Myśli / 2010

  • Opublikowano:

    2010-11-29
  • Odsłon:

    298

Niedługo święta… i „tu leży pies pogrzebany” …

Znowu jesteśmy w okresie przedświątecznym.  Jak co roku zaczyna być szumnie i wystawnie. Zasypywani jesteśmy wszelkiego rodzaju reklamami i zachęcani do świątecznych zakupów.
Przynęta zdaje się roztaczać szerokie kręgi. Przyjęło się bowiem, że święta powinny mieć swoją oprawę. Duchowość zdaje się w tym wszystkim odchodzić na dalszy plan. Nieistotna wydaje  się ważność samego święta. Wystarczyłoby  zważyć na szali, ile czego jest.  Ile jest w tym właściwego wymiaru świąt, a ile zamieszania wokół nich. Na pewno więcej w tym zabiegania o formę niż o treść. Sklepy powoli przybierają świąteczny wygląd. Niedługo na ulicach pojawią się osobnicy przebrani za Św. Mikołaja, do którego małe dzieci napisały listy z prośbą o prezenty. Czy wszystkie te życzenia i oczekiwania zostaną spełnione zależy od zasobności portfela rodziców. Przypadkowo w sklepie przy stoisku z zabawkami spotykam kobietę, która któregoś letniego dnia, siedząc  przy mnie na ławce w parku, opowiedziała historię swego życia.
 - „ Widzi pani, ile tu wszystkiego? Co z tego, jak ceny takie, że mnie nie stać. Kilka dni temu dziecko dało mi list do Św. Mikołaja.” Wyjmuje z kieszeni pogiętą kartkę .
- „Niech pani czyta, co tu jest.”
Czytam. Dziecko prosi o straż pożarną, klocki lego, mikro żuczka i mikro mrówkę albo jakieś inne mikro…
Mama narzeka- „ Jak mu to kupię, najtańsza zabawka z tych to za pięćdziesiąt złotych. Mogę mu kupić do dwudziestu złotych. Może w sklepie za pięć złotych jakieś zabawki mu kupię, ale on już się na tym zna, chce takie,  jak koledzy dostają. ”
Gdy to mówi  ma łzy w oczach i dalej utyskuje, że już teraz się martwi, za co wyprawi święta i na co jej pieniędzy wystarczy.
Przykro o tym słuchać. Zbliżamy się do kasy. W jej koszyku bochenek chleba, olej, cebula i pasztetowa. Przed nami dwa kosze pełne dóbr, przepełnione do granic możliwości. Los nierówno traktuje ludzi. Jednym daje w nadmiarze, drugim skąpi. I na nic nie zdadzą się tu uwagi typu – jedni dbają, by było, drudzy nie. Można tak roztrząsać w kółko, że to czy tamto, jedno jest pewne – jak świat światem  jest bogactwo i bieda. Jak wytłumaczyć  małemu dziecku, dlaczego Św. Mikołaj nierówno traktuje dzieci? Jednym przynosi najdroższe zabawki, które sobie wymarzą, a drugim daje te najtańsze i często nieekologiczne, z Chin;
jak to dziecku  uzasadnić, że tak już jest?  Tak było od zawsze. Jedni mieli, drudzy nie. I od tych pierwszych często zależało, czy ci drudzy też coś dostaną , czy nie…. Dlatego pojawił się Św. Mikołaj w dziejach prozaicznych, ziemskich spraw. Tylko, że mimo wielu starań nie przewidział, że nie sprosta zadaniu,  nie będzie mógł jednakowo obdarować wszystkich dzieci i „tu leży pies pogrzebany”, i w tym sęk…
A może byśmy tak i my, po swojemu i skutecznie, chociaż raz w roku dla takich dzieci, które mają ubogich rodziców przeistoczyli się w Św. Mikołaja?
Niewątpliwie warto zostać dobroczyńcą, by sprawić komuś radość. 
 
„Nigdy nie jest tak, żeby człowiek, czyniąc dobrze drugiemu, tylko sam był dobroczyńcą.
Jest równocześnie obdarowywany, obdarowany tym, co ten drugi przyjmuje z miłością.” – Jan Paweł II

 
Krystyna Jadamska - Rozkrut  2010.11.29