Pracownia / Witraż

  • Odsłon:

    340

Mistyk światła - Magdalena Musialik

Na fotografii widzę rozmazaną postać, lekko opierającą się na lasce. Siwe, długie - jak na mężczyznę - włosy, broda. Skupione, niebieskie oczy w inteligentnej, szlachetnej i łagodnej twarzy, patrzą pilnie w obiektyw aparatu. Byłoby to jedno z najlepszych zdjęć portretowych jakie udało mi się zrobić w życiu, gdyby wyszło. Zbyt mało czytelne jest jedną wielką kompromitacją. Ale ma klimat. Melancholijny klimat wczesnowiosennego, deszczowego dnia, w którym poznałam Wernera Lubosa.
Tłem dla tego portretu jest kościół w Świerklańcu. Wybudowany w 90. latach XIX wieku staraniem rodziny Donnesmarcków jako ewangelicka świątynia, przetrwał czasy wojny w nienaruszonym stanie. Rok 1945 wyznaczył granicę, kiedy to położona w rozległym parku świątynia stała się ofiarą wandalizmu i bezczeszczenia. Okoliczni chuligani próbowali nawet spalić kościół. Ten pożar, który jednak nie naruszył murów świątyni, widział mały Lubos. Wrażenie i pamięć o tym wydarzeniu przetrwała lata. Dorosły Lubos Werner projektując witraże do szczęśliwie odnowionego i na nowo konsekrowanego (dopiero w 1983 roku) kościoła, nie zapomniał umieścić w jednym z okien symbolicznego ognia.

W projektach kartonów witrażowych Werner przedstawił całą złożoną historię tej szczególnej świątyni, która służyła ewangelikom, groko - katolickiej żonie księcia Donnesmarska - Katherinie von Slepcow, a w końcu do dziś użytkującym ją katolikom. Zapisem tej historii stało się umieszczenie na czterech oknach modlitwy Ojcze Nasz w czterech językach: łacińskim, niemieckim, rosyjskim i polskim. Słowa modlitwy wpisane w rozety neogotyckich form okiennych oraz pamiętne słowa Ojca Świętego "...Niech Zstąpi Duch Twój, Niech Zstąpi Duch Twój i Odnowi Oblicze Ziemi - Tej Ziemi", są tematyczną esencją tych przepięknych witraży. Choć zdynamizowane przez pierwotny wygląd okien (koła, łuki, półłuki), nie odbiegają od stylistyki wypracowanej przez Wernera Lubosa.
Nikt, kto widział jego inne witraże nie ma wątpliwości, że i te w Świerklańcu wyszły spod jego ręki. Wyróżnia je bowiem dyscyplina myśli i interpretacji, poetycka abstrakcja i oszczędna, śladowa wręcz figuratywność (rzecz niezwykła wśród polskich projektantów witraży). Wszystko to zaś opisane jest przez światło, które będąc dla Lubosa najważniejsze, określa charakter jego witraży.
Absolwent krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, uczeń prof. Wacława Taranczewskiego, urodzony i mieszkający "od zawsze" w Tarnowskich Górach, sześćdziesięciodwuletni profesor Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Częstochowie, Werner Lubos - jest jednym z najwybitniejszych polskich projektantów witraży. Mimo że jego dorobek "witrażowy" nie imponuje ogromem, to jednak wykreowana przez Lubosa stylistyka, na zawsze już określiła kierunek współczesnego projektowania.

Charakterystyczne układy i rytmy pionowe przenikają niekiedy ferie barw (choćby we wspomnianym kościele w Świarklańcu), niekiedy zaś dochodzi do tak kolorystycznego wyciszenia, że właściwie witraż staje się monochromatyczny ( np. brama kaplicy pogrzebowej w kościele parafialnym p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Bielsku-Białej).
Duże okna współczesnych kościołów są wymarzonym polem dla pracy artysty, w które Lubos tak naprawdę nie zaklina szkła lecz światło. Bez światła, co niby oczywiste, witraż by nie istniał, ale u Wernera Lubosa dzięki światłu witraż istnieje intensywniej, bowiem to właśnie światło określa pracę artysty.

Świadomość roli jaką odgrywa światło profesor Lubos studiował długo i to jemu podporządkował pracę nad projektami. Sam mówi o tym tymi słowami: Problemem światła zajmuję się od wczesnego okresu mojej twórczości. Światło czułem intuicyjnie, zmysłowo, refleksyjnie. Bardzo ważny był tu czynnik świadomości historycznej, poszukiwania i kreacji przez mistrzów.
Przeprowadziłem wiele studiów dotyczących problemu światła, które przecież jest inne w każdym zakątku świata, dostrzegłem różnice pomiędzy regionami, a nawet miastami i te moje obserwacje uwzględniam w projektowaniu i wykonawstwie.
Wynik tych rozważań przemyśleń to kilkanaście zrealizowanych witraży.

Myślę, że dobrym przykładem odzwierciedlającym to, jakim sprzymierzeńcem dla projektanta jest światło- są witraże mojego autorstwa w kościele p.w. św. Maksymiliana Kolbe w Mysłowicach - Janowie( 1978 - 79).

- Było to dla mnie duże wyzwanie projektowe, gdyż przedsięwzięcie stworzenia nowej ikonografii (nowy święty - nowa postać) zmusiła mnie do szukania wyrazu artystycznego dla nowego przesłania - opowiada projektant. - Analizowałem wszystkie znaki adekwatne do czasów w jakich żył Święty i one istnieję na witrażu. Niezbyt nachalnie, potraktowane zrębowo, konturowo - tak jak i sama postać Maksymiliana Kolbego - opowiadają jednak o kontekście życia Świętego.

Werner Lubos witraż zaczyna projektować rysując niewielki szkic. W rozedrganej kresce ołówka trudno odnaleźć późniejszą precyzję projektu i wykonania, ale czuć w niej pasję i przekonanie, że tajemnica tworzenia polega również na tym co nieprzewidywalne. Widać także, że jest tu miejsce na mistykę i ducha, na odwieczne sacrum i na jego współczesną interpretację.

Sztuka sakralna Nr 4 z roku 2003
Magdalena Musialik