Wycieczki / Trzeba odwiedzić

  • Opublikowano:

    2010-10-19
  • Odsłon:

    335

Kurpie pielęgnują ludowość

Kiedyś zamieszkiwali puszcze i żyli w małych leśnych osadach. Dziś już nie muszą polować. I choć żyją w miastach, wielu z nich dba o to, by dawne tradycje przetrwały.
To nie oni wymyślili dla siebie nazwę. Woleli nazywać się „Puszczakami”, ale okoliczna ludność okrzyknęła ich „Kurpsiami”. Dziś używa się tylko tego drugiego określenia, chociaż pierwotnie było ono pejoratywne. Kurpsie to buty z lipowego łyka, które nosili mieszkańcy Puszczy Białej i Puszczy Zielonej nawet wtedy, kiedy ludzie wokół mieli już bardziej nowoczesne obuwie. Samo słowo kojarzyło się więc z kulturowym zacofaniem – stąd niechęć samych Kurpi do jego używania.
Dziś jednak już nikt nie pamięta, co to słowo kiedyś znaczyło. A sami Kurpie robią wszystko, co w ich mocy, żeby ich tradycja stała się sławna na całą Polskę.

Spory o tożsamość

Najwięcej problemów stwarza ustalenie, kto jest, a kto nie jest Kurpiem.
-  Ci z Puszczy Białej to nie przyznają się, że też są Kurpiami – mówi mi wyraźnie podirytowany mieszkaniec Myszyńca. – Powiedz takiemu z Wyszkowa czy Ostrowi Mazowieckiej, że jest Kurpsiem, to się obrazi. Nawet Ostrołęka się do nas nie przyznaje, chociaż mają kurpiowskie muzeum. A co złego w byciu Kurpiem?
Trochę słychać w tej mowie kompleksów, trochę zarzutów. Słusznie jednak starszy brodaty pan Bronek zwraca uwagę na to, że Kurpie rozciągają się dużo dalej niż dziś się powszechnie sądzi. Cały region podzielony jest na dwie części: obszar Puszczy Zielonej i obszar Puszczy Białej. Puszcza Zielona rozciąga się pomiędzy rzekami Pisą, Narwią i Orzycem. Jej północne granice sięgają granic dawnych Prus Wschodnich. Na ich terenie leżą m.in. Kadzidło i Myszyniec, które do dzisiaj najbardziej pielęgnują dawne kurpiowskie zwyczaje. Puszcza Biała natomiast obejmuje miejscowości Ostrów Mazowiecką, Wyszków, Brok, Pułtusk i Brańszczyk.
Rzeczywiście mieszkańcy okolic Puszczy Zielonej bardziej identyfikują się z kurpiowskim dziedzictwem. Dlatego właśnie wybieram się na spacer po Łysych.
Ludowość od święta
W Łysych z każdej strony otaczają mnie piękne drewniane domki. Niektóre z nich mają piękne architektoniczne zdobienia. Cisza i spokój wiejskiego popołudnia. Nawet psy nie szczekają, bo w taki upał wolą położyć się pod gruszą.
W Łysych są dwa kościoły. Jeden nowy, drugi stary, pachnący drewnem. Co roku na Niedzielę Palmową zjeżdżają tu tłumy ludzi, aby podziwiać palmy. Miejscowość zasłynęła bowiem z konkursu na najwyższą wielkanocną palemkę. Wtedy trudno się przecisnąć przez wąskie uliczki wsi, bo po obu ich stronach siedzą babcie, sprzedające lokalne wyroby. Pod kościołem można kupić typowe kurpiowskie wycinanki i spróbować piwa kozicowego (to podpiwek zrobiony z jałowca, bo jałowiec to po kurpiowsku kozica).
-  U nas dużo imprez przeróżnych się odbywa – opowiada mi mieszkaniec wsi. – Dzisiaj akurat takie spokojne popołudnie, ale często jest wesoło. Na Niedzielę Palmową to przyjeżdżają muzykanty z całej Polski. Zabawa nawet lepsza niż w Warszawie – przekonuje pan Bronek i uśmiecha się pod wąsem.
Na co dzień jednak Łyse żyją spokojnym życiem, choć coraz więcej tu turystów, którzy przyjeżdżają z miast, by rozkoszować się prawdziwie idyllicznym życiem na urlopie.
-  Wiele Kuprsi wstydziło się pochodzenia – mówi dalej pan Bronek. – Bo ludzie mówią, że my zacofani, że z lasu wyszli. A teraz dużo tu miastowych przyjeżdża. Kupują chaty w okolicy, w lesie. Do Łysych zajadą, żeby zakupy zrobić. I ludzie widzą, że obcym się tu podoba, to myślą: „Może nie jest tak źle? Może my wcale nie tacy zacofani, skoro z miast przyjeżdżają?”.
Kurpie niewątpliwie potrafią wykorzystać potencjał kulturowy i turystyczny, który tkwi w regionie. Ważne jest, że imprezy, które są tu organizowane, nie są tylko na pokaz i dla przyjezdnych, ale przede wszystkim – dla okolicznych mieszkańców. To, co w Kurpiach żyje do dziś, to niewątpliwie poczucie wspólnoty.

