Myśli / 2011

  • Opublikowano:

    2011-02-17
  • Odsłon:

    378

Jego „piórko i węgiel”…

Kiedy pojawiał się w ekranie telewizora, przyciągał tłumy. Pamiętam swój zachwyt z pierwszego obejrzanego programu z Nim w roli głównej. Odtąd nie opuściłam żadnego odcinka… Przybliżał widzom osiągnięcia w zakresie architektury polskiej i światowej. Fascynujący człowiek o niepowtarzalnym talencie. Otrzymał m.in. Medal  Edukacji Narodowej i Krzyż Komandorski z Gwiazdą  oraz liczne nagrody, dwukrotnie – Nagrodę Miasta Krakowa I stopnia.
Architekt i profesor Politechniki Krakowskiej, także konserwator zabytków, twórca scenografii do spektakli i oper, autor licznych publikacji naukowych ( „Słownik krajobrazu polskiego”, „Geneza i rozwój attyki polskiej”,  „Konserwacja zabytków w Polsce, 
„ Kościoły Lubelszczyzny na podstawie badań kościoła w Uchaniach”);  książkowych („Opowiadania najkrótsze o ludziach nader różnych”) i prasowych ( „Artykuły i rozprawy dotyczące wczesnośredniowiecznego Krakowa”), doktor honoris causa – Wiktor Zin. Jego „piórka i węgla” oraz sposobu przekazu nie zastąpi nikt.
Sprawna ręka, z lekkością wirtuoza, rysowała wspaniałe widoki. Charakterystycznym głosem, pełnym emocji i  piękną polszczyzną, w sposób bardzo przystępny i malowniczy,  przybliżał  urodę pejzażu i zabytków.  Spontanicznie i z ogromną swadą popularyzował wiedzę o historii sztuki polskiej. Gawędziarz, znawca i miłośnik historii i sztuki.  Jego akwarele są świadectwem niezwykłego talentu. Lubił wyjeżdżać na drugą stronę Bugu. Z tych wojaży
powstała książka –  „Bohaterowie przetrwania”. Mówi o sobie, że w Jego przypadku malowanie i rysowanie stanowi środek do osiągnięcia celu, nie będąc celem samym w sobie.
To, co rysował piórkiem i węglem oraz słowem, szumiało Polską i pięknem.  Rysował wszystko i opowiadał o wszystkim – o historii sztuki, kondycji ludzkiej, ekologii a także o swym życiu. Był bardzo związany z Krakowem. Przyjaźnił się  z Andrzejem Korzeniowskim.  Mówił, że nie umiałby bez niego żyć. Znany był z ogromnej pobożności. Razem z żoną Aleksandrą uczęszczał na 7, 30,  na Mszę Św., odprawianą po łacinie w Katedrze Wawelskiej.  Po Mszy bywał w Kawiarni Europejskiej.
Profesor Wiktor Zin to niezwykły przedstawiciel kultury polskiej drugiej połowy XX wieku.
Już jako dziecko zetknął się ze sztuką.
Tradycje artystyczne wyniósł z domu rodzinnego. Jego dziadek i ojciec prowadzili pracownię malarsko- złotniczą. To od nich nauczył się tajemnic konserwacji.
Rodziny nie było stać na kształcenie Go, więc wziął sprawę w swe ręce. Narysował uliczki ze starymi domami i koszary, stwarzając album rysunkowy Hrubieszowa i udał się z nim do Marszałka Rydza - Śmigłego. Dzięki temu otrzymał stypendium i rozpoczął naukę w wybranym gimnazjum im. Stanisław Staszica w Hrubieszowie. W latach II wojny światowej
w domu Jego dziadka zamieszkali etnolodzy i grupa profesorów historii sztuki z prof.  Malinowskim. To od nich otrzymał wiedzę z zakresu sztuki.
Po wojnie studiował na Wydziale Architektury Politechniki  Krakowskiej. Pracował ciężko przy tworzeniu rysunków i prac na zamówienie. W ten sposób zarabiał na życie. Miał także plany ambicjonalne. Chciał zaistnieć w Krakowie. Wcześnie został asystentem swego profesora – Witolda Dalbora. Szybko awansował i stał się znanym człowiekiem. Tematem Jego pracy doktorskiej było budownictwo sakralne. Przez całe życie pisał pamiętniki. Książka – „Półgłosem i ciszą” jest autobiograficznym opisem dzieciństwa. Uważał książki za źródło kultury, dlatego pisał o pięknie -  „Piękno nie  dostrzegane”,  „Piękno potężne” i  „Piękno utracone”.
Był autorem kilku sztuk teatralnych – „Złota klatka”, „Przez samochód, kobietę i psa”.
Uwielbiał muzykę i chętnie przy niej odpoczywał.
Kochał piękno, widział w nim to, co najbardziej istotne. Dla Niego nie było rzeczy brzydkich.  Ujmował piękno jako kategorię  pozbawioną chaosu i brzydoty. To, co powszechnie uznawane jest za brzydkie i nieprzyjemne, pokazywał tak, jakby to było coś nadzwyczajnego. Piękno było dla Niego darem Boga. Uczył, jak patrzeć na nie. Przyznawał się, że naturę wchłaniał w siebie – „ …pochłaniałem ją ołówkiem i pędzlem. Nie po to, by tworzyć obrazy, lecz dla samego przeżycia czegoś, co zawsze było nieskończenie logiczne i piękne.” Tajemnica życia, natura, człowiek,  czas, przemijanie, stara architektura, sztuka - to świat profesora. Prawdy o sztuce przekazywał bezpośrednim językiem, pozbawionym naukowej napuszoności i liczb. Unikał języka specjalistycznego, przez co przekaz Jego gawęd był niesłychanie cenny. Na kartonie rysował węglem polski krajobraz, opowiadając o jego pięknie. Widzów uwodził wiedzą i talentem.
Był wielkim pasjonatem sztuki.. Bez reszty oddawał się jej i opowiadał o niej z ogniem w oku. Pokazywał chaty, stogi siana, snopy zboża, kościoły i kapliczki, również kresowe dwory, dworki i pałace, rodowe zaścianki z Podola, Polesia i Wołynia. .  Charakterystyczną cechą Jego twórczości jest patriotyzm, tak chętnie przez Niego opiewany w Jego artystycznej i książkowej twórczości. Jego „piórko i węgiel” nie ma sobie równych. Lekko i melodyjnie z silnym akcentem Kresowiaka wprowadzał nas w świat, który, dzięki Niemu, tak szybko nie zginie.  Wspaniałym obrazem i narracją dzielił się wiedzą o zapomnianej historii polskich magnatów, szlachty i ziemiaństwa.. Profesor Wiktor Zin to wielka osobowość i niepowtarzalny człowiek, który w niejednym sercu zapalił iskrę fascynacji pięknem. 

Krystyna Jadamska - Rozkrut  2011.02.17