Polska sztuka / Tradycja

  • Opublikowano:

    2009-06-23
  • Odsłon:

    419

Współczesny Kupała

Noc Kupały coraz bliżej. Dla Litwinów i Łotyszy święto jest tak ważne, że oficjalnie jest to dzień wolny od pracy. Wszyscy bawią się do rana w tę najkrótszą noc w roku. A co robią Polacy?

Rytuały odprawiane w czasie najkrótszej nocy w roku stały się pod koniec średniowiecza coraz mniej popularne. Księża głosili z ambony, że Noc Kupały sprzeciwia się prawdziwemu chrześcijańskiemu życiu. Odprawiających rytuał posądzano nawet o kontakt z szatanem.
Co tak naprawdę działo się nocami w słowiańskich wioskach?

Noc żywiołów

Wierzono, że wtedy właśnie dzień walczy z nocą. Ludowe opowieści obfitują w wątki mówiące o tym, jak ta odwieczna walka się odbywa. Litwini do dzisiaj śpiewają pieśń mówiącą o zaślubinach Księżyca i Słońca. Kiedy Słońce wstało rano, niewierny mąż Księżyc zdradził je z Jutrzenką. I tak zaczęła się wielka kosmiczna nienawiść.
Noc Kupały to noc żywiołów. Główną rolę odgrywają ogień i woda – elementy przeciwstawne, walczące ze sobą. Ale tez pełne mocy. Ilustrujące odwieczną walkę w przyrodzie. Moc miało też zagwarantować znalezienie kwiatu paproci.

Moc rytuału

W całej wsi gasi się światła i paleniska tak, że panują kompletne ciemności.
Na wzgórzach wokół wsi ustawia się stosy.
Rozpoczyna się rytuał.
W głuchej ciemności jedna osoba rozpala ogień. Nie zapałkami, tylko za pomocą specjalnego krzesiwa.
Koniecznie musi być ognisko. Wokół niego zbierają się ludzie. Niektórzy nawet mówią, że sama nazwa „kupała” powstała od słowiańskiego określenia na wielkie zbiorowisko ludzkie (indoeuropejska cząstka „kump” oznacza właśnie takie zbiorowisko; od tego pochodzi polskie słowo „kupa”).
W ognisku pali się zioła. Tak, żeby wiatr niósł ich zapach na wszystkie okoliczne wsie. Pierwotnie oprócz ziół składano też ofiary ze zwierząt. Zgromadzeni przy ognisku śpiewają pieśni opowiadające o Słońcu i Księżycu, o miłości i zdradzie, o ogniu i wodzie.
Rytuał palenia ziół w ogniskach ma zapewnić urodzaj i powodzenie w miłości.

Wiła wianki...

Do dzisiaj w wielu rejonach Polski praktykuje się najsłynniejszy rytuał związany z Nocą Kupały – puszczanie wianków na wodę. Uczestniczą w nim panny i kawalerowie. Każda z panien robi własnoręcznie wianek z kwiatów. W jego środek wkłada świeczkę lub małą pochodnię i wrzuca wianek do wody. Jeżeli zostanie on wyłowiony przez kawalera, oznacza to, że dziewczyna szybko wyjdzie za mąż. Jeżeli wianek popłynie w dal i nie zostanie wyłowiony, dziewczyna będzie jeszcze musiała poczekać na mężczyznę życia. A jeśli utonie lub zaplącze się w trzcinach – na pewno zostanie starą panną.
- Niejedna panna przestawała być panną właśnie w tę noc – śmieje się pan Bolesław, który sam w młodości uczestniczył w takich rytuałach – w Noc Kupały można było wybrać się nawet z dziewczyną na spacer do lasu. Ale tylko z tą, której wianek się złapało. W naszej wiosce młody chłopak i taka ładna dziewczyna z długimi warkoczami w ten sposób zostali małżeństwem. No i swaty niepotrzebne, bo taki spacer po lesie to, jak to się mówi, załatwiał wszelkie formalności.

Nie-prawdziwe świętowanie

Według historyka, Pawła Jasienicy, ostatnie wielkie świętowanie Nocy Kupały miało miejsce w dwudziestoleciu międzywojennym. Od tego czasu nie robi się już prawdziwych fet na rozpoczęcie lata. Czyżby?
- Co roku ze znajomymi robimy sobie ognisko nad rzeką. Wyjeżdżamy tam późnym wieczorem, robimy imprezę. Koleżanka zna ludowe pieśni, więc uczy nas wszystkich – opowiada Ola, mieszkająca na Podlasiu.
Ola i jej koleżanki co roku plotą wianki i wrzucają je do wąskiej rzeczki, nad którą robią ognisko.
- Oczywiście nikt tych wianków nie łapie. Przecież nie będę sobie szukać męża w tak głupi sposób! – śmieje się Ola – chodzi raczej o to, żeby się dobrze bawić. Poza tym to nasza tradycja i warto o niej pamiętać.
Ola nie wie, co symbolizuje palenie ogniska. Nie dowiadywała się nigdy, jak święto obchodzono kiedyś. Kojarzy natomiast, że znalezienie kwiatu paproci przynosi szczęście i nawet kiedyś wybrała się na poszukiwania. Ale niczego nie znalazła.

