Polska sztuka / Miasta

  • Opublikowano:

    2010-10-15
  • Odsłon:

    564

Warszawska Praga. Bazylika przy ulicy Kawęczyńskiej

O bazylice Najświętszego Serca Jezusa w Warszawie na Kawęczyńskiej papież Pius XI powiedział, że to najpiękniejszy kościół w Polsce. Monumentalna – zdaje się nie pasować do dzielnicy, w której ją postawiono
Ulica Kawęczyńska stanowiła południową granicę Szmulowizny – włości Szmula Zbytkowera. Dziś to spokojna uliczka. Gdzieniegdzie widać jeszcze stary bruk. Mimo tynku sypiącego się na głowy przechodniów, widać także, odchodzące w przeszłość znaki piękna niektórych kamienic. W jednym z podwórek pachnie obiadem. Słychać hałas tłuczonego szkła. Zresztą w studniach kamienic słychać wszystko. Ludzie zaglądają sobie do okien i każdy wie, kto na obiad ma krupnik, a kto pomidorową.
Monopol, a przy nim grupka mężczyzn w szarych strojach. Wszystko tu jest szare – tynk kamienic (kto wie, jakie kiedyś miały kolory?), krzywe płytki chodnika i sklepowe szyldy. Ulicę pokrywa warstwa kurzu. Jakby ktoś zapomniał to miejsce dostosować do dzisiejszego świata. Po obu stronach malutkie sklepiki i zakłady rzemieślnicze. Wydawałoby się, że nikt już dziś nie potrzebuje rymarza i tych wszystkich krawców (to chyba jakieś centrum odzieżowe Pragi, bo niemal za każdym rogiem widać szyld z napisem „Poprawki krawieckie”). Klimat rodem z poetyckiej prozy Brunona Schulza.
Po prawej – ostatni na Pradze piętrowy drewniany dom. Kiedyś, przed pożarem, który spustoszył Ząbkowską i okolice w 1868 roku, Kawęczyńska składała się głównie z takich domów. Zamieszkiwała je głównie biedota miejska i niziny społeczne.
To wszystko dawne tereny fabryczne. Tu, niedaleko znajdowała się kiedyś Fabryka Parowa Listew  Domańskiego i  Zabłockiego. Dodzisiaj pod numerem 36 można oglądać zabudowania dawnych zakładów (dzisiaj to budynki Wyższej Szkoły Menedżerskiej). Niedaleko mieściła się też fabryka makaronów i farb drukarskich. A niedaleko miejsca, w którym Ząbkowska przechodzi w Kawęczyńską produkowano naczynia emaliowane. Ani śladu po tym wszystkim. Oprócz ciekawych budynków czerwonej cegły, które jeszcze pewnie pachną produktami, które w nich wyrabiano. 
Kiedyś, jak sama nazwa wskazuje, ulica prowadziła do Kawęczyna.

Gdzie doprowadzi nas dzisiaj ta ulica?
Pytanie retoryczne, bo odpowiedź widać już z daleka. Zmierzamy do Bazyliki p.w. Najświętszego serca Jezusa. Budynek wznosi się dumnie ponad wszystkie kawęczyńskie kamieniczki. Wydaje się, jakby tu nie pasował. Ani śladu tu kurzu, ani śladu ciasnoty. Wysokie kolumny zdają nigdy się nie kończyć, a schody sięgają do nieba.
Co tu robi ten budynek? Monumentalna katolicka świątynia na włościach należących do Szmula Zbytkowera, który był wyznania mojżeszowego?
Fundatorką Bazyliki przy Kawęczyńskiej była księżna Maria z Zawiszów Radziwiłłowa, żona Michała Radziwiłła. Była ona słynną w całej Warszawie działaczką filantropijną i poza wspomnianą bazyliką ufundowała jeszcze kilka kościołów po prawej stronie Wisły. Zakładała także sierocińce i szkoły dla ubogich dzieci. Naturalną przestrzenią jej działań była między innymi Szmulowizna, gdzie nie brakowało biednych i mało wykształconych.
W 1902 roku księżna kupiła działkę przy Kawęczyńskiej. Znajdowała się tam stara drewniana świątynia, którą księżna postanowiła zamienić na murowaną. Wierni modlili się tam przed obrazem Najświętszego Serca Jezusowego. Obraz zresztą zachował się do dzisiaj w świątyni na Kawęczyńskiej.
Architektonicznie bazylika miała przypominać wczesnochrześcijańskie świątynie. Jej projekt stworzył Łukasz Wolski. Monumentalne kolumny, które zdają się nie kończyć, zostały dla celów budowy świątyni przywiezione specjalnie z Rzymu. Pochodzą one z Bazyliki św. Pawła za Murami – nie zostały wykorzystane przy jej odbudowie po pożarze, dlatego księżna mogła je sprowadzić do Polski.
Kolumny przyjechały do Warszawy w 1915 roku. Parafia natomiast została założona w 1919. Nie oznaczało to jednak końca prac budowlanych. Prace kontynuowano w zasadzie przez całe dwudziestolecie międzywojenne, a wykańczanie wnętrz odbywało się jeszcze po II wojnie światowej. W 1923 roku kościół przy Kawęczyńskiej odwiedził papież Pius XI (wcześniej nuncjusz papieski). Wtedy nadał od świątyni tytuł Bazyliki Mniejszej. Jeszcze w międzywojniu parafię objęli salezjanie, którzy opiekują się nią do dzisiaj. Zakonnicy szczególnie zajmują się pracą z młodzieżą, chociaż w przeszłości słynęli też w okolicy z działalności charytatywnej. W dwudziestoleciu międzywojennym w okolicy wszyscy słyszeli o akcji, którą salezjanie prowadzili wspólnie z Towarzystwem Ogródków Jordanowskich. Niedaleko bazyliki utworzono wtedy dla dzieci z okolicy ogródek jordanowski.

