Polska sztuka / Tradycja

  • Opublikowano:

    2009-06-23
  • Odsłon:

    272

Kwiaty zamiast ulic

Co roku przez polskie miasta i wsie w Boże Ciało przechodzą procesje. Świętujemy już od siedmiuset lat. Mimo że Święto Ciała i Krwi Chrystusa wydaje się coraz bardziej egzotyczne, ludowe, nieprzystające do współczesnego stylu życia

W Warszawie procesja szła samym środkiem Krakowskiego Przedmieścia. Odnowione skwery ładnie współgrały z popmatycznym pochodem. Ludzie kryli się od słońca pod kolumnami klasycystycznych budynków. Dzieci jadły lody i patrzyły w górę za ulatującymi balonikami.
Krakowiacy wyszli z Wawelu i - przechodząc obok najważniejszych zabytków miasta - doszli do Kościoła Mariackiego na rynku. Przy wszystkich ołtarzach interpretowano słowa Jana Pawła II. Wąskie uliczki krakowskiego Starego Miasta wypełniły się po brzegi mieszkańcami i turystami. Szczególnie ci z zagranicy ciekawi byli polskich egzotycznych rytuałów.
Główne ulice polskich miast i wsi usiane były kolorowymi kwiatami i ziołami, które rozwiewał intensywny wiatr. Dziewczynki w białych sukienkach wykonywały fikuśne obrony, sięgając ręką do koszyczków pełnych świeżych kwiatów. Chóry śpiewały pieśni o ciele i krwi Chrystusa.
Pogoda była kapryśna. Tłum wiernych szedł na końcu, przykryty dywanem parasoli, chroniących od deszczowo-słonecznej pogody.

Boże Ciało na pokaz

Na dobre procesje Bożego Ciała stały się popularne w Europie dopiero w XVII wieku, w czasie kontrreformacji. Był to czas intensywnych sporów teologicznych, negowania realnej obecności Chrystusa w obrazach i szukania nowych form religijności. Reformacyjny ferment teologiczny rozprzestrzenił się na całą Europę. Idee Lutra i Kalwina dotarły także do Polski, gdzie wśród szlachty i arystokratów zapanowała moda na zmianę wyznania.
Nowe pomysły rodzące się w Zachodniej Europie stały się wyzwaniem dla Watykanu. Kontrreformacja miała być odpowiedzią katolików na zamęt panujący w świecie chrześcijaństwa. Ten czas wymagał jasnych i konkretnych działań, uwidaczniających katolicką obrzędowość i potwierdzających prawdziwość dotychczas stosowanych form religijności. Dlatego zaczęto w szczególny sposób koncentrować się na Eucharystii.
Wychodzenie na ulicę z Hostią, czyli Bożym Ciałem, stawało się znakiem wiary i przynależności do Kościoła katolickiego. Chrystus obecny jest fizycznie w Hostii, chociażby Luter mówił zupełnie co innego.

Średniowieczne początki

Boże Ciało w Kościele katolickim obchodzono już jednak od XIII wieku. Jego pomysłodawczynią była błogosławiona Julianna - siostra augustianka mieszkająca w klasztorze Mont Cornillon (okolice Liege, jednego z belgijskich miast).
Juliannie objawiała się jaśniejąca złota tarcza. Lokalne władze kościelne jej widzenia interpretowały jako znak, że Hostia powinna być w Kościele bardziej czczona. Dlatego wprowadzono specjalne święto ku czci Najświętszego Sakramentu – najpierw dla diecezji w Liege, potem dla całego Kościoła katolickiego.
Festum Corporis Christi (Święto Bożego Ciała) było od początku świętem radosnym. Szybko popularne stały się procesje, krążące w ten dzień po europejskich miastach – chociaż bulla papieska ustanawiająca święto nic o takich procesjach nie wspominała. Odgrywano też przedstawienia teatralne, których głównym bohaterem była właśnie Hostia. W czasie procesji pojawiały się też tzw. żywe obrazy – byli to śpiewacy, którzy przedstawiali przed zgromadzonymi sceny z życia Jezusa.
Wszystko było odpowiedzią na ludową potrzebę rytuału i pokazanie fizycznej obecności Ciała Chrystusa wśród wiernych.
W Polsce jako pierwsza na polecenie biskupa Nankera Boże Ciało świętowała diecezja krakowska w 1320 roku.

