Myśli / 2008

  • Opublikowano:

    2008-10-27
  • Odsłon:

    232

Moja mama koleżanka

Czy córka i matka mogą być koleżankami? I tak, i nie. Jest wiele obszarów, w których są nimi i pozostaną, ale generalnie relacja matka - córka nie jest równorzędną. Czasem matka nie może być kumpelką.
W moim rozumieniu słowo „koleżanka” zawiera w sobie przede wszystkim ideę równości wiekowej i wszystkiego, co z taką relacją jest związane: równe prawa wobec siebie nawzajem, bezpośredniość komunikacji, szczególną więź opartą na osobistych, wzajemnych zwierzeniach (w tym intymnych tajemnicach), pocieszanie się w nieszczęściu, ale też porównywanie się i rywalizację. Koleżeństwo – gdy weźmiemy pod uwagę relacje podstawowe w rodzinie – najbliższe jest relacji: siostra – siostra. Siostra może wspierać siostrę w konflikcie z rodzicami. Mogą razem wymyślać najgorsze przezwiska dla ojca-tyrana (po to, by odreagować emocje i zademonstrować swoje wsparcie). Może pomóc jej uciec z domu. Jeśli zrobi to matka, uczyni to z pozycji „siostry w bólu”, również gnębionej jako kobieta przez domowego satrapę. Jeśli jednak pozostanie matką i żoną – w przypadku konfliktu córki z ojcem nie może stanąć przeciw mężowi, ponieważ relacja małżeńska jest nadrzędna. Nie może zabawiać się z córką (koleżanka może) w wymyślanie najgorszych przezwisk dla ojca, ponieważ przestałaby być jego żoną. Matka może podjąć w imieniu córki negocjacje, które zwiększą obszar dobra w rodzinie, a tym samym wpłyną na relacje ojciec – córka.

Świat nowymi oczyma
Koleżanka – rozumiana jako „prawie siostra” – pojawia się w życiu dziecka zwykle w okresie dojrzewania. Tempo zmian biologicznych, jakie zachodzą wtedy w dorastającym człowieku, można porównać do tego, co działo się z nim w niemowlęctwie. Ciało radykalnie zmienia proporcje. Organizm bombardowany jest hormonami, które wzbudzają nieznane dotąd popędy. Te opanowują umysł. Psychiką młodego człowieka miotają silne emocje, a różnorodność wartości i wzorców życiowych, które oferuje świat, powoduje prawdziwy zawrót głowy. W efekcie życiu brakuje jednoznacznego punktu odniesienia, zaś doświadczeniu – ciągłości. Bo wszystkie pewniki i ciągłości, na których można było dotąd polegać, są – ze względu na naturę, a także przez wejście w kulturę dorosłą – na nowo „opisywane”, a także często burzliwie kwestionowane. Dziecko po trochu przestaje być dzieckiem, rozluźnia ścisłe więzi zależnościowe z rodzicami i udaje się w świat. Robi to między innymi po to, by z jednej strony – odkrywać, zaś z drugiej – eksperymentować i budować swoją tożsamość na obrzeżach rodziny lub poza nią. Nasze córki (a także synowie) udają się wówczas w drogę odkrywania tego „kim jestem” poza tym, że są córkami (dziećmi) swoich rodziców. Ten moment (pisał o tym Erik H. Erikson, psychoanalityk dziecięcy) jest momentem kluczowym dla rozwoju tożsamości dziecka. Jest to faza, w której burzliwie (zazwyczaj) kształtują się i ustalają (przy pozytywnym wariancie rozwojowym) zręby tożsamości osobowej. Jak każda inna faza rozwojowa, opisywana językiem przywołanego tu autora, może ona zakończyć się konstruktywnie lub destrukcyjnie. Moment kluczowy Erikson określa jako: tożsamość a rozproszenie tożsamości. Dziecko może ją uzyskać albo „rozpłynąć się” w wielu jej wariantach.
Zaburzenia zachowania wokół poszukiwania nowej tożsamości są w tym okresie rzeczą znaną wszystkim rodzicom i wychowawcom. Zaś niebezpieczeństwo rozproszenia tożsamości znane jest wszystkim terapeutom. W „widzianych nowymi oczami” sytuacjach społecznych brak jest jednoznaczności, a poczuciom wewnętrznym – spójności. W takim stanie ducha doświadczeniu wewnętrznemu muszą towarzyszyć rozterki i konflikty.

