Myśli / 2009

  • Opublikowano:

    2009-09-10
  • Odsłon:

    1083

W alkowach królów Polski

Stomma jest historykiem, więc można przyjąć, że przynajmniej część z tego, co opisuje jest prawdą. Autor przedstawia czytelnikowi takie ploteczki, że ten momentami nie może wyjść z podziwu, zadziwienia, rozbawienia albo trwogi nad okrucieństwem władców. Stomma stawia tezę, że najlepsi królowie Polski to ci, którzy ostro dupczyli (autor nie przebiera w określaniu czynności seksualnych), bo seks pomagał im myśleć strategicznie i przyszłościowo, a poza tym doskonale konserwował. Stanisław Leszczyński – król Polski w latach 1705-1709 i 1733-1736 – był czynnym erotomanem, co zresztą było w modzie epoki libertynizmu, kiedy to prześcigano się w wymyślaniu nowych figur i perwersji, a kochanki i żony możnych dzieliły się przy uroczystych posiłkach swoimi spostrzeżeniami z miłosnych igraszek. Leszczyński nie na darmo bzykał co piękniejsze damy dworu i szlachcianki – dożył dzięki temu 89 lat.

Seks był motorem historii. Dlaczego Rosjanie tak nas nie lubią? Otóż jak podają nieoficjalne źródła historyczne (tzn. nie te z pierwszego obiegu) Bolesława Chrobry zgwałcił Przecławę – siostrę Jarosława Mądrego. Nie dosyć, ze wdarł się do Kijowa, to jeszcze zhańbił księżniczkę i nie zrobił tego bynajmniej z czystej żądzy (chociaż i ona pewnie wchodziła w rachubę. Bolesław gwałcił chętnie i masowo). W tym wypadku jednak wiedział, ze gwałcąc świętość dla Rosjan, poniży szczególnie mocno lud ruski. Był to więc niejako gwałt polityczny.

Oddawanie się igraszkom erotycznym było racją stanu. Król musiał posiadać dzieci i sprawiać, że jego królewska krew płynęła dalej w żyłach jak największej liczby osób. Rekordzistą był w tej mierze August II Mocny, który miał ponoć 650 nieślubnych dzieci. Ze swoja żoną miał jednego tylko syna Fryderyka Augusta II (króla Polski jako August III). Syn nie poszedł w ślady ojca. Przeciwnie, można go uznać za najbardziej cnotliwego władcę Rzeczpospolitej. Był przykładnym mężem Marii Józefy, której zrobił (znowu pozwalam sobie użyć swobodnego stylu Stommy) czternaścioro dzieci.

Największym „perwersem” z opisanych przez Ludwika Stommę królów Polski był bodajże Henryk Walezy (w latach 1573-1574 pierwszy elekcyjny król Polski). Napatrzył się ten biedaczysko na całe zło świata, którego główną sprawczynią była jego matka – okrutna Katarzyna Medycejska. Nic więc dziwnego, że kiedy zasmakował w seksie, bał się kobiet i nie „spróbował” żadnej, dopóki jego poplecznicy nie zrobili tego pierwsi i mógł mieć pewność, że wybranka zgodzi się na wszystko, co jej zaproponuje. Wpływ despotycznej matki sprawił też, że o wiele bardzie niż kobiety pociągali go chłopcy i w ich wypadku także „nigdy król nie zakosztował młodzieńca, który by przedtem przez zaufanego nie został wypróbowany”.

Królowie stawali przed tym samym dylematem, który przeżywa podobno większość mężczyzn, kiedy muszą odpowiedzieć sobie na bardzo dramatyczne pytanie: „czy przespać się ze wszystkimi kobietami świata, czy odnaleźć wszystkie w jednej?” Na ten pierwszy sposób decydowała się większa liczba władców tego świata. Władysław IV mógłby na tym polu startować do Księgi Guinessa. Podobno przyjmował u siebie niekiedy po kilkanaście panienek dziennie, bywało, że i równocześnie. Zapytamy przez Sejm jak doszło do zrobienia ogromnej dziury w budżecie państwa, odpowiedział bez żenady: „niech to tak będzie żem ja te kilkakroć sto tysięcy kurwom moim rozdał.”

W tym kręgu smakowitości, pieprznych, a nawet momentami ostrą papryczką zalatujących, zdarzały się romanse, pełne szczerej i gorącej miłości, dwa szczególnie pięknie opisane w literaturze Polskiej: Zygmunta Augusta z Barbarą Radziwiłłówna oraz Sobieskiego z Marysieńką. Wielu badaczy przychyla się do wielowiekowej tradycji, która stwierdza, że twarz Matki Boskiej Ostrobramskiej, to portret Barbary Radziwiłłówny. Ta przepiękna kobieta i jej dramatyczne losy stały się kanwą wielu dzieł, m.in. Alojzego Felińskiego „Barbara Radziwiłówna. Tragedia w pięciu aktach”. August oszalał na jej punkcie do tego stopnia, ze posunął się do mezaliansu – ukochana była bowiem z nie dosyć możnego rodu. Koronował ją, a po przedwczesnej śmierci słabowitej, już wówczas prawowitej żony – próbował wezwać jej duszę z zaświatów.

Pełen pasji romans Jana III Sobieskiego z Marią Kazimierą de La Grange d'Arquien, zwaną Marysieńką, nie zakończył się bynajmniej w momencie ich połączenia się węzłem małżeńskim. Ognisty, pełen seksualnej werwy Sobieski, pisał do swojej lubej listy przez osiemnaście lat, od 1665 do 1683. Przy okazji czytania lekkiej, ironicznej książki Stommy, sięgnęłam po nie po raz kolejny i znowu się zachwyciłam. Który mężczyzna potrafi tak pisać o miłości, jednocześnie pozostając nad wyraz męskim i – co już tak trudne do zrozumienia jak mechanizm działania wszechświata – wiernym, mimo licznych podróży? Są oczywiście tacy herosi, ale mało ich, zbyt mało…Na marginesie można wspomnieć, że Marysieńka nie była tak ochocza i wylewna. W jednym z listów zarzucała nawet królowi, ze zaraził ją chorobą weneryczną, co on skomentował z właściwą zakochanemu tolerancją, stwierdzając, że on nie ma żadnej choroby, więc zarazić się mogła tylko od kogoś innego. Marysieńka więc wpadła jak śliwka w kompot, ale poczciwy, rubaszny Janek już nie wracał do tego tematu.

Teraz mam przed sobą autobiografię Jenny Jameson, którą dostałam do przeczytania z poleceniem, że powinnam, bo jest to postać, która potrafiła wyjść z ciemności w światło. Szczerze mówiąc nie chce mi się. Autobiografia amerykańskiej megagwiaazdy filmów porno pod jakże zachęcającym tytułem „Jak kochać się jak gwiazda porno. Opowieść ku przestrodze” średnio mnie interesuje. Życie seksualne królów Polski czy przypadki postaci z dworów opisywane w pamiętnikach Brantôme, były ciekawe dlatego, że była w nich tajemnica. Mimo czasami wyszukanego wyuzdania otaczała je aura kokieterii, której nie znajdujemy w kobiecie zarabiającej miliony dolarów na publicznym uprawianiu seksu.

Katarzyna Ośka 2009.31.08