Wycieczki / Spotkania

  • Opublikowano:

    2008-02-01
  • Odsłon:

    1004

Galeria w Przełomce

W sobotni, deszczowy dzień wybraliśmy się na północ do Wiżajn. Mimo wody spływającej z przedniej szyby widoki piękne. Styczeń a zima gdzieś tam na wschodzie. W radio wspomnieli, że nim nadejdą wiosenne roztopy, to jeszcze ściśnie mróz i wokół będzie biało. Pięknie muszą wyglądać te tereny pod śniegiem.
W Wiżajnach czekała pani Jadwiga, która jest autorem pięknych pisanek i koronek. Wszystko naturalne i ekologiczne. Pisanki barwione w wyciągu z kory dębu lub olchy. Wyciąg z kory dębowej daje czarne, aksamitne zabarwienie. Kora z olchy, to głęboki brąz, taka ciepła niemal czerń. W dzieciństwie barwiliśmy skorupki jajek w cebulowych łupinach, przez co uzyskiwały ciemnozłoty lub jasnobrązowy kolor. Tutaj również używa się łupin cebuli. Jednak przeznacza się je do utwalania wcześniej uzyskanych barw.
Czas w domu pani Jadwigi mijał przyjemnie przy herbatce.
Okazało się, że do jeziora Hańcza jest stąd ledwie kilkanaście kilometrów.
Decyzja błyskawiczna. Jedziemy. Niedawno rozmawiałem ze znajomymi, którzy gorąco polecali wizytę w glinianej chacie. Na pytanie – gdzie? Dowiedziałem się, że - przy Hańczy.
Mimo tak nieprecyzyjnej informacji po kwadransie bez kłopotów dotarliśmy do Przełomki. Przy drodze tablica zachęcała do odwiedzin – Galeria Wiejska.
Skręcamy. 300, może 400 metrów i... i z wyłączeniem silnika czas się zatrzymał.

Gospodarstwo, siedlisko, niby zwyczajnie, ale jakoś inaczej. Obok domu, budynki gospodarcze. W głębi domek z czekolady a nad stawem bania. Z cienia wybiegł biały duch. Piękny, puszysty i choć szczekał nieco, to oczy miał serdeczne.
Po chwili wyszła z domu dusza i serce tego miejsca – pani Halina.
Uśmiechnięta i radosna, jakby na nas czekała.
- Zapraszam, najpierw Was oprowadzę – i pierwsze kroki skierowała do Domu Ziemi.
Dom w całości wykonany z gliny i słomy. Pomysł architekt Pauliny Wojciechowskiej został wybudowany w 2002 roku i rozbudza tak ciekawość jak i marzenia na źycie w zgodzie z naturą. Jest niewielki. Jest ciepły i serdeczny. Takie miejsce, w którym można zapomnieć o otaczającym świecie. Glina, drewno i słoma. W okienku prawdy widać jak wygląda wnętrze muru. Niemożliwe, słoma i gałęzie oblepione gliną, a ta jak kamień. Materiał na tyle wdzięczny, że każdy kąt, ściana są niepowtarzalne, jakby rzeźbione, czuć w nich dotyk ludzkiej ręki. W Domu Ziemi, ale imienia Kubusia Puchatka według pani Haliny musi być niezmiernie przyjemnie mieszkać. Albo zasypiać w ciepły, letni wieczór w krystalicznym powietrzu i soczystych dźwiękach nocy.
Nie kryję, że najbardziej zaciekawiła mnie Galeria Wiejska. Gospodarze zebrali tutaj wiele sprzętów codziennego użytku na wsi suwalskiej. Pani Halina opowiada tutaj, najczęściej dzieciom, o tym jak to ze lnem było a kołowrotki, krosna, zdjęcia, teksty i rysunki ubarwiają tę opowieść. Można tutaj spędzić wiele godzin z dziećmi poznając jak trudne, ale i jak pomysłowe było życie kilkadzisiąt i kilkaset lat temu. Jak radio i telewizję zastępowały przyśpiewki a każdy gość był nieocenionym źródłem nowych wieści. Na ścianach tego niewielkiego pokoju liczne fotografie obrazujące piękno Suwalszczyzny. To zamiłowanie pana Macieja do fotografii i wędrówek, w których dzielnie towarzyszy pani Halina.
Przechodzimy na koniec do chaty. Chata, w której mieszkają Gospodarze jest jednocześnie dalszą częścią Galerii. Ta tutaj jednak jest inna. To już nie muzeum, to oaza poezji. Mimo, że jest nas tylko troje, to słychać muzykę, wiersze, opowiadania i radosny gwar spotkań zapamiętanych przez mury tego domu. Barwnie i kolorowo.
Pani Halina jest osoba niezwykłą. Zapał z jakim oddaje się dzieciom z pobliskich wiosek i wszystkim gościom mile witanym stwarzają wyjątkową atmosferę. Tutaj, w tej magicznej przystani opowiada się legendy, baśnie i zwykłe opowieści. Opowiada pani Halina, goście. Opowiadają słuchacze. Za oknem zimowy świst, letnia burza, ale tutaj kwitnie oaza radości i zachwytu.
Już wiem - bedziemy tu wracać.