Historia

Pan Bronek z jednym ma rację: Kurpie rzeczywiście wyszli z lasu. Kiedyś w tych rejonach mieszkali chłopi, którzy uciekli od pańszczyzny. Także ludzie ścigani przez prawo i ci, którzy szukali wolności. Las w naturalny sposób wydawał się przestrzenią odpowiednią dla nich. Z czasem ludzie zaczęli tworzyć osady. Utrzymywali się głównie z myślistwa, łowili też ryby i hodowali pszczoły. Na tych terenach nie było zbyt wiele ziem, nadających się do uprawy – tradycja rolnicza jest więc w tym rejonie stosunkowo nowa. Co ciekawe, niektórzy z nich zajmowali się także wydobyciem bursztynu, który występował na tych terenach. Byli też wśród nich tkacze i flisacy.
Pierwsze wsie powstały tu w XVI wieku. Wcześniej żyli tylko pojedynczy osadnicy. Etnografowie opisujący zwyczaje Kurpiów, opisywali ich jako naród dziki i odporny na trudy. Do dzisiaj w żartobliwych porzekadłach mieszkańcom Kurpiowszczyzny zarzuca się mściwość i zawziętość. Ile w tym prawdy? Na pewno warto zwrócić uwagę na siłę ich charakteru, który pozwolił przetrwać w tak trudnych warunkach życiowych. Plemiona kurpiowskie żyły w oddzieleniu od sąsiadów. Dlatego też w ich przypadku mamy do czynienia z silną odrębnością kulturową i tradycją, która przetrwała wieki praktycznie nienaruszona obcymi wpływami.
A z czego dzisiaj słyną Kurpie?

W muzeum i na polu
 
Warto odwiedzić Muzeum Kultury Kurpiowskiej w Ostrołęce. To ono przejęło na siebie ciężar przechowania kurpiowskiej tradycji. Dzieci uczą się w nim robienia wycinanek, tańców kurpiowskich, malowania pisanek czy wyplatania koszyków z korzeni sosny.
W Muzeum można obejrzeć dokumenty dotyczące historii regionu, ale także dzieła artystyczne malarzy pochodzących z terenów Kurpiowszczyzny.
Prawdziwe życie toczy się jednak – jak zapewne wiadomo – poza muzeami. Tutaj też mamy do czynienia z rozwojem kultury regionalnej. Mieszkańcy Kurpiowszczyzny, podobnie jak za dawnych czasów, dziś także są mistrzami pszczelarstwa. W Myszyńcu co roku w sierpniu odbywa się uroczyste Miodobranie. Podobno jest to największa impreza folklorystyczna w całej północno-wschodniej Polsce.
- Nasz kurpiowski miód jest najlepszy na świecie – zachwala mi pan Bronek. – Pszczoły mają tu dużo przestrzeni do latania, mamy też dużo lip, a ja najbardziej lubię miód lipowy.
W Kadzidle co roku odbywa się tradycyjne Wesele Kurpiowskie, połączone ze Światowym Zjazdem Kurpiów oraz z wieloma koncertami muzyki ludowej (i nie tylko).
W czasie wszystkich kurpiowskich imprez swoje dzieła prezentują też ludowi artyści. Na straganach można kupić rzeźbę czy obraz lokalnego twórcy, spróbować prawdziwego miodu z kurpiowskiej pasieki czy napić się tradycyjnej nalewki. W oczy rzucają się kolorowe, przecudnej urody wycinanki. Gdzieniegdzie słychać jeszcze kurpiowską gwarę, która raczej króluje tu od święta, a nie na co dzień.
Ci, którzy mówili o Kurpiach jako o narodzie wytrwałym, chyba jednak mieli rację. Bez ich zawziętości i poczucia odrębności kulturowej nie byłoby dzisiaj tego całego dziedzictwa, które możemy oglądać na wielu festiwalach przez nich organizowanych.