Co takiego zachwyca w Bazylice p.w. Najświętszego Serca Jezusa na Kawęczyńskiej?
Zarówno monumentalna budowla, jak i wystrój wnętrza. Przygotowywano go starannie przez wiele lat. Efekty są zdumiewające.
Ołtarz główny został wykonany już po II wojnie światowej przez ojca Wincentego Kiljana. Jest to olbrzymia mozaika, na której widnieje postać Chrystusa, otoczona przez różnych świętych. Odnajdujemy wśród nich anioły i klęczące postaci, które symbolizują Kościół i Ojczyznę. Na mozaice znajdują też się postaci świętych i błogosławionych.
Wrażenie robi też polichromia w innych częściach świątyni. Ukazane są tam postaci z Nowego Testamentu.
Po lewej stronie ołtarza znajduje się niewielka kaplica Najświętszej Maryi Panny Wspomożycielki Wiernych. Figura Matki Boskiej znajdująca się w kaplicy również przyjechała na Kawęczyńską z samych Włoch, tym razem z Turynu.
Jak na ważny kościół przystało, bazylika przy Kawęczyńskiej stała się czynnym uczestnikiem patriotycznego aktu. Historia dotyczy nie tyle samej bazyliki, co stojącej niedaleko wieży. Podobno, gdy w 1953 roku wydano państwowy nakaz uczczenia biciem dzwonów śmierci Józefa Stalina, serce dzwonu rzekomo pękło. A był to nie byle jaki dzwon, bo wykonany w XVIII wieku w Gdańsku z fundacji Karola Radziwiłła.
Kościół powstawał przez ponad pół wieku. Widać tu jednak architektoniczną konsekwencję i klasycystyczną dokładność. Bazylika wygląda jak wycięta z obrazka. Pod jej frontonem zadziwiają stojące jeszcze od czasów przedwojennych dwie latarnie elektryczne. Takie, jakie dzisiaj spotyka się tylko w bajkach.

Błyszczące w słońcu kolumny z Bazyliki św. Pawła za Murami kontrastują z okolicznymi budynkami. Świątynię otaczają zabudowania pofabryczne, takie jak Warszawska Fabryka Drutów, Sztyftów i Gwoździ (przy ulicy Wojnickiej). Trudno oprzeć się wrażeniu, że Bazylika p.w. Najświętszego Serca Jezusowego nie pasuje do krajobrazu. To właśnie dla niej industrialne i niezbyt przyjazne rejony Szmulowizny i Michałowa (tak kiedyś nazywano tę część Warszawy, od imienia Michała Radziwiłła, właściciela tych terenów) odwiedzali najwięksi dostojnicy kościelni i świeccy. Przy konsekracji bazyliki obecny był sam przedwojenny prezydent Stanisław Wojciechowski. Odwiedzili ją także dwaj papieże (jeden z nich, Paweł VI, jeszcze przed wyborem na stolicę apostolską). Pius XI podobno bazylikę nazwał najpiękniejszym kościołem w Polsce. 
Na Pradze trzeba mieć oczy szeroko otwarte. Właśnie dlatego, żeby nie ominąć takich architektonicznych cudów, ukrytych pod szarością codzienności.