Myśli / 2008

  • Opublikowano:

    2008-11-01
  • Odsłon:

    220

Zaduszki, czyli dzień zatrzymania

Dzień Zmarłych a właściwie Święto Wszystkich Świętych wprowadził dla całego kościoła Grzegorz IV w 834r. jako pamięć o zmarłych. Ma ono swój początek w starym celtyckim święcie – Samhain, czyli śmierć ciała. A to oznaczało dla naszych przodków początek nowego roku. Ciekawe, początek nowego roku 1 listopada. Pamiętajmy jednak, że Celtowie byli rolnikami i dla nich żniwa zaczynały się sianiem ozimin, czyli obdarowaniem zaczątkiem życia gleby śpiących jeszcze pól.
Rzeczywiste Święto Zmarłych, czyli Zaduszki są obchodzone następnego dnia. Wywodzi się w prostej linii z pogańskiego obrzędu Dziadów. Obchody Święta Zmarłych zapoczątkował Święty Odilon w roku 998, ale tradycja ta rozpowszechniła się na cały Kościół Katolicki dopiero dwieście lat później.
W naszej, polskiej tradycji, głównie na wsi istniał zwyczaj przygotowywania w dniu poprzedzającym Święto Wszystkich Świętych różnych potraw. Pieczono chleby, gotowano bób i kaszę, a na wschodzie kutię z miodem i wraz z wódką pozostawiano je na noc dla dusz zmarłych. Na wschodzie w domach prawosławnych jedzenie układano wprost na grobach a u katolitów na domowych stołach. Wieczorem zostawiano uchylone drzwi wejściowe, aby dusze zmarłych mogły w swoje święto odwiedzić dawne mieszkania. Był to znak gościnności, pamięci i życzliwości, w zwyczaju było również nawoływanie zmarłych po imieniu. Wierzono, że dusze doświadczają głodu i pragnienia, potrzebują wypoczynku i bliskości krewnych. Obowiązkiem żywych było zaspokojenie tych pragnień, gdyż obrażone czy rozgniewane mogły straszyć, wyrządzić szkody, sprowadzić nieszczęście czy przedwczesną śmierć. Po zapadnięciu zmroku, przez dwa kolejne dni: 1 i 2 listopada, zabronione było klepanie masła, deptanie kapusty, maglowanie, przędzenie i tkanie, cięcie sieczki, wylewanie pomyj i spluwanie, aby nie rozgnieść, nie skaleczyć i nie znieważyć odwiedzającej dom duszy. W całej Polsce ugaszczano obficie żebraków i przykościelnych dziadów, ponieważ wierzono, że ich postać mogła przybrać zmarła przed laty osoba. W zamian za jadło zobowiązani byli do modlitwy za dusze zmarłych.


Oczywiście. Odwiedziłem najbliższych. Najbardziej lubię te spotkania wieczorem. Alejki się przerzedzają. Ludzi coraz mniej, a nad tymi ogrodami unosi się światłość wielobarwna o smaku pańskiej skórki. Są miejsca, gdzie lampek moc, są zapomniane groby. Zawsze staram się zapalić lampkę na takim opuszczonym miejscu. Powolny spacerek daje wyciszenie, wspomnienie, modlitwę, rozmowę. Tak długo się nie widzieliśmy. Niekiedy rok, a jeśli poszliśmy inną trasą, to i dłużej. Lata mijają. Bliscy, znajomi odchodzą i zmieniają swoje miejsce pobytu. Tutaj już nie ma pośpiechu. Tutaj każdy ma równo. Tutaj wszyscy czekają na naszą pamięć. Dlatego idąc tymi licznymi ścieżkami wspominamy osoby, twarze, sytuacje. Czas zaciera niemiłe chwile, niekiedy być może bolesne. Dlatego te rozmowy są raczej przyjemne, bo przywołujemy ciepłe momenty.
Oni również tego potrzebują. Czekają na nas i na nasze wspomnienia. Jak wiele pozostało w naszych opowieściach? Od tego przecież zależy Ich przetrwanie.
W codziennym zagonionym świecie, pędzimy z jednego miejsca na drugie i zapominamy o sprawach istotnych. Rodzina, Mama, mąż, córka, syn uprzedmiotowiają się, niekiedy nawet uwierając. Praca, dom, TV, fizjologia, sen i dalej ten kołowrót. Otacza nas i zniewala pogoń za pieniądzem, za lepszym życiem, za wygodniejszą wycieraczką, praktyczniejszą ścierką. Planujemy zakupy, wypad do centrum handlowego, budowę, malowanie, drapanie, swędzenie. Budzimy się w nocy pełni niepokoju, bo jutro prezentacja. Ciśnienie rośnie, cholesterol spada, stolec za miękki, kwasowość za wysoka. Karuzela.
Jakie to szczęście, że są takie dni kiedy się zatrzymujemy. Jednymi z nich są te właśnie dni wyciszenia. Wielu wkurza się krzycząc - za mało filmów, co za słaby program. Jakie to szczęście, że od dziecka jesteśmy przyzwyczajeni – jedziemy na groby. Koniec kropka. Następny przystanek – Boże Narodzenie – ale to zupełnie inny przypadek. No chyba, że ktoś ma wcześniej imieniny.


AB 2008.11.01