Myśli / 2011

  • Opublikowano:

    2011-04-30
  • Odsłon:

    231

Był z nami...

Byliśmy z Nim od momentu, gdy został papieżem aż do Jego śmierci. Znaliśmy Go wcześniej z Jego działalności jako kapłana, biskupa, kardynała. Spotykaliśmy Go na turystycznych trasach. Od zawsze, każde z Nim spotkanie było wyjątkowe.
Miałam może dwanaście albo trzynaście lat, kiedy spędzałam wakacje u cioci.
Często ciocia organizowała spływ kajakiem po Czarnej Wodzie.
W pewnym momencie znajomy cioci wykrzyknął - "...Wujek!". Sądziłam , że zobaczył któregoś z moich wujków i zapytałam - "który i gdzie?".
Odpowiedział - "Przed nami". Powiedziałam wtedy - "... ale ja nie znam tego wujka".
Bo  niby skąd miałam znać? Kiedy kajaki były obok siebie, panowie w powitalnym geście wyciągnęli ręce do siebie. Potem "pan" z sąsiedniego kajaku przywitał się ze mną, dziwnie wpatrując się w moje oczy. Uśmiechając się powiedział, że mam dobre serce, że napotkam w życiu wiele trudności, ale sobie z nimi poradzę. Na koniec pobłogosławił mnie. Byłam do tego stopnia speszona, tym spotkaniem i tym, co powiedział, że nie słyszałam tego, co szeptem powiedział do znajomego cioci, który z wielkim przejęciem opowiedział o tym spotkaniu mojej mamie i cioci. Podobno Karol Wojtyła przekazał mu słowa, że trudna droga przede mną... I rzeczywiście... ta przepowiednia sprawdziła się w moim dorosłym życiu... O tej historii przypomniałam sobie już jako matka dzieciom, gdy ogłoszono Go papieżem. Moje drugie bliskie spotkanie z Ojcem Swiętym miało miejsce w Rzymie w Sali Audiencyjnej. Papież przechodził koło barierki i podawał rękę szczęśliwcom...
Byłam w trzecim rzędzie pośród wyciągających dłonie w Jego kierunku. Pomyślałam -"jestem bez szans..." i  w tym momencie poczułam dotyk dłoni papieża, który zatrzymał się na moment, głęboko spoglądając w me oczy... Miałam wrażenie, że mnie prześwietla i rozpoznaje... Ten dotyk i to spojrzenie dodały mi sił na dalsze przetrwanie w mej trudnej ówczesnej, losowej sytuacji... Potem było jeszcze sześć różnych w swej wymowie spotkań z Ojcem Swiętym - Janem Pawłem II, które zaowocowały moim duchowym rozwojem.
Nasz papież widział, to, czego nie dostrzegają inni. Dlatego Jego nauczanie było takie twórcze i wiarygodne. Był zwyczajnym człowiekiem - prostolinijnym, skromnym, szlachetnym wrażliwym, pracowitym, religijnym, twórczym i pełnym miłości do Boga i bliźnich. I w tym wszystkim był nadzwyczajny i doskonały.
Kochany przez ludzi różnych ras, wyznań i narodowości był nie tylko podziwiany, ale również zyskał ogromny autorytet. Pielgrzym, który zadziwił cały świat, poruszył ludzkie serca, wyniesiony zostaje na ołtarze jako wzór świętości.
Gdy z heroiczną godnością odchodził z tego świata, nie kryjąc swego udręczonego chorobą oblicza, pokazał, jak człowiek odnajduje siebie w wymiarze cierpienia i jednocześnie, mimo słabości fizycznej, był z nami do końca swoich dni...
Jak dzielny żołnierz w gotowości bojowej, tak On, trwał na posterunku swojej duszpasterskiej misji i swoją postawą umacniał w nas wiarę w wartości ponadczasowe. Odchodził żegnany przez tłumy, które przy blasku światła i modlitwie, czuwały przy Nim dnie i noce. Kiedy, podczas Jego pogrzebu, karty Biblii uniosły się do góry, wszyscy odczytali w tym symboliczny przekaz. Ten, który głosił Słowo Boże, jakby znowu przypominał o tym, że - " ... a przecież nie cały umieram, to co we mnie niezniszczalne trwa..."
Był z nami i pozostanie na zawsze w naszych sercach. Pamiętamy o Nim w modlitwie, Radujemy się z beatyfikacji Jana Pawła II i niecierpliwie czekamy na Jego kanonizację.
Jego niezapomniane słowa - "Nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi" stały się drogowskazem do wielu naszych poczynań.
Tylko czy jesteśmy wierni Jego słowom i kroczymy zgodnie ze wskazaniem tego drogowskazu w ochronie i urzeczywistnieniu tej całej duchowej spuścizny, którą nam zostawił?... To jednak pytanie pozostawię bez odpowiedzi. 

Krystyna Jadamska - Rozkrut   2011.04.30