„My” nastolatki
Dojrzewający młody człowiek, poszukujący swojej tożsamości, jest wyczulony na własny obraz w oczach innych i stale porównuje go z tym, jak sam widzi siebie. Ponieważ możliwości, które po raz pierwszy otwierają się przed młodym człowiekiem, przedstawiają się jako sprzeczna mozaika, młodzi ludzie pomagają sobie wzajemnie przetrwać ten trudny okres: formują kliki, mają wspólne ideały i wspólnych wrogów. Do tego właśnie potrzebne są koleżanki, a nie mamy, które tylko w tym przeszkadzają.
Dla psychologicznej charakterystyki tego okresu używa się często pojęcia „nadidentyfikacja”. Nadidentyfikacja jest mechanizmem obronnym chroniącym przed ryzykiem rozproszenia „ja” (nadal odwołuję się do języka i koncepcji E.H. Eriksona). Poszukując owego „my” w miejsce tak bardzo niepewnego „ja”, młodzi ludzie nabywają (często) „mentalności klanowej”. Mogą również stać się nietolerancyjni i okrutni wobec „innych” – inaczej wyglądających, obcych środowiskowo, o innych upodobaniach. Jak wiadomo, nawet drobne detale stroju i zachowania (np. fason butów czy nakryć głowy) uznawane są przez grupę za sygnały różniące „swojego” od „obcego”.
Nastoletnie córki, opierając się na jakimś „my”, w miejsce matek potrzebują rozwojowo właśnie koleżanek. „My” nastolatki. „My” fanki określonego idola lub zespołu. „My”, które pod groźbą tortur (także tortur zadawanych przez mamę) nie splamimy się włożeniem obciachowego sweterka. „My” chude (często do granic ryzykowania zdrowiem, wobec desperacji i rozpaczy mamy), „my” zabawowe, „my” ryzykantki, „my” ideolożki takiej czy innej sprawy lub wiary (często całkowicie innej od wiary lub ideologii rodziców), „my” pokolenie JP II.
Życie w szkołach, internatach, na zgrupowaniach i obozach tętni gwałtownym zbliżaniem się i oddalaniem (obrażaniem), paruje subtelnymi i wstydliwymi zwierzeniami, poprzez które córki dowiadują się, jak inaczej można coś widzieć, przeżywać, doświadczać... Sprawy światopoglądowe i erotyczne podlegają oglądom, porównaniom, fascynacjom i eksperymentom. Ustalają się wspólne (obowiązujące!) poglądy i postawy. Naturalne w rytmie własnych potrzeb, możliwości i temperamentu. Nie jest to wyłącznie czas bliskości i przyjaźni. Są też wielorakie animozje, zazdrości czy zawiści, rywalizacje (szlachetne i podstępne), gniewy oraz przeprosiny. Nie należy jednak zapominać, że w okresie tym mogą się rodzić prawdziwe i głębokie przyjaźnie i więzi, które – wystawione na próbę czasu – okazują się nieraz silniejsze niż więzi rodzinne.

Mądra przewodniczka
W jaki sposób mogą w tym wszystkim uczestniczyć dorośli? Są bardzo ważni, zarówno matki, jak i ojcowie. Ważni poprzez tzw. mądre przewodnictwo. Surowe wymaganie i nietolerancja albo werbalne stereotypy i zakazy tracą swoją moc, gdy dziecko osiągnie 12 lat. W zamęcie i bałaganie potrzebny jest przewodnik. Jeśli przewodnika dla danej sprawy nie znajdzie się w rodzinie, nie uzyska się w niej mądrego wsparcia.
Wydaje się, że „mądra przewodniczka” to jedna z ról, z którą może i powinna się spotkać matka wobec córki w okresie „burzy i naporu”. Zapewne przewodniczka m.in. w sprawach kobiecych, co oznacza bardzo szerokie spektrum doświadczenia osobistego. Jest to wielkie wyzwanie dla matki, ponieważ do roli tej nie dojrzewa się „mechanicznie”. Mądrość nie jest ani ściśle, ani mechanicznie czy wprost proporcjonalna do wieku metrykalnego. Stąd wiele matek doświadcza opisywanego tu okresu rozwojowego córki jako szczególnego i trudnego wyzwania życiowego dla siebie. Pozytywne rozwiązanie tej trudności oznacza dla matki jej własny wzrost, w postaci rozwinięcia nowej (trudniejszej) cnoty opiekuńczości wraz ze wzrostem własnej integralności i mądrości.
Zapewne wiele jest obszarów, w których matka i dorastająca córka są i będą także koleżankami. Dotyczy to jednak raczej spraw banalnych i doświadczeń typu wspólne lody i dowcipy, a także prostych wyzwań zadaniowych, takich jak wspólne zakupy czy sprzątanie. Im głębiej jednak w obszary intymnego doświadczenia i głębokich postaw wobec spraw tego świata, im bliżej doświadczenia konfliktu, trudnych uczuć (np. lęków, urazy lub agresji) tym trudniej.
Tu matka, tam koleżanka
Relacja matka – córka nie jest relacją równoległą (równorzędną). Matka jest „wyżej”. Matce (jeśli jest osobą ważną w życiu córki) łatwiej niż przyjaciółce zranić córkę. Matka nie może rywalizować z córką czy też walczyć z nią jako kobieta. Koleżanka może, bo są równe. Matka nie może tworzyć koalicji przeciw innym członkom rodziny, koleżanka może. Matka nie może nadmiernie i intymnie zwierzać się córce, ponieważ zwierzenia te prędzej czy później zaczną dotykać osób i relacji ważnych także w życiu córki (chodzi o ojca, babcię, stosunek do innych osób w rodzinie itp.). Nie może też matka zarażać córki swymi lękami, ponieważ poczucie bezpieczeństwa córki zależne jest w dużej mierze od poczucia bezpieczeństwa matki. Jeśli matka ma pozostać matką, to musi w okresie „koleżankowania”, w okresie dojrzewania dać córce oparcie i pewność w trudnych sytuacjach emocjonalnych. Inaczej zaistnieje niebezpieczeństwo, że wszystko zostanie postawione na głowie i 14-letnia córka stanie się matką swojej matki. Psychologia mówi o tym jako o szkodliwej sytuacji, w której ktoś został „zawezwany zbyt wcześnie” do roli, która nie powinna być jego udziałem.
Nie może też być matka zbyt dosłownym modelem na życie dzisiaj, ponieważ świat zmienia się i stawia coraz to nowe wyzwania dorastającym kobietom. Każde pokolenie eksperymentuje w innych nieco warunkach społecznych, informatycznych, zagrożenia lub bezpieczeństwa. W eksperymentowaniu w tym, jak rozwiązywać sprawy „dzisiaj” o wiele bardziej pomocne są koleżanki. W rozwijaniu perspektywy dla tego co „stałe i ciągłe” potrzebne są matki.

Wanda Sztander 15 październik 2008
www.charaktery.eu