Nowa tradycja

Wieś zapomina o rytuałach, ale za to coraz częściej Noc Kupały obchodzi się w dużych polskich miastach. Kraków co roku od kilkunastu lat kusi turystów imprezą nazywaną „Wiankami”. Można wtedy puścić wianek na Wisłę. Organizowany jest nawet konkurs na najładniejszy wianek. Koncerty dają zespoły rozrywkowe (w tym roku zagra Lenny Krawitz), wokół pełno straganów ze świecidełkami i kramów z kiełbaską z grilla. Prawdziwe ludowe święto dla mieszczuchów! Informacje dotyczące tegorocznego świętowania można znaleźć na stronie www.wianki.krakow.pl
W ślady Krakowa poszła też Warszawa, organizująca imprezę „Wianki nad Wisłą”. Jest to piknik rodzinny, w czasie którego obejrzeć można widowisko pirotechniczne, posłuchać muzyki i oczywiście... puścić na Wisłę wianek. A może nawet złapać któryś z wianków rzuconych przez krakowskie dziewczyny? Czekają też atrakcje z różnych strona świata i jarmark produktów regionalnych.
Podobne świętowanie odbywa się w wielu miastach Polski.
- Takie obchodzenie Nocy Kupały nie ma przecież nic wspólnego z tradycją. Można się objeść kiełbaskami z grilla i watą cukrową czy posłuchać fajnego zespołu rockowego. Ale czy ktokolwiek będzie wiedział, o co w ogóle w tym święcie chodziło kiedyś? – burzy się Krzysiek, bojkotujący warszawskie obchody.
Magda się z nim nie zgadza:
- Ja wolę skomercjalizowane słowiańskie Święto Kupały niż głupie Walentynki, które nie wiadomo dlaczego stały się nagle bardzo popularne. Tradycja jest żywa, dopóki się ją pielęgnuje. Wiadomo, że dzisiaj nie będziemy przecież w środku miasta skakać przez ogniska czy szukać kwiatu paproci. Natomiast pójście na happening może młodym ludziom uświadomić, że takie święto w ogóle istnieje.

Powrót do pogaństwa

Są też tacy, którzy zamiast brać udział w komercyjnych obchodach, szukają źródeł tradycji. To neopoganie.
Słowo „pogaństwo” kojarzy się pejoratywnie. Najczęściej z zabobonami, nieprawdziwą religią lub odległą przeszłością. Takie rozumienie wpajał w czasie chrystianizacji Kościół, chcąc przekonać ludzi do chrześcijaństwa i odwieść od praktykowania starych rytuałów. Noc Kupały została wtedy nazwana „Sobótką” (małym sabatem, na którym gromadzą się diabły i wszelkie złe siły).
Tradycję obchodzenia starych przedchrześcijańskich świąt kontynuują grupy neopogan, których coraz więcej w naszej części Europy. Nawiązują one do starych rytuałów, w których szukają duchowej inspiracji.
W Noc Kupały neopoganie spotykają się w lasach i na brzegach rzek, palą ogniska i bawią się zgodnie z tym, co mówią stare przekazy o sobótkowych rytuałach. Takie imprezy przyciągają nie tylko wyznawców neopogaństwa, ale także wielu sympatyków, którym podoba się bezpośrednie nawiązanie do słowiańskich tradycji. Relację z imprez przez nich organizowanych można znaleźć na stronie www.slowianskawiara.pl
„Upajamy się życiem, już sama możliwość tworzenia i działania napawa nas radością. Weselimy się zatem, skaczemy przez ogień i pijemy miód, obserwując odpływające wianki wypuszczane przez młode dziewczęta. Towarzyszą nam śpiewy i tańce, czujemy zapach palonych ziół wydobywających się z ognisk. Matka Ziemia rozkwita! Słońce mocarne a życie w pełni!”
Taki tekst znajdziemy na stronie polskich neopogan. Dla nich Noc Kupały to coś więcej niż zabawa i okazja do spotkania znajomych. To rytuał religijny, który przynosi ze sobą wielką moc.

Moc biesiadowania

Niezależnie od tego, jak Polacy obchodzą Noc Kupały, święto jest wciąż żywe. Można napić się piwa, spotkać znajomych lub... poznać przyszłego męża, który złapie wianek. Każdy sposób na Noc Kupały jest dobry. Święto w końcu istnieje dopóki są ludzie, którzy chcą je świętować.

IM 19.06.2009