jest to nieosiągalnie niezrozumiałe…
 
 Droga krzyżowa, czyli Via Dolorosa  - ulica starej części Jerozolimy, którą najprawdopodobniej szedł Jezus Chrystus, dźwigając krzyż na Golgotę, to droga cierpienia. Kiedy w 2000 roku kroczyłam tą drogą, świadoma męki Boga Człowieka, przeżywałam w retrospekcji ukrzyżowanie Jezusa. Wielu ludzi odczuwa podobnie, identyfikując się z krzyżem. Ileż to krzyży na świętej Górze Grabarce, w sercu prawosławia w Polsce?
W 2010 roku minęło 300 lat od 1710 roku, kiedy to wydarzył na Grabarce pierwszy cud.
W tym czasie nad okolicą świętej Góry panowała morowa zaraza. Ludzie ginęli i wydawało się, że nie ma ratunku dla nich. Pątnicy, którzy przybyli na górę z ikoną Chrystusa Zbawiciela – Spasa Izbawnika,
zachowali zdrowie. Uznano to za cud.
Od tego czasu ludzie zostawiają tam krzyże wotywne, modlą się i poszczą.
Święta Góra przyciąga do siebie cierpiących. Nie tylko ona. Są miejsca na świecie, do których udają się chorzy i zdrowi, by odnaleźć dla siebie choć odrobinę nadziei w bolesnym dźwiganiu krzyża.
Lourdes, Fatima,  Medugorie, Guadalupe, Knock. La Salette,  czy rodzime -  Wilno, Gidle, Licheń, Górka Klasztorna koło Łobżenicy, Ludźmierz.
Gdzie cierpienie, tam też rodzi się oczekiwanie na wyzwolenie z tegoż cierpienia.
 
Fiodor Dostojewski uważał, że cierpienie należy przyjąć, by odkupić się przez nie.
Tylko czyż w zanadrzu nie czai się pytanie – czy niewinni powinni cierpieć?
Niektórzy mówią, że powinni, bo w ten sposób pomagają tym, którzy zgrzeszyli.
Jaki sens jest zatem we cierpieniu za innych?  Ktoś nagrzeszył, a inny ma być dla niego wybawieniem?
Czy nie ma w tym analogii do zbawiennej roli Chrystusa, który cierpiał za innych, by przybliżyć ich do Boga?
 
Czym jest zatem Droga Krzyżowa we wszechobecności cierpienia?
Na pamiątkę męki Chrystusa w Wielkim Poście uczestniczymy w Drodze Krzyżowej. W nabożeństwie, jej poświęconym, rozważamy poszczególne jej etapy w kontekście męki Chrystusa. Od momentu tego, co działo się w  pretorium Piłata,  do przejścia na górę Golgoty. 
Według apokryfu z V wieku Maryja osobiście odwiedzała miejsca związane z męką i śmiercią Chrystusa – „De transitu Marie"  . Podczas wypraw krzyżowych w XI – XIII wieku wyodrębniono poszczególne stacje Męki Pańskiej. Kult ten był bardzo popularny w średniowieczu i łączył się ze współczuciem towarzyszącym cierpieniu Boga - Człowieka.
Nabożeństwo to pozwala nam na zrozumieniu natury cierpienia i jego konsekwencji.
Bo każde cierpienie w rezultacie kiedyś się kończy i owocuje spokojem, którego nic i nikt nie jest w stanie zakłócić.
Przesłaniem tego nabożeństwa jest to, że człowiek powinien podążać za Chrystusem każdego dnia, dźwigając swój krzyż, tak jak On to czynił.  Czy potrafię to zrozumieć?
Bo…  czy może być coś piękniejszego od pogodzenia się ze swym losem?
Kto do tego nie dorósł, jest jak anemiczna roślina, którą niemiłosiernie targa wiatr, a ona mu się poddaje w swej bezsilności.
Dźwigać krzyż, to znaczy podjąć wezwanie. To znaczy unieść się ponad wszystko.
Gdzieś za cierpieniem krzyża jest nobliwa kraina, która przemawia światłem…
Jest taka piosenka religijna, która rozsiewa wątpliwości  - „Liczę na Ciebie, Ojcze…”
 
 
Krystyna Jadamska - Rozkrut  2011.04.12