Procesja przez świat

Ciało Chrystusa pod postacią Hostii wynoszone jest z kościoła. Dociera do czterech ołtarzy. Każdy z nich udekorowany jest kwiatami, świecami i przykryty wykrochmalonym obrusem.
Ołtarze symbolizują świat. Każdy z nich oznacza inną stronę świata. Liczba „cztery” symbolicznie rozumiana jest jako pełnia. Pośród tej pełni niesiony jest Chrystus, nadający światu wymiaru duchowego. Tworzący linię wertykalną, łączącą cztery strony świata z Niebem.
Przy każdym z ołtarzy odbywa się błogosławieństwo. W ten sposób cały świat zostaje poświęcony i włączony w życie duchowe. Temu włączeniu uroczystą oprawę nadają kwiaty sypane pod nogi Jezusowi i stare kościelne pieśni, wychwalające moc Ciała i Krwi Chrystusa.

Chrystus na ścianach domów

W małej miejscowości na Mazowszu cień na każdy ołtarz kładą wysokie gałęzie brzozowe, szumiące w rytm kroków wiernych. Roznosi się zapach bladoróżowych piwonii, ozdabiających obrazy wynoszone z domów przez okolicznych mieszkańców.
Każdy ozdabia swój ołtarz, jak umie najlepiej. Wynosi z domu największy obraz w ozdobnej ramie, ucina największą gałąź brzozy, jaką da radę udźwignąć. Pani Gienia specjalnie na Boże Ciało hoduje w ogródku piwonie.
- Pachną chyba jeszcze ładniej niż kadzidło w kościele. Na pewno podobają się Jezusowi – mówi.
Pani Gienia już od kilkunastu lat przygotowuje ołtarz. Zawsze pomaga jej syn, bo sama nie da rady ustawić kwiatów w wysokich wazonach i przymocować ogromnej brzozowej gałęzi.
- Tak już się złożyło, że ci sami ludzie przystrajają ołtarze od dawna – opowiada pani Gienia - odkąd pamiętam, procesja idzie tą samą drogą. Mój dom jest, można powiedzieć, szczególny, bo to ostatni ołtarz. Tu ksiądz wszystkich błogosławi. A tłumy są takie, że nic nie widać na kilkadziesiąt metrów.

Magiczne zioła

Kolejne osiem dni po Bożym Ciele to tzw. oktawa. Na jej zakończenie święci się pachnące kwiaty i zioła. To właśnie wtedy do kościołów przynosi się wianki z macierzanki, mięty, jaskółczego ziela czy jaśminu.
Kiedyś wianki i zielne bukiety suszono i okadzano nimi domy i obory. Poświęcone zioła miały właściwości lecznicze. Już tylko odrobina dodana do leczniczego naparu pomagała wyzdrowieć. Takie zioła wkładano też zmarłym do trumny, bo miały pomóc w dostaniu się do nieba.
Miały też sprawić, że ziemia będzie żyzna. Na Pomorzu utarł się zwyczaj wkładania wianków w zagony z kapustą, żeby odstraszyć owady. Wypowiadano przy tym zaklęcie: „Na Boże Ciało słowo nam się chlebem stało, więc w oktawę puść obawę, nie tknij zboża i kapusty, bo znajdziesz liść pusty”.
Magia Bożego Ciała zanika. Ale jej elementy wciąż pozostają żywe. Mimo że nie do końca zrozumiałe przez uczestników wiosennych procesji.

Waniliowe są najlepsze

Wszystkie sklepy są zamknięte, bo w Boże Ciało zabroniony jest handel. Właścicielka małej lodziarni stoi jednak za ladą w białym czepku. Czeka na koniec procesji. Wiadomo – w święto każdy chce pójść na lody.
Co sprytniejsi od razu biegną do okienka. Młodzież nie czeka nawet na błogosławieństwo, tylko w małych grupkach zbiera się przy lodziarni.
- Waniliowe są najlepsze – radzi sprzedawczyni.
Bierzemy więc po lodzie. Mijają nas ludzie z węglem do grilla i pętami kiełbasy. Pogoda niepewna, ale może szaszłyki lub karkówkę na tarasie da się zrobić. W końcu do Boże Ciało – czas świętowania, biesiadowania, picia i jedzenia.
Starsi spacerują między zielonymi ołtarzami. W jednym z nich zwiędły kwiaty – widać niedobra gospodyni. W innym obsunęła się gałązka brzozowa, przysłaniając twarz Chrystusa z obrazu.
I co roku, chociaż tak samo, jest trochę inaczej.

IM 16.06.2009