Myśli / 2010

  • Opublikowano:

    2010-02-09
  • Odsłon:

    374

Lis przyjaciel… według przekazania chińskiego…

Jest taka opowiastka chińska o lisie przyjacielu.

Przedstawia się mniej więcej tak…

Był wieśniak, który przepadał za winem. W dużym stogu siana, z ogromną dziurą po zebranych już snopach siana, lis zrobił sobie barłóg.

Był towarzyski, to i coraz to, wdawał się w gawędzenie z kmiotkiem. By było ciekawiej, zamieniał się w człowieka. Kmieć dobrze wiedział, kim naprawdę jest, ale udawał, że nie wie.

Wiemy, że ludzie lubią udawać. Prawdę skrywają pod siennik. Tak i było z nim.

Miał wyobraźnię chłopina. Kiedyś, gdy zapadł zmrok, zza wzgórza wychylił się lis, przemieniony w  staruszka i zaprosił wieśniaka do samego centrum stogu siana .

Zauroczone kmiecisko, rozglądało się, ile się dało… I co zobaczyło?

- Niestworzone rzeczy. Niby zwyczajne a jednak nadzwyczajne.

Co to było?  Szereg niezwykle przepięknie zaaranżowanych pokoi.

W jednym z nich, wiekowy starzec, poczęstował go aromatyczną herbatką.

Nietrudno sobie wyobrazić jej posmak. Nie dość na tym, przemiły domownik ugościł  go wieloma lampkami wyśmienitego wina, które on tak lubił. 

Nie często zdarza się, żeby ktoś był aż tak gościnny, więc przez następne dni i tygodnie, nasz bohater bacznie obserwował nadmiernie gościnnego starca.

Śledził go swymi tajnymi sposobami, bo koniecznie chciał się dużo o nim dowiedzieć.

Skąd to znamy? Enigmatyczne realia i coś tam jeszcze?  Taka już jest natura ludzka, gdy coś ją zaciekawi, to drąży i drąży, by było jasne, kto jest kto. Teczki puchną od tej wiedzy…

Nie tylko teczki, brzuchy poszkodowanych i głodnych – też, zwłaszcza gdy są przepytywani… Słabo im się robi od zadawanych pytań i zaraz muszą z toalety korzystać.

Nie ma silnych na fizjologię, to i gardło często wysiądzie…

Podobnie z tajnymi służbami. Ciężką mają robotę. Wszystko muszą zanotować . To i notują na pamiątkę dla potomnych, ile razy ktoś z toalety skorzystał i na cmentarzu był. … 

Nic w przyrodzie nie ginie. Powodem są afery…Wezwą delikwenta na komisję, a ten wije się na prawo i lewo z bezsilności, i niczego nie pamięta, mimo że w wieku sklerotycznym jeszcze nie jest.

Może z tej skromnej opowiastki wzięło się to wszystko? Kto to wie?

Kmiotek nie był taki głupi, jakby wydawało się. Mądrzejszy od niejednego ministra.

Nie znalazł odpowiedzi na zadawane sobie pytanie – po co on to robi? Taki uprzejmy dla mnie? Przekupić mnie chce czy co? Co się za tym kryje? Zapewne podstęp jakiś.

Perfidia czy szczerość? Zgłupiał od tych pytań, które sobie zadawał i spać nie mógł…  Tak to jest, gdy człowiek ma nazbyt dużo problemów. Nie dość, że sam ze sobą sobie nie radzi, to jeszcze inni czadu mu zadają . Miał skłonności do pijaństwa, ale nic poza tym, więc trapiło go zachowanie starowiny. Chłop z natury bywa podejrzliwy. Taka jego uroda.

Wreszcie odważył się i zapytał, co jest przyczyną jego gościnności.  Który z polityków o to pyta?  Chłop kieruje się swoją mądrością i jest w tym lepszy od polityka, w dodatku ani mu się śni, by w tańcu z gwiazdami występować. Bo chłop, co najwyżej, w symbiozie z gwiazdami, co na niebie błyszczą nocą.  Po całym dniu siermiężnej pracy rozłoży się na ławce przed domem i patrzy do góry, jak to zmieniają się gwiezdne figury…Podłubie w nosie. Piwko wypije i swoje wie.

Starzec popatrzył na niego. Chwilę się zadumał, by było przejrzyściej i odpowiedział – „ … nie ma w tym niczego podstępnego, lubię odwiedzać przyjaciół i popijać z nimi wino…”.

Jak łatwo zostać czyimś przyjacielem. Wystarczy komuś powiedzieć, że „jestem twoim przyjacielem” i zanurzyć się z nim w oparach wina…  Jakby tak, do czarki z winem dorzucić tabletkę szczęścia, to już lepiej być nie może…Występy się zaczną . Nawet mężczyzna płeć zmieni… Sukienkę ubierze i paznokcie na czerwono pomaluje, na głowie wstążeczkę zawiąże… Na dokładkę w tabloidach pokażą… Starzec – lis, podobnie chytrze, przekonywał chłopa o swym przyjacielskim oddaniu, to i  po takim wyznaniu, wizytom nie było końca…

Otwartość do granic rozsądku i niekończące się toasty…Pewnego razu wieśniak wyraził życzenie, by pójść ze staruszkiem do jego przyjaciół.

Speszył się staruszek co nieco i najpierw odmówił, potem zgodził się .

Zawiał silny wiatr i uniósł ich w nieznane. Wiatr ma to do siebie, że zawsze wieje z właściwej strony, choć nieszczególnie zgodnie z prądem. Nie ma co, dziwić się, bo wiatr ma swoje przywileje… z jego przyczyną , wiatru, że wieje, jak na wiatr przystało, ze wzmożoną siłą i rozeznaniem, znaleźli się w  mieście i zaraz podążyli do restauracji. Tam głośno było od śpiewu mężczyzn. Wiadomo, jakie mężczyźni głosy mają donośne… Staruszek umiejscowił kmiecia na galerii i poczęstował go najlepszym winem. Takiego zaszczytu nie wszyscy doznają.

Przyniósł mu także jedzenie. I dobrze uczynił, bo chłopina zdążył wygłodnieć.

Głodny żarłby i żarł bez końca…Podobnie z pieniędzmi, nigdy ich nie za dużo dla niektórych. Studnia bez dna. Tak było z wieśniakiem  - jadł i jadł  żarłocznie i z apetytem, by brzuch napełnić.

Nawet staruch zadziwił się, że takie pojemne brzuszysko ma. Jakby nie było dość, pojawił się kelner z deserem.

Desery są kuszące…I wówczas okazało się, że coś jest nie tak . Wieśniak zapytał starca, w którego wcielił się lis, czy może spróbować smakołyku przyniesionego przez kelnera.

Wtedy lis przeraził się i odpowiedział, że – „nie, bo kelner jest uczciwym człowiekiem”.

Wyszło szydło z worka.Chłop zrozumiał, że zapomniał o uczciwości i zawiązał spółkę ze zwierzęciem wysoce nieuczciwym. W tym momencie odzyskał zdrowy rozsądek i  właściwe rozeznanie sytuacji.

Miał szczęście w tym wszystkim, bo lis okazał się być tylko lisem a nie czartem…

Ilu pośród nas takich kmiotków i lisów?  Niech każdy sam na to odpowie…

 

Krystyna Jadamska - Rozkrut 2